Zaniżanie kosztów inwestycji to pozorna oszczędność

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 czerwca 2009, 06:45
Zbigniew Kotlarek, prezes Polskiego Kongresu Drogowego
Zbigniew Kotlarek, prezes Polskiego Kongresu Drogowego Fot. Bloomberg/DGP
Kryzys zmusił wykonawców do walki o kontrakty. Oszczędności to powód do zadowolenia, ale, jak mawiał prezes klubu Tęcza Ryszard Ochódzki w filmie Miś, chodzi o to, żeby te plusy nie przysłoniły nam minusów.

Sytuacja podobna do dzisiejszej już raz miała miejsce – w latach 2002–2005 wykonawcy również oferowali ceny kontraktów znacznie niższe od kosztorysów i już wówczas pojawiały się głosy, że cena oferowana przez wykonawcę odbiegająca więcej niż o 10 czy 15 proc. od kosztorysu inwestorskiego może jeszcze przynieść wykonawcy zyski. Ceny niższe od kosztorysów o 40 czy 50 proc. – a takie też się zdarzały – powinny budzić poważne zastrzeżenia. Nie musieliśmy długo czekać, żeby te obawy się potwierdziły.

Z opublikowanego na początku roku raportu NIK wynika, że na 260 zbadanych inwestycji drogowych, realizowanych przez różne podmioty, w ponad połowie z nich wystąpiły nieprawidłowości skutkujące obniżeniem jakości robót. Oszczędności wynikające z niższych cen mogą więc okazać się pozorne, ze względu na konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów na naprawianie popełnionych błędów.

O potencjalnie zgubnych skutkach zaniżonych cen robót mówiono i pisano już wielokrotnie. Rzadziej natomiast zwraca się uwagę na inny, bardzo istotny element inwestycyjnej układanki, jakim jest nadzór nad robotami. A w przetargach na nadzór w ostatnim czasie oferowane ceny również są znacznie niższe niż szacunki inwestorów. Tu znów warto się odwołać do wspomnianego raportu NIK, który stwierdza, że nierzetelny nadzór był podstawową przyczyną niewłaściwej jakości robót wykonywanych na drogach publicznych.

Wiem, że na niektórych budowach inspektorzy pojawiają się raz na tydzień. Należy dodatkowo wziąć pod uwagę, że może to być inspektor słabo opłacony, niedoświadczony. Usługodawca też musi na czymś zaoszczędzić, oferując niską cenę. W takiej sytuacji o rzetelnym nadzorze możemy zapomnieć.

Przynajmniej teoretycznie takich sytuacji można byłoby uniknąć, gdyż prawo zamówień publicznych dopuszcza stosowanie również kryteriów jakościowych w przetargach. Presja na obniżanie kosztów jest jednak wielokrotnie tak duża, że wśród kryteriów nadal dominuje cena, która na końcu nie zawsze jednak okazuje się taka niska.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj