Wotum zaufania głosowano po tym, jak trzy dni wcześniej rozpadła się koalicja rządowa. Większość opiera się teraz na kilku rozłamowcach z dotychczasowej najmniejszej partii koalicyjnej, więc przedterminowe wybory są tylko kwestią czasu.

W sondażach prowadzi opozycyjna lewica, która zapowiada spowolnienie programu cięć budżetowych. Czeska Partia Socjaldemokratyczna (CzSSD) już teraz ma większość w senacie, zaś w ewentualnych wyborach może liczyć na 37 proc. poparcia i być może nawet samodzielne rządy, w najgorszym razie z nieformalnym poparciem komunistów, wyrastających na drugą siłę w czeskiej polityce.

DGP rozmawia z przewodniczącym senatu, jednym z liderów CzSSD, Milanem Sztechem.

Co zmieniłaby CzSSD po dojściu do władzy?

Skupilibyśmy się na zmianie niesprawiedliwego systemu podatkowego, aby poprawić dochody budżetu. Wpływy podatkowe od najmniejszych firm, zwłaszcza od ludzi samozatrudnionych, spadły dramatycznie, niemal do zera. A takie firmy stanowią większość gospodarki. W 2008 r., gdy deficyt wzrósł do rekordowego poziomu, władze wprowadziły podatek liniowy. To dość rzadkie w Europie rozwiązanie sprawiło, że osoby najbogatsze w istocie ponoszą znacznie mniejsze obciążenia podatkowe niż najbiedniejsi. Mamy bardzo niski, 19-proc. CIT, co efektywnie przekłada się na 15 proc. Po pierwsze: koncentracja na stronie dochodowej budżetu, po drugie: lepsze zarządzanie i walka z korupcją. Po trzecie: więcej inwestycji w infrastrukturę, np. dokończenie sieci autostrad. Tego typu projekty mają efekt mnożnikowy na gospodarkę.

Reklama

Jak pan ocenia politykę gospodarczą rządu Petra Neczasa?

W latach 1999 – 2008 byliśmy wśród liderów regionu pod względem wzrostu PKB. Pakiet reform, przyjętych po 2008 r., mających ustabilizować finanse publiczne, mocno ograniczył nasz wzrost gospodarczy. Od tej pory gospodarka oscyluje wokół zera, podczas gdy wszyscy nasi sąsiedzi mają wzrost. Rząd stara się spełnić kryteria z Maastricht do 2014 r., jednak walka z deficytem jest prowadzona poprzez ograniczanie wydatków, jeśli nie liczyć podwyżek VAT i akcyzy na paliwa, co raczej powstrzymuje ludzi od zakupów, niż prowadzi do wzrostu dochodów budżetu. To jeden z powodów, który doprowadził nasz rząd na skraj upadku.

Czechy są jedynym obok Wielkiej Brytanii krajem UE, który nie podpisał paktu fiskalnego. Co dalej z umową?

Problemy części państw UE motywują nas, by nieźle rozwiniętą integrację polityczną w większym stopniu uzupełnić o integrację ekonomiczną. Pakt fiskalny wpłynie na obniżenie zadłużenia, a z uwagi na wysoki stopień wzajemnych powiązań między członkami Unii zwiększy się w ten sposób wiarygodność całej „27”. Z inicjatywy CzSSD senat przyjął uchwałę wzywającą rząd do podpisania paktu fiskalnego, a prezydenta Vaclava Klausa – do respektowania zdania gabinetu i obu izb parlamentu. Rząd nie chciał jednak ryzykować konfliktu z prezydentem, który z góry zapowiedział, że o ratyfikacji paktu nie ma mowy. Niezależnie od losów paktu chcielibyśmy, by Czechy spełniały zawarte w nim kryteria. Zależy nam na wpisaniu do prawa konstytucyjnego limitów długu publicznego na poziomie 60 proc. PKB i deficytu strukturalnego na poziomie 0,5 proc. PKB.

Ale Czechy, podobnie jak Polska, nie są członkiem strefy euro i nie uczestniczyłyby w decyzjach podejmowanych podczas jej szczytów.

To, że nie płacimy w euro, nie powinno nas powstrzymywać przed przystąpieniem do umowy. Decyzje podejmowane na szczytach strefy euro któregoś dnia staną się obowiązujące także dla naszych państw, które przyłączą się do unii walutowej. Nawet bez formalnego prawa głosu rządy państw strefy euro będą się przysłuchiwać opiniom innych państw paktu fiskalnego. Dlatego uważam postępowanie Polski za bardziej odpowiedzialne niż prowadzącą do samoizolacji politykę Pragi. To, że pozostaniemy poza głównym nurtem decyzyjnym, jest według mnie jedynie pretekstem, a nie rzeczywistym powodem niechęci czeskiej prawicy do podpisania paktu. Z drugiej strony za niecały rok obecny prezydent nie będzie już prezydentem, nowy szef państwa po raz pierwszy zostanie wybrany w wyborach powszechnych.

Kto będzie kandydatem CzSSD w zimowych wyborach?

Za wcześniej na takie deklaracje, ponieważ wciąż nie wiemy, czy wcześniej nie będzie trzeba rozpisać przedterminowych wyborów parlamentarnych. Sondaże sugerują, że kolejny rząd będzie składał się z innych sił politycznych. Wówczas możliwość przystąpienia do paktu zostanie po raz kolejny rozważona. Sądzę jednak, że moja partia ma dwóch poważnych kandydatów do prezydentury: wybitnego profesora ekonomii Jana Szvejnara, który w 1968 r. wyemigrował do USA, oraz Jirziego Dienstbiera młodszego, syna znanego dysydenta o tym samym imieniu.

Milan Sztech Materiały prasowe / DGP