W środę na lotnisku w Nowym Jorku wylądował rosyjski samolot wojskowy ze sprzętem medycznym przeznaczonym do walki z epidemią koronawirusa. Departament Stanu USA wyjaśnił w oświadczeniu, że pomoc ta, m.in. respiratory oraz środki higieniczne, została przez władze w Waszyngtonie zakupiona.

USA pokryły koszt połowy przekazanego im z Rosji sprzętu medycznego do walki z koronawirusem, drugą połowę sfinansował Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich wspierający biznes amerykański w Rosji - poinformowała z kolei rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.

Reklama

"Oba państwa dostarczały sobie pomoc humanitarną w czasie kryzysów w przeszłości i z pewnością będą tak robiły w przyszłości" - stwierdziła rzeczniczka Departamentu Stanu USA Morgan Ortagus. Dodała, że jest to czas, kiedy należy "razem pracować w celu pokonania wspólnego wroga, który zagraża życiu każdego z nas".

Na konferencji prasowej w czwartek prezydent USA Donald Trump rosyjską dostawę nazwał "bardzo miłą ofertą" i zapewnił, że jest otwarty w przyszłości na kolejne takie formy współpracy.

"To był bardzo miły gest ze strony prezydenta (Rosji Władimira) Putina, mogłem powiedzieć +nie, dziękuję+ lub +dziękuję+. To był duży samolot z wysokiej klasy medyczną dostawą. Powiedziałem +przyjmę to+" - tłumaczył amerykański przywódca.

"Decyzja o kupieniu dostawy od jednego z tradycyjnych przeciwników USA - i brak transparentności wokół tego wyboru - wywołała zdumienie wśród niektórych byłych urzędników" - pisze portal CNN.

Jeden z nich przypuszcza, że Trump być może podjął decyzję sam. Drugi z kolei - jak pisze CNN - "nie umie znaleźć jakiegokolwiek wytłumaczenia" dla decyzji, aby zaufać Rosji ws. sprzętu medycznego, którego zaczyna brakować w USA.

Dostawę medycznego sprzętu za "propagandową żyłę złota" dla Kremla uznał były specjalny przedstawiciel prezydenta USA w międzynarodowej koalicji do walki z Państwem Islamskim Brett McGurk.

Z kolei Graham Bookie z think tanku Atlantic Council uznaje, że Moskwa prowadzi wiele działań, które według niego mają oznaczać: "Rosja jest tu, by pomagać". Nazywa to "pozytywnym przesłaniem i pozytywną propagandą".

Zauważa to też Andrew Weiss z Carnegie Endowment for International Peace, według którego dostawa do Nowego Jorku to działanie, które wpisuje się w politykę zagraniczną Rosji. Ekspert twierdzi, że Kreml stara się w ten sposób pokazywać, że "wszystkie obawy Zachodu są bezzasadne".

"Rosjanie przylecą tyloma samolotami, ile to możliwe, by stworzyć wrażenie, że jesteśmy zależni od Rosji. Jeśli będziemy się na to zgadzać, to będziemy wyglądać na słabych, a oni na silnych" - przyznaje jeden z anonimowych rozmówców CNN.(PAP)