To miała być wzorcowa europejska prezydencja, taka jak przed prawie dekadą, kiedy to za duńskiego panowania odbył się szczyt w Kopenhadze wieńczący polskie starania o członkostwo w Unii Europejskiej. Tymczasem Dania kończy półroczne przewodnictwo w atmosferze ostrego sporu, po tym jak Parlament Europejski zerwał współpracę z prezydencją w pięciu dziedzinach.

Duńczycy już po raz siódmy przewodzili wspólnocie. Podczas prezydencji w 2003 r. w Kopenhadze zakończono negocjacje akcesyjne z dziesiątką nowych krajów. Oczekiwania wobec Danii i teraz były więc wysokie, tym bardziej że w ubiegłym roku socjaldemokratyczna premier Helle Thorning-Schmidt zastąpiła rząd Larsa Lokke Rasmussena (przywódca centroprawicowej partii Venstre) postrzegany jako antyeuropejski. Podczas styczniowej prezentacji programu w europarlamencie określiła nową prezydencję czterema przymiotnikami: odpowiedzialna, dynamiczna, ekologiczna i bezpieczna. Bez wątpienia największym konikiem Kopenhagi są ekologia i zielone technologie. I dlatego jej oczkiem w głowie był mocno przereklamowany szczyt Rio +20, który jednak okazał się porażką.

Plusem prezydencji jest dokończenie prac nad tzw. dwupakiem (czyli ustawami z zakresu zarządzania gospodarczego) oraz podatkiem od transakcji finansowych. Będąca poza strefą euro Dania miała, podobnie jak Polska, utrudnione zadanie, bo nie mogła uczestniczyć w najważniejszych rozmowach o kryzysie w Eurolandzie.

Ale porażek było więcej. Źle zostały ocenione propozycje Danii odnośnie do reformy wspólnej polityki rolnej. – Podczas tego półrocza nie udało się osiągnąć postępu w pracach nad reformą – mówi polski minister rolnictwa Marek Sawicki, który duński raport poświęcony reformie WPR ocenił jako „niekompletny”, w dodatku nieodzwierciedlający dyskusji na temat wyrównania dopłat bezpośrednich dla rolników. Tu, zdaniem oponentów, Dania porzuciła przypadającą prezydencji rolę bezstronnego mediatora i kierowała się własnym interesem, opowiadając się za utrzymaniem status quo, czyli dysproporcji między dopłatami dla rolników ze starej i nowej Europy.

Duńczykom mimo sporych oczekiwań nie udało się także zdynamizować prac nad wieloletnią perspektywą finansową. Dopiero na szczycie w przyszłym tygodniu Kopenhaga przedstawi tzw. strukturę budżetu – nieokreślającą jeszcze konkretnych pieniędzy, a jedynie procentowy podział przyszłych funduszy. Kopenhaga, sama będąca płatnikiem netto, przychylnie też zareagowała na propozycję zmniejszenia budżetu. W efekcie opóźnień to Cypr będzie musiał prowadzić teraz rozmowy z krajami o ich oczekiwaniach budżetowych.

Największą jednak ujmę przyniósł Duńczykom konflikt z PE. Tydzień temu europarlament zawiesił współpracę z prezydencją w pracach nad pięcioma aktami prawnymi z zakresu sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Powodem jest wykluczenie go z decyzji o przepisach w sprawie układu z Schengen, jaką podjęli w zeszłym tygodniu unijni ministrowie spraw wewnętrznych, przyjmując kompromisową propozycję Duńczyków. Zakłada ona, że rozporządzenie o nowym mechanizmie oceny sytuacji na granicach Schengen (oznaczające m.in. niezapowiedziane kontrole) będzie przyjmowane tylko kwalifikowaną większością głosów w Radzie UE (czyli przez rządy), a nie – jak przewidywała Komisja Europejska – wspólnie z PE w ramach procedury kodecyzji. Pikanterii całemu konfliktowi dodaje fakt, że to właśnie Dania w ubiegłym roku samowolnie czasowo przywróciła kontrole celne na granicy z Niemcami.