Obama ostrzega przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 czerwca 2011, 15:42
Prezydent USA Barack Obama ostrzegł we wtorek, że brak zgody Kongresu na podwyższenie pułapu dozwolonego zadłużenia Stanów Zjednoczonych może doprowadzić do nowego globalnego kryzysu finansowego.

Wypowiadając się dla programu "Today" telewizji NBC, Obama zaznaczył, iż przywódcy Republikanów deklarowali, że chcą uniknąć takiej sytuacji. Wyraził jednocześnie nadzieję, że porozumienie w sprawie wzrostu limitu zadłużenia zostanie osiągnięte "w rozsądny sposób".

>>> Czytaj również: Guru ekonomii: W 2013 r. zatrzyma się światowa gospodarka

"Pełna wiarygodność Stanów Zjednoczonych jest nie tylko podstawą naszego dobrobytu, ale także podstawą globalnego systemu finansowego. Możemy mieć do czynienia z powtórką kryzysu finansowego, jeśli wiarygodność ta będzie stawką w grze. Dlatego zamierzamy ciężko pracować w najbliższym miesiącu (na rzecz porozumienia)" - powiedział prezydent.

>>> Polecamy: Ogłoszenie bankructwa lepsze niż pomoc. Oto kraj, który wyszedł z kryzysu

Republikańska większość w Izbie Reprezentantów uzależnia zgodę na podniesienie limitu zadłużenia od wprowadzenia drastycznych cięć wydatków rządowych.

Zapytany o perspektywy poprawy sytuacji na rynku pracy, gdzie ponad 9 procent Amerykanów jest bezrobotnych, Obama odpowiedział, że trzeba rozwijać nowe sektory gospodarki, np. w dziedzinie alternatywnych źródeł energii. Tradycyjny przemysł - przypomniał - ogranicza bowiem zatrudnienie z powodu zmian sposobu produkcji.

Prezydent odrzucił kierowany czasem ku niemu zarzut, że nie okazuje dostatecznej empatii wobec ludzi nie mogących znaleźć pracy i innych, którzy wskutek kryzysu i recesji znaleźli się w złej sytuacji materialnej.

"To nonsens mówić, że jestem zbyt +spokojny+ w obliczu problemów gospodarczych" - oświadczył.

W rozmowie z NBC przekornie zaprezentował także stoicką postawę wobec perspektyw swojej reelekcji w 2012 r.

"Są takie dni, kiedy mówię sobie: jedna kadencja wystarczy" - powiedział. Dodał, że jego żona Michelle i dwie córki z łatwością pogodziłyby się z ewentualną porażką w przyszłorocznych wyborach.

"Gdybym miał robić coś innego, one by to z łatwością zaakceptowały" - oświadczył.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj