"Obserwatorzy zastanawiają się teraz, jak na wpłyną, spowodowane obecnością w Polsce , mniejszy ruch w sklepach, ograniczenie zakupów do produktów pierwszej potrzeby oraz zamknięcie galerii handlowych" - napisano w komunikacie. Suma należności rośnie również w .
Jak informuje KRD, już teraz można uznać za niepokojące; zwraca uwagę, że dotyczą tylko okresu sprzed wybuchu epidemii w Polsce.
KRD przypomina, że w wydanym 20 marca tego roku rozporządzeniu w sprawie ogłoszenia minister zdrowia wskazał, że wprowadzone ograniczenie sprzedaży w galeriach dotyczy m.in działalności opartych na handlu odzieżą, tekstyliami, obuwiem i wyrobami skórzanymi, meblami, sprzętem oświetleniowym, sprzętem RTV oraz księgarni. "Dla tych branży epidemia stanowić będzie największe wyzwanie" - dodano w komunikacie.
"Sklepy stacjonarne z odzieżą czy obuwiem, zwłaszcza te zlokalizowane w galeriach handlowych, mają zastój. Ich właściciele wysłali pracowników do domu, ale muszą im zapłacić pensje. Dodatkowo nie wiadomo, co zrobić z towarem, który już został zamówiony lub zalega w magazynie po poprzednim sezonie. Trudno go będzie teraz sprzedać. Już ruszyła internetowa wyprzedaż z rabatami sięgającymi 50 proc. po to, żeby utrzymać płynność finansową" – komentuje cytowany w komunikacie.
"Za moment mogą dojść kolejne problemy związane z wypłatami, zatrzymaniem produkcji czy blokadą transportu. Na to jednak, by ocenić, jaki wpływ na branżę ma epidemia będziemy musieli poczekać kilka tygodni" - dodaje.
Jak informują eksperci Krajowego Rejestru Długów, pod kreską są też producenci artykułów spożywczych i napojów: na początku lutego zadłużenie w tym sektorze wynosiło 119 mln zł, na początku marca 126 mln zł, a 19 marca - już 2 mln zł więcej.
KRD zwraca uwagę, że mogą być jednak problemy innych branży, np. transportu i logistyki. Może się bowiem okazać, że pomimo stałego zapotrzebowania ze strony Polaków dostęp do produktów będzie ograniczony ze względu na problemy z dostawami.
>>>Czytaj również: "Puls Biznesu": wirus służy małym sklepom
