Izrael nie ufa nowemu prezydentowi Syrii
Ben-Shabbat w latach 2017–2021 kierował izraelską Radą Bezpieczeństwa Narodowego za rządów premiera Benjamina Netanjahu. Obecnie stoi na czele Instytutu Misgav, izraelskiego think tanku zajmującego się bezpieczeństwem narodowym i strategią. W wywiadzie dla dziennika "Maariv" dużo miejsca poświęcił Syrii i jej nowemu prezydentowi Ahmadowi asz-Szarze.
Asz-Szara przez lata znany był jako Abu Muhammad al-Dżaulani. Walczył w Iraku u boku dżihadystów, a później stanął na czele islamistycznego ugrupowania Hajat Tahrir asz-Szam (HTS), które w 2024 r. obaliło reżim Baszszara al-Asada.
– Nie potrafię czytać w jego myślach ani ocenić jego prawdziwych zamiarów. Mówimy jednak o człowieku, który wyrósł w środowisku dżihadystów, siedział w więzieniu z najbardziej radykalnymi z nich i przez lata walczył w ich szeregach. Obecną pozycję zawdzięcza dżihadystycznemu zapleczu oraz wsparciu Erdogana. Nie można więc uznać, że zmiana wizerunku oznacza również zmianę jego przekonań – stwierdził Ben-Shabbat.
Jego zdaniem asz-Szara mógł złagodzić wizerunek po to, by zdobyć międzynarodowe uznanie i umocnić władzę, a w przyszłości wrócić do swoich dawnych ideologicznych celów. Dlatego Izrael nie powinien w zamian za porozumienie z Damaszkiem wycofywać wojsk ze strefy buforowej na pograniczu izraelsko-syryjskim, zajętej po upadku Asada, ani rezygnować z możliwości prowadzenia operacji wojskowych na terytorium Syrii.
– Izrael nie może oddawać kontrolowanych terenów ani rezygnować ze swobody działania tylko dlatego, że podpisze porozumienie z obecnymi władzami Syrii. Taka umowa może się okazać nietrwała, zwłaszcza jeśli nie wiemy, czy asz-Szara rzeczywiście zerwał ze swoją dżihadystyczną przeszłością. Nad każdym takim porozumieniem powinno więc wisieć biblijne pytanie: "Czy lampart może zmienić swoje cętki?" – przekonywał.
Cztery punkty zapalne między Izraelem a Turcją
Nieufność wobec władz w Damaszku łączy się z szerszym problemem. Zdaniem Ben-Shabbata obalenie reżimu Asada i wyparcie z Syrii sił irańskich stworzyły próżnię, którą zaczęła wypełniać Turcja. To właśnie Syria jest pierwszym z czterech obszarów, w których interesy Ankary i Jerozolimy coraz wyraźniej się zderzają.
– Turcja stała się dominującym graczem w Syrii. Ankara umacnia swoją pozycję, finansując i szkoląc "nową syryjską armię", a także rozwijając infrastrukturę energetyczną i transportową – ocenił.
Drugim źródłem napięć jest zacieśnianie współpracy wojskowej Turcji z Arabią Saudyjską i Pakistanem. Zdaniem Ben-Shabbata taki układ może zmienić równowagę sił na Bliskim Wschodzie na niekorzyść Izraela.
– Sojusz ma zapewnić jego uczestnikom wzajemną pomoc w razie zagrożenia i zwiększyć stabilność w regionie bez całkowitego uzależnienia od Waszyngtonu, a jednocześnie stawia Turcję w roli politycznego i wojskowego przywódcy – powiedział.
Trzecim polem rywalizacji jest wschodnia część Morza Śródziemnego. Ankara realizuje tam doktrynę "Błękitnej Ojczyzny" (Mavi Vatan), która zakłada zdecydowaną obronę szeroko rozumianych tureckich interesów i roszczeń na morzach otaczających Turcję.
– Morskie ambicje Turcji bezpośrednio zderzają się z interesami Izraela, jego współpracą energetyczną z Grecją i Cyprem oraz projektem korytarza IMEC – stwierdził Ben-Shabbat.
IMEC (India–Middle East–Europe Economic Corridor), czyli Korytarz Gospodarczy Indie–Bliski Wschód–Europa, to projekt budowy nowego szlaku morsko-kolejowego między Indiami a Europą przez państwa Bliskiego Wschodu, w tym Izrael. Ma usprawnić transport towarów między Azją a Europą i zwiększyć znaczenie Izraela jako państwa tranzytowego. Inicjatywę ogłoszono we wrześniu 2023 r. podczas szczytu G20 w Nowym Delhi.
Ostatni obszar sporu dotyczy Hamasu. Zdaniem Ben-Shabbata działania Ankary nie ograniczają się przy tym do kontaktów z palestyńską organizacją.
– Turcja nadal wspiera Hamas i jego przywódców. Jednocześnie prowadzi szeroko zakrojoną kampanię polityczną i prawną przeciwko Izraelowi. Jej celem jest przedstawienie go jako państwa, którego działania łamią podstawowe normy i prawo międzynarodowe – powiedział.
Turcja to nie drugi Iran
Mimo narastających napięć Ben-Shabbat przestrzega przed stawianiem Turcji w jednym szeregu z Iranem. Jego zdaniem oba państwa stanowią dla Izraela zupełnie inne wyzwania i wymagają odmiennego podejścia.
Nie oznacza to, że Izrael powinien z góry odrzucać możliwość porozumienia z Turcją czy innymi państwami regionu. Zdaniem Ben-Shabbata musi jednak zachować swobodę działania i możliwość samodzielnego reagowania na zagrożenia, zamiast zakładać, że podpisane porozumienia zagwarantują mu bezpieczeństwo.
– Nie należy zawierać porozumień zbyt wcześnie, ale nie można też przepuszczać rzeczywistych szans na pokój. Najważniejsze, by Izrael sam zachował kontrolę nad swoim bezpieczeństwem. Nie powinien oddawać realnych atutów w zamian za samo porozumienie, bo każdą umowę można kiedyś zerwać. Nawet jeśli dziś podpiszemy ją z przywódcą, który rzeczywiście chce pokoju, jutro może zastąpić go ktoś o zupełnie innych poglądach i ambicjach – podsumował.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
