Europa Wschodnia utraciła wiarę w Zachód

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
28 stycznia 2012, 14:10
Cerkiew świętego Sawy w Belgradzie, Serbia.
Cerkiew świętego Sawy w Belgradzie, Serbia. /ShutterStock
Chorwackie referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej miało najniższą frekwencję ze wszystkich przeprowadzonych dotychczas w krajach, które zwróciły się o opinię wyborców w sprawie przestąpienia do Unii.

Skromny udział w niedzielnym plebiscycie nie unieważnia głosowania za przystąpieniem, za którym opowiedziała się ponad połowa wyborców. Pokazuje jednak słabnącą wiarę w południowo-wschodniej Europie, że UE oferuje bilet pierwszej klasy do ekonomicznej prosperity, politycznej stabilizacji i bezpieczeństwa regionu. Ten brak zaufania ma po części związek z europejskim kryzysem dłużnym i finansowym.

>>> czytaj też: Polski szantaż - francuska prasa krytycznie o naszym rządzie

Drugim czynnikiem powodującym nastrój niepewności jest świadomość obywateli Albanii, Bośni i Hercegowiny, Macedonii, Czarnogóry i Serbii, że członkostwo w UE jest bardziej odległym projektem, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrażać. Pod pewnymi względami kraje te są same sobie winne. Spory z sąsiadami, słaby wymiar sprawiedliwości, powszechna korupcja i zorganizowana przestępczość to prawdziwe przeszkody na drodze do członkostwa.

>>> Polecamy: Zbiedniejemy. Trzeba się z tym pogodzić

Przyjęcie Bułgarii i Rumunii przyniosło rozczarowanie, więc unijne rządy podniosły poprzeczkę dla kandydatów. Trzeba przyznać, że Chorwacja spełniła te ostrzejsze wymagania. Serbia i inne kraje aspirujące do UE będą musiały zrobić to samo.

Jest jednak jasne, że Francja i inne kraje są głęboko zaniepokojone perspektywą członkostwa państw bałkańskich, nie wspominając o Turcji. Nawet niegdysiejsi zwolennicy rozszerzenia UE, tacy jak Szwecja i Wielka Brytania, nie wypowiadają się w tej kwestii tak głośno jak kiedyś.

Kraje te powinny zabrzmieć mocniej, a UE jako całość powinna zdać sobie sprawę z potrzeby szybszej integracji. Przyjęcie Bałkanów jest w interesie samej Europy. To najlepsza gwarancja stabilizacji w regionie, w którym brutalne konflikty etniczne trwające od lat 90. do początku tego stulecia absorbowały cały kontynent. UE zrobiła krok do przodu, proponując w tym roku rozmowy akcesyjne Czarnogórze. Jednak kluczowym krajem regionu jest Serbia. UE ma rację, używając swoich środków nacisku, by Serbia pojednała się z Kosowem. Musi jednak równocześnie zdecydowanie wspierać proreformatorskiego prezydenta Serbii, Borisa Tadicia. Na marcowym szczycie UE powinna przyjąć kandydaturę Serbii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj