Pandemia nie jest jak wojna czy huragan, nie niszczy bazy kapitałowej przemysłu i dlatego politycy obiecują, że wkrótce przyjdzie zdecydowane ożywienie ekonomiczne. "Prezydent USA Donald Trump mówi nam, że gdy Covid-19 zostanie opanowany i bezpiecznie będzie wrócić do pracy, gospodarka będzie +znowu wielka+" - pisze ekonomista.

A jednak, nawet jeśli tak by się stało, koszty ludzkie będą wysokie. "Pracownicy, którzy doświadczają bezrobocia w chwili zastoju, mogą na zawsze zachować blizny" - przypomina Eichengreen i zwraca uwagę na dane, które mówią o tym, że takie doświadczenie odbija się na późniejszym życiu zawodowym.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że pracodawcy nie będą zatrudniać, a firmy nie będą inwestować, dopóki nie okaże się, że jest to bezpieczne, a więc zastój gospodarki może trwać długo - prognozuje ten były doradca Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Reklama

Po tego rodzaju kryzysach ludzie tacy zarabiają mniej i to nie tylko wkrótce po załamaniu gospodarczym, ale też przez całe dekady - kontynuuje autor.

W USA, gdzie "zmierzamy do tego, by osiągnąć 25-procentowe bezrobocie lub wyższe, jest to poważny problem" - podkreśla ekonomista i zwraca uwagę, że w modelu europejskim stawia się raczej na "zachowanie relacji pracodawca-pracownik" poprzez rządowe programy, mające ratować miejsca pracy, dzięki czemu skala bezrobocia wywołanego pandemią okaże się zapewne niższa.

Lekcja, jaką firmy i państwa wyniosą z tego kryzysu, skłoni je do odwrócenia niektórych trendów globalizacji. Ze względu na obawy przed brakiem ważnych dla kraju produktów lub przed ryzykiem kolejnego przerwania łańcucha dostaw, "firmy będą produkować bliżej domu" - prognozuje Eichengreen.

Oznacza to jednak, że wyższe będą koszty produkcji, niższa produktywność, "które przełożą się na wyższe ceny dla konsumentów".

Brak bezpieczeństwa, zubożenie, bezrobocie, kłopoty z powiązaniem końca z końcem, które dotkną część społeczeństw na skutek kryzysu, "mogą doprowadzić do demoralizacji, depresji, innych form traumy, co obniża atrakcyjność (...) takich osób w oczach pracodawców" - pisze Eichengreen.

"Widzieliśmy to już w latach 30. Nie tylko w postaci spadku aktywności siły roboczej, ale też w rosnących liczbach samobójstw i malejących liczbach małżeństw" - przypomina autor.

"I tu należy znowu szczególnie się obawiać o Stany Zjednoczone, gdzie siatka zabezpieczeń społecznych jest stosunkowo ograniczona" - ocenia Eichengreen.

Wyjście z takiego kryzysu obronną ręką zależeć będzie od "spójności społeczeństw i jakości ich przywódców" - konkluduje autor.

>> Czytaj też: Odpowiedź UE na kryzys zakończy spór między "skąpcami z Północy" i "rozrzutnikami z Południa"?