Nowa bolesna choroba najbogatszych państw: zanik wzrostu gospodarczego

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 sierpnia 2011, 05:59
Gospodarka, kryzys Fot. Shutterstock
Gospodarka, kryzys Fot. Shutterstock/ShutterStock
Polityczni liderzy upierają się, że wzrost PKB zniweluje bolesne skutki cięć budżetowych. Jest to jednak raczej pobożne życzenie, niż pewność. Rzeczywistość jest całkowicie inna - wzrost gospodarczy praktycznie zanika w świecie krajów rozwiniętych.

Bogate kraje mają za sobą koszmarny drugi kwartał 2011 roku. Zannualizowany wzrost PKB w USA wyniósł 1,3 proc., w strefie euro i Wielkiej Brytanii 0,8 proc., i 0,5 proc. w Niemczech. We Francji jest jeszcze gorzej – gospodarka stanęła w miejscu z zerowym przyrostem PKB. Japonia systematycznie cofa się do tyłu – jej PKB spadł o 1,2 proc. Wszystkie te wartości nie mieszczą się w widełkach 1,5-3 proc. wzrostu PKB, uznawanych za długoterminowy wyznacznik stabilnego rozwoju gospodarczego.

>>> Czytaj też: Stagnacja gospodarcza staje się faktem. Europa ostro hamuje

Stagnacja ta wygląda jeszcze gorzej, jeśli spojrzymy na nią w kontekście historycznym. Za głębokim kryzysem zazwyczaj podążało mocne ożywienie gospodarcze napędzane rosnącym zatrudnieniem i inwestycjami wcielanymi w życie po ciężkich czasach. Teraz tak się jednak nie dzieje. Cztery lata bez wzrostu gospodarczego kwalifikują się już jako tzw. Mniejsza Depresja.

Dla rządów, które zmagają się z nadmiernymi długami swoich państw, oznacza to bolesny paradoks. Cięcia wydatków i podwyżki podatków mogą redukować deficyty, ale mogą także zahamować wzrost najpotężniejszych gospodarek i w konsekwencji znów poszerzyć deficyt.

Japonia jest przykładem kraju, w którym ten ostatni efekt zdominował pierwszy. Duże deficyty budżetowe utrzymywane w pierwszych latach po załamaniu finansowym prowadziły tylko i wyłącznie do jeszcze większych dziur budżetowych w średnim i długim terminie. Od ogromnego kryzysu minęły już dwie dekady, a zadłużenie Japonii wciąż rośnie i wzrost gospodarczy pozostaje bardzo słaby.

Paradoks ten jest szczególnie niebezpieczny dla strefy euro, w której stagnacja gospodarcza łączy się z rozprzestrzeniającym się kryzysem zadłużenia. Słaby rozwój gospodarczy może wywołać jeszcze większą niechęć Niemiec i innych europejskich wierzycieli do wspierania Grecji i pozostałych dłużników.

>>> Czytaj też: Europa ma sześć kręgów - Polska jest dopiero w czwartym

Wszystkie rozwinięte kraje stoją przed tym samym dylematem. Wszelkiego rodzaju krótkoterminowe programy stymulacyjne będą jeszcze bardziej zwiększać długi gospodarek i przedłużać Mniejszą Depresję. Jeśli gospodarki szybko się nie rozpędzą, koniecznym może być rozważenie bardziej radykalnych rozwiązać – finansowego zrestartowania gospodarek poprzez wyższą inflację albo zwiększone odpisy długów. To bardzo kontrowersyjna i ryzykowna polityka, ale jej alternatywy mogą okazać się znacznie gorsze w skutkach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj