DGP

Czego się dowiedzieliśmy o naszej służbie zdrowia?

Zagrożenie związane z pandemią pokazało, jak bardzo niebezpieczna jest jazda na oparach benzyny: polski system ochrony zdrowia od lat znajduje się w stanie permanentnego kryzysu, brakuje mu rezerw, które pomogłyby amortyzować większe wstrząsy. Symbolem tego stały się niedobory środków ochrony osobistej w pierwszej fazie pandemii. Z punktu widzenia wyporności systemu ochrony zdrowia mieliśmy jako kraj szczęście: wirus dotarł do nas z pewnym opóźnieniem. Oprócz tego polskie władze wcześnie wprowadziły narodową kwarantannę, a większość ludzi się temu zdecydowanie podporządkowała, czemu nie zawsze potrafiły sprostać społeczeństwa w innych krajach Europy. Znaczenie mogło mieć także to, że w krajach naszego regionu początkowo zachorowały osoby młodsze i zdrowsze, wracające z pracy lub wypoczynku na nartach za granicą, o czym pisał w swojej analizie „Financial Times”.

Reklama

Co nas trzyma w pionie?

W samej ochronie zdrowia istotne dla utrzymania względnej stabilności okazały się dwa – zdawałoby się przeciwstawne – czynniki. Pierwszy to nieoczekiwana premia z zapóźnienia: dzięki nadmiarowi łóżek szpitalnych, zwykle krytykowanemu, można było szybko wydzielić sieć szpitali jednoimiennych dla chorych na COVID-19. Drugi to premia za innowacje – w szczególności wprowadzenie rozwiązań e-zdrowia, takich jak recepty i zwolnienia elektroniczne, teleporady. Trudno dziś sobie wyobrazić, jaki chaos zapanowałby choćby w podstawowej opiece zdrowotnej, gdyby lekarze nie mieli tych e-narzędzi, wprowadzanych przez resort zdrowia przecież całkiem niedawno, i to z pewnymi oporami. Zarazem obecny kryzys wyraźnie pokazał, jak ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa obywateli ma publiczny system ochrony zdrowia i czym może grozić jego dalsza atrofia.

Czyli zdaliśmy egzamin jako obywatele, którzy potrafili utrzymać dyscyplinę.

W pierwszym etapie niewątpliwie tak. Polska odpowiedź na pandemię oparta jest w dużej mierze na dyscyplinie obywateli i ich gotowości do poniesienia osobistych kosztów w walce z zagrożeniem zdrowia publicznego. Dotyczy to zarówno zwykłych ludzi, którzy zostali w domach, jak i medyków organizujących sobie na różne sposoby maseczki i inny sprzęt, by móc pracować mimo zagrożenia.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.