Wierzchosławice chcą być pionierem w produkcji prądu ze słońca

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 kwietnia 2010, 20:20
Podtarnowska gmina Wierzchosławice chce wybudować pierwszą elektrownię słoneczną w Polsce. Na razie jednak ma problemy ze zdobyciem funduszy na tę inwestycję.

Na pomysł budowy elektrowni słonecznej wpadł sam wójt gminy Wierzchosławice, Wiesław Rajski, jeden z najbardziej rzutkich samorządowców w południowej Polsce. Ma szansę być tak dobrze zapamiętany przez mieszkańców swej gminy, jak słynny i charyzmatyczny działacz ludowy Wincenty Witos, który, zanim został politykiem, też był wierzchosławickim wójtem. Wiesław Rajski rządzi Wierzchosławicami już trzecią kadencję i dużą część swej aktywności poświęca ochronie środowiska.

Jego gmina jako jedna z pierwszych w kraju zdobyła fundusze na montaż kolektorów słonecznych na prywatnych domach. Ma też koncesję na poszukiwanie i wydobycie wód geotermalnych, którymi chce ogrzewać bloki w pobliskim Tarnowie. Pieniądze na ten cel zamierza znaleźć w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz w programie unijnym Infrastruktura i Środowisko. W energetyce słonecznej może być jednak prawdziwym pionierem, bo w Polsce nie funkcjonuje jeszcze ani jedna elektrownia solarna.

Tarnów i okolice według dostępnych danych to jeden z najbardziej nasłonecznionych subregionów w kraju. To było jedną z przyczyn naszego zainteresowania budową elektrowni słonecznej – mówi Józef Kuboń, inspektor ds. ochrony środowiska w gminie Wierzchosławice.

Tamtejszych samorządowców zachęciło także to, że elektrownie słoneczne są dość powszechne w Niemczech, które mają podobny klimat do Polski. Problemem były jednak koszty. Plany gminnych władz obejmowały budowę pilotażowej instalacji o mocy 1,8 MW, a potem dwóch kolejnych. Jednak sam pilotaż pochłonąłby co najmniej 20 mln zł. Wierzchosławice z własnego budżetu nie były w stanie wyłożyć nawet części tej kwoty.

W zeszłym roku gmina Wierzchosławice wystąpiła więc o dotację na ową inwestycję do Szwajcarsko-Polskiego Funduszu Współpracy. Jej wniosek trafił tam jednak na listę rezerwową, podobnie jak wiele innych. Szanse na subwencję z tego funduszu są więc niewielkie.

Gmina jednak się nie poddaje. Skala inwestycji została ograniczona.

– Teraz chcemy mieć pilotażową instalację o mocy jednego megawata, co będzie oznaczało znacznie niższe koszty. Szukamy innych źródeł finansowania. Jednak nie jest to łatwe, co widać na przykładzie Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Krakowie, który z dystansem podchodzi do instalacji fotowoltaicznych. W najbliższych tygodniach złożymy wniosek o dotację z unijnego programu regionalnego dla Małopolski – mówi Józef Kuboń.

Wierzchosławice załatwiają też już pierwsze formalności budowlane dla tej inwestycji. Przedstawiciele gminy rozmawiają również z zakładem energetycznym o przyszłej sprzedaży prądu z planowanej elektrowni.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: energetyka
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj