Polskie uczelnie nie wiedzą, dlaczego i po co kształcą

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
18 lutego 2011, 06:45
Bezrobotni po studiach
Bezrobotni po studiach/DGP
W Polsce absolwent szuka pracy średnio przez dwa lata. W krajach starej UE – trzy miesiące. Uczelnie nie wiedzą, po co i dlaczego kształcą. W dodatku nie współpracują z pracodawcami i nie śledzą losów swoich byłych studentów.

>>> Czytaj też: Winiecki: Lekcje z wolności rynkowej

>>> Czytaj też: Staniszewski: To nie jest kraj dla wykształconych ludzi

Oferowane przez uczelnie wykształcenie coraz mniej odpowiada wymogom rynku pracy.

– Już w zeszłym roku mieliśmy sygnały, że niepokojąco zaczyna przybywać bezrobotnych wśród absolwentów – przyznaje Izabela Koryś, dyrektor Obserwatorium Regionalnych Rynków Pracy i specjalista Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej.

Podobne obserwacje mają urzędy pracy. – Dla absolwentów filologii, historii, socjologii, psychologii nie ma ofert. Bez szans na dobrą pracę są także absolwenci marketingu i zarządzania. Obecnie nawet prawnik bez stażu nie zawsze znajdzie zatrudnienie – mówi Urszula Murawska z warszawskiego urzędu pracy. Jak mówi, problem w tym, że uczelnie nie wiedzą, po co i dlaczego kształcą. Mają anachroniczne programy i nie współpracują z pracodawcami. Większość z nich nie monitoruje losów swoich absolwentów. Nie wiedzą więc, jak radzą sobie oni na rynku. Nawet najbardziej prestiżowa wyższa szkoła – SGH dopiero we wrześniu ubiegłego roku zaczęła pilotażowo prowadzić taki monitoring. W pełni wdroży go dopiero za pół roku.

>>> Czytaj też: W Polsce przybywa młodych bezrobotnych - najgorzej mają humaniści

Prywatny monitoring

– Uniwersytet to nie szkoła zawodowa – irytuje się Anna Korzekwa z Uniwersytetu Warszawskiego pytana, jak radzą sobie zawodowo jego absolwenci. Jak mówi, UW monitoruje wybiórczo losy swoich byłych studentów, więc nie wie, ani ilu z nich znajduje wykształcenie, ani czy dobrze zarabiają.

Nadzieję na poprawę sytuacji daje fakt, że przybywa prywatnych uczelni, którym zależy na dobrej marce.

>>> Czytaj także: Raport OECD: W Polsce jest najwięcej magistrów na świecie

Np. warszawski Koźmiński czy nowosądecka Wyższa Szkoła Biznesu regularnie prowadzą monitoring swoich absolwentów i wiedzą, jaką znaleźli pracę i ile zarabiają. – Według naszych ankiet 93 proc. wszystkich studentów znalazło satysfakcjonującą pracę – mówi Jerzy Chroszczak, prorektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. I dodaje, że los jego szkoły zależy od tego, czy studenci i ich rodzice zechcą wyłożyć prywatne pieniądze. Więc muszą mieć pewność, że inwestycja im się opłaci.

Na wszystkich renomowanych uczelniach pożądani pracownicy są wyłuskiwani przez pracodawców jeszcze na etapie studiów. Są to: technicy, informatycy, inżynierowie budownictwa, mechatronicy, analitycy wyspecjalizowani w bankowości i finansach. Do poszukiwanych należą też absolwenci kierunków zamawianych: biotechnologii, matematyki stosowanej i kierunków związanych z telekomunikacją. Jednak wśród wszystkich absolwentów ci po kierunkach ścisłych stanowią zaledwie 10 proc.

Kto jest winny?

W 2010 roku edukację na poziomie wyższym zakończyło niemal 440 tys. absolwentów szkół wyższych – rynek nie był w stanie ich wchłonąć. Wina leży w systemie, ale to studenci powinni wiedzieć, że po kulturoznawstwie, archeologii czy socjologii na AGH nie znajdą pracy. I inwestycja w studia się nie zwróci.

>>> Czytaj więcej: Szanghajski ranking szkół wyższych obnaża słabości polskich uniwersytetów

PRAWO

Uczelnie będą śledzić kariery absolwentów

Nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym (czeka, aż zatwierdzi ją Sejm) przewiduje, że od października tego roku uczelnie będą musiały obowiązkowo monitorować zawodowe losy swoich absolwentów. Szkoły mają sprawdzać: gdzie ich studenci znaleźli pracę i po jakim czasie od uzyskania dyplomu. Ustawa nie precyzuje jednak, w jaki sposób mają to badać. Monitoring ma pomóc uczelniom dostosować programy kształcenia do wymagań rynku. Ma też ułatwić maturzystom wybór uczelni, która daje największe szanse na zdobycie pracy w zawodzie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj