Choć główną przyczyną wysokich cen ropy naftowej jest irański program atomowy, potencjalnie jeszcze większe zagrożenie znajduje się po drugiej stronie Zatoki Perskiej. W uchodzącej za bajecznie bogatą Arabii Saudyjskiej coraz mocniej dają się we znaki problemy, które w zeszłym roku doprowadziły do fali rewolucji w krajach arabskich.

Zasiłki dla bezrobotnych pobiera obecnie ponad milion obywateli Arabii Saudyjskiej – podało w środę tamtejsze ministerstwo pracy. Zgodnie z ogłoszonym podczas arabskiej wiosny przez króla Abdullaha i uruchomionym pod koniec roku programem Hafiz każdy z nich dostaje co miesiąc – przez okres do jednego roku – po 2 tys. riali (533 dolary). Od grudnia, kiedy zaczęto wypłacać zasiłki, liczba świadczeniobiorców wzrosła o 170 proc., zaś tylko w ciągu ostatniego miesiąca – o 40 proc.

>>> Czytaj też: Nieprzewidywalny Iran. Czy światu rzeczywiście grozi wojna? (analiza)

Oficjalnie stopa bezrobocia w Arabii Saudyjskiej wynosi 10,5 proc., ale jest ona mocno zaniżona. Nie uwzględnia bowiem dużej liczby Saudyjczyków, którzy są w wieku produkcyjnym, ale nie pracują. Według rządowych danych odsetek osób, które pracują lub szukają pracy, wynosi w tym kraju 36,4 proc., czyli jest mniej więcej dwukrotnie niższy niż średnia światowa.

To nie koniec szokujących danych. Około 90 proc. pracujących Saudyjczyków jest zatrudnionych w sektorze publicznym. Jednak efektem trwającego od dziesięcioleci boomu demograficznego jest to, że władze w Rijadzie nie są już w stanie redukować bezrobocia poprzez tworzenie miejsc pracy w budżetówce. Natomiast 90 proc. miejsc pracy w firmach prywatnych jest obsadzonych przez około osiem milionów cudzoziemców (obywateli Arabii Saudyjskiej jest wszytskiego 18 milionów). Saudyjczykom brakuje wykształcenia i doświadczenia, by pracować na wymagających wysokich kwalifikacji stanowiskach technicznych, a podejmowanie prostych prac jest postrzegane jako uwłaczające. W efekcie rośnie bezrobocie – to oficjalne, i to ukryte – a co za tym idzie – wydatki na zasiłki. Szczególnie po wybuchu arabskich rewolucji w zeszłym roku, bo jednym z głównych źródeł protestów było wysokie bezrobocie wśród młodzieży.

>>> Zobacz też: Katar - w tym kraju jest więcej otyłych niż w USA

Według danych ministerstwa pracy wydatki na równoległy do Hafiz program zasiłków wyniosły w zeszłym roku 5,5 miliarda riali (1,5 miliarda dolarów). Dzięki wysokim cenom ropy naftowej saudyjska gospodarka zanotowała w 2011 r. wzrost na poziomie 6,8 proc. PKB, więc na razie kraj może sobie pozwalać na rozbudowywanie pomocy społecznej. Ale nie rozwiązuje to problemu. W styczniu ministerstwo pracy ogłosiło, że w ramach „saudyzacji” zatrudnienia zamierza do 2015 r. stworzyć trzy miliony nowych miejsc pracy, a do 2030 r. – sześć. Przyczynić się do tego ma m.in. wprowadzany system kwotowy, zgodnie z którym określona – i stopniowo rosnąca – liczba miejsc pracy ma przypadać Saudyjczykom. Rząd podejmuje także wysiłki, by większa liczba kobiet podejmowała pracę. Obecnie stanowią one 80 proc. pobierających zasiłki.

Ale w planie są dwa słabe punkty. Wysokie zasiłki, które mają zatrzymywać ewentualne wybuchy niezadowolenia społecznego, zniechęcają do szukania pracy, a poza tym zgłaszają się po nie osoby, które dotychczas ani nie pracowały, ani ich nie pobierały, w związku z czym koszty programów socjalnych będą rosły. Po drugie – nie ma gwarancji, że obecne wysokie ceny ropy nie spadną.

>>> Czytaj też: Jak Arabia Saudyjska wodzi za nos USA

A protesty społeczne w Arabii Saudyjskiej miałyby znacznie większy wpływ na ceny ropy niż wszystkie zeszłoroczne arabskie rewolucje razem wzięte. Spośród krajów, w których doszło do antyrządowych wystąpień, najważniejszym producentem ropy jest Libia, skąd pochodzi ok. 2 proc. światowego wydobycia. Arabia Saudyjska odpowiada za 13 proc.