Gigant drogeryjny otworzy w łódzkiej Manufakturze swój największy salon w Europie. To dowód na to, że czołowa niemiecka sieć uważa nasz kraj za kluczowy dla swojej ekspansji.
Założyciel firmy Dirk Rossmann, który do dziś kontroluje 60 proc. udziałów w spółce, był jednym z pierwszych niemieckich biznesmenów, którzy zdecydowali się na szukanie szczęścia na rynkach po drugiej stronie żelaznej kurtyny.

>>> Polecamy: Akwizytorom dziękujemy. Sprzedają towar za drogo

Już w połowie 1990 r. a więc jeszcze przed formalnym zjednoczeniem Niemiec, otworzył pierwszy salon Rossmanna na terytorium byłej NRD, w turyńskim Sonderhausen. Ale to był dopiero początek prawdziwego Blitzkriegu.

>>> Czytaj również: Warto inwestować w branżę kosmetyczną

Na przełomie 1990 i 1991 roku miał już ponad 100 salonów we wszystkich wschodnich landach. Potem przyszła kolej na inne kraje byłego bloku wschodniego. W 1993 r. Rossmann otworzył pierwszy samoobsługowy salon drogeryjny w Polsce. Dziś jest ich aż 550. Prócz tego firma działa na Węgrzech i w Czechach, a ostatnio otworzyła też pierwsze placówki w Albanii i Turcji.

Drogeryjne korzenie

Przedsiębiorczość wyniósł prawdopodobnie z rodzinnego domu. 65-letni Rossmann uczył się zawodu, pomagając w niewielkiej hanowerskiej drogerii swoich rodziców. Swój własny interes zaczął rozkręcać w wieku 25 lat.
Chciał jeszcze wcześniej, ale na drodze stanęła mu (obowiązkowa wówczas w Niemczech) konieczność odbycia służby wojskowej. Wcielony do Bundeswehry Rossmann, wówczas mocno zrewoltowany przeciwko wszelkim skostniałym hierarchiom, odmawiał wykonywania jakichkolwiek rozkazów.
– Na każde pytanie oficera odpowiadałem: „Nazywam się Dirk Rossmann i oskarżam Republikę Federalną”. Uznali mnie za wariata i odesłali do domu – wspominał po latach w jednym z wywiadów.
Już pierwszy dzień funkcjonowania własnej drogerii przyniósł Rossmannowi olbrzymi sukces. Zamiast oczekiwanych 2 – 3 tys. marek w kasie zastał na zamknięciu 20 tys. Tajemnicą sukcesu Rossmanna było zastosowanie nieznanej dotąd na rynku drogeryjnym strategii obniżek i promocji.
Świętując 10. urodziny firmy w 1982 r., Dirk Rossmann miał już ok. 100 sklepów rozsianych po całych północnych Niemczech. To wówczas biznesmen zaczął przygotowywać się do ekspansji poza granice kraju.

Ostry gracz

Potrzebny kapitał zdobył, sprzedając 40 proc. udziałów hanowerskiemu funduszowi inwestycyjnemu (obecnie jest własnością hongkońskiego miliardera Li Ka-shinga).
– Zgwałcili mnie swoimi pieniędzmi i powiedzieli, żebym działał... jeszcze bardziej agresywnie – komentuje transakcję Rossmann.
Ekspansja nie ograniczyła się tylko do Europy Środkowo-Wschodniej. W ostatnich latach Rossmann wykupił część konkurencji (np. sieci Kaiser’s Drugstore i Kloppenburg). Od 1999 roku firma jest mocno obecna również w internecie, gdzie założyła jedną z pierwszych za Odrą internetowych aptek.
Wprowadza też na rynek własne ekologiczne marki kosmetyków, żywności, a nawet win. Chce w ten sposób jeszcze przed przejściem na emeryturę zrealizować swój ostateczny cel: stać się drogeryjną siecią numer jeden w Niemczech, wyprzedzając i dystansując największych rywali: Schleckera, dm i Muellera.