Poziom szkoleń za unijne pieniądze jest niski

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 maja 2009, 03:21
Piotr Piasecki, prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych
Piotr Piasecki, prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych Fot. Marek Matusiak/DGP
Spada zainteresowanie tradycyjnymi szkoleniami kompetencyjnymi. Rośnie za to popyt na szkolenia specjalistyczne. Rozmawiamy z PIOTREM PIASECKIM, prezesem Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

● Z jakich szkoleń firmy nie rezygnują pomimo kryzysu?

– Rośnie popyt na szkolenia np. dotyczące zarządzania ryzykiem, finansami, zmianą czy nastawione na wsparcie handlowców stosownie do wyzwań wynikających z obniżającej się wartości sprzedaży. Wiele firm poszukuje szkoleń, które pomogą im wzmocnić funkcjonowanie zespołów pracowniczych o kluczowym dla nich znaczeniu, np. menedżerów czy zespołów sprzedażowych.

Obniżyło się natomiast zainteresowanie szkoleniami, bez których firmy mogą się przez pewien czas obejść. Takimi są np. zajęcia obliczone na rozwój standardowych kwalifikacji – pracowników działu księgowości, kontrolingu, czy kadr itd.

● Na rynku dochodzi więc nie tyle do załamania popytu, co raczej jego przekierunkowania?

– Tak to można określić. Dla firm szkoleniowych recesja nie musi oznaczać zupełnej dekoniunktury. Zapotrzebowanie dotyczy obecnie szkoleń bardzo konkretnie sprofilowanych. Jeśli przedsiębiorstwo zwalnia sporą część pracowników, to najpierw szkoli menedżerów, którzy mają pokierować tym procesem, łącznie z oddziaływaniem na motywację personelu, który pozostaje, i wsparciem odchodzących, aby mogli poradzić sobie na rynku pracy.

● Jaki wpływ na stan branży szkoleniowej ma korzystanie z funduszy unijnych

– Paradoksalnie, wraz z transferem funduszy unijnych, jakość dostępnych na rynku szkoleń obniżyła się. Przyczyn tej sytuacji jest wiele.

Procedury transferu funduszy unijnych nie wymuszają na firmach, które z nich korzystają, wysokiej jakości usług. Liczy się w nich realizacja konkretnych planów (np. przeszkolenie 5 tys. osób), osiągnięcie mierzalnych celów (np. realizacja szkoleń po z góry określonych kosztach) i formalne rozliczenie projektu. Tego się rygorystycznie przestrzega, a parametry jakościowe (np. edukacja w małych grupach, zajęcia warsztatowe, satysfakcja szkolonych itp.) nie są tu najważniejsze. W efekcie mamy do czynienia z przypadkami bezkarności dostawców, którym pod względem formalnym nie można niczego zarzucić, ale skutki ich działalności są dalekie od zamierzeń i możliwości. Ze względu na to, że chodzi o szkolenia darmowe, nie działa tu mechanizm rynkowej weryfikacji. Na szczęście to tylko część rynku.

● Czy administracja publiczna wyciągnęła z tej sytuacji jakieś wnioski?

– Dziś procedury przyznawania środków unijnych są o wiele prostsze niż na początku naszego członkowstwa w UE. Objętość dokumentacji niezbędnej do pozyskania i rozliczenia funduszy jest dziś zdecydowanie mniejsza. Wprowadzono możliwość aplikowania o środki przez klientów firm szkoleniowych. Dzięki temu przedsiębiorcy nie muszą już wiązać się z dostawcami, którzy nie mają dobrej opinii na rynku i referencji.

● PIOTR PIASECKI

prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Tematy: UEnauka
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj