Kolejne decyzje kadrowe potwierdzają, że wspólnotowa instytucja, jaką miała być Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ), jest klubem dyplomatów starej UE. Mimo zapewnień o konieczności utrzymania równowagi geograficznej kierownictwo centrali unijnego MSZ konsekwentnie jest obsadzane przedstawicielami starej Piętnastki. Podobny trend dotyczy stanowisk poza granicami Unii – na 115 ambasadorów UE jedynie 5 pochodzi z nowej Europy.

>>> Czytaj również: Operacja CIT, czyli co tak naprawdę chcą ugrać Niemcy

Ostatnie decyzje kadrowe Ashton potwierdzają, że równowaga geograficzna pozostaje pobożnym życzeniem. Z puli 31 stanowisk od szczebla sekretarza generalnego do szefa departamentu do tej pory obsadzono 26. Tylko 3 przypadły nowym krajom – w tym jedno dla Polski. Stanowisko zastępcy sekretarza generalnego ESDZ objął Maciej Popowski. Z kolei Słowak (były szef MSZ) Miroslav Lajczak kieruje departamentem ds. Rosji, Partnerstwa Wschodniego i Bałkanów Zachodnich. Na czele departamentu ds. Azji stoi Rumun Viorel Isticioaia-Budura – biegle władający chińskim były ambasador tego kraju w Pekinie. Resztę obsadzili przedstawiciele starej Unii – 6 Brytyjczyków (m.in. szef kadr oraz dyrektor ds. operacyjnych), po 3 Francuzów, Niemców i Hiszpanów, po 2 Holendrów, Szwedów i Włochów, jeden Fin i jeden Irlandczyk.

Interesy najważniejsze

Na niższych rangą stanowiskach jest podobnie. Ich obsada pokazuje również precyzyjnie, jak państwa starej Unii starają się zarezerwować sobie te departamenty, które pokrywają się ze sprawami ważnymi z punktu widzenia ich interesów narodowych i priorytetów polityki zagranicznej.

Reklama

I tak Hiszpanie zdominowali departamenty zajmujące się Ameryką Łacińską – 3 na 5 szefów działów związanych z tym regionem oraz szef dyrekcji ds. Ameryk to Hiszpanie (szef dyrekcji Gustavo Prada plus szef działu Wspólnoty Andyjskiej Belen Martinez, Rafael Gelabert – dział ds. Ameryki Łacińskiej, Angel Carro – dział ds. Mercosur i Chile). Inny przykład to objęcie przez Francuza Hugues’a Mingarellego kierownictwa w departamencie Bliskiego Wschodu i sąsiedztwa południowego (czyli m.in. francuskie kolonie w Maghrebie) albo Niemca Gunnara Wieganda, który kieruje dyrekcją ds. Rosji, Partnerstwa Wschodniego i Bałkanów Zachodnich.

>>> Czytaj także: Chcesz pieniądze z Unii? Zobacz, gdzie czyhają największe przeszkody

Na kierowniczych stanowiskach na poziomie działów pracuje również dwóch Polaków. Małgorzata Wasilewska kieruje działem demokratyzacji i obserwacji wyborów, Bogusław Majewski (były polski ambasador w Singapurze) pełni funkcję doradcy Ashton.

Ambasady dla starych

Podobny trend obowiązuje w przypadku obsady stanowisk ambasadorskich, których większość również przypada przedstawicielom starej Unii. Polska odpadła nawet z rywalizacji o kierowanie – kluczową z punktu widzenia Warszawy – placówką w Mińsku. Kandydat Warszawy na ambasadora UE na Białorusi nie znalazł się na tzw. krótkiej liście Catherin Ashton. Zresztą przy tej okazji szefowa unijnego MSZ była również krytykowana za konsekwentne faworyzowanie kandydatów ze starych państw UE. Jej listę zdominowali Brytyjczycy, Holendrzy i Skandynawowie.

>>> Polecamy: Petru: UE to strefa euro

Kolejna ważna placówka, która przeszła nam koło nosa, to Kabul. O kierowanie ambasadą UE w Afganistanie, gdzie w prowincji Ghazni stacjonuje 2700 polskich żołnierzy, walczył były szef Agencji Wywiadu Andrzej Ananicz (przegrał z Litwinem).

Dwoje Polaków, którzy do tej pory objęli kierownictwa ambasad UE, to Joanna Wronecka (placówka w Jordanii) i Tomasz Kozłowski (placówka w Korei Płd.).