Polska ma mało czasu, by doścignąć internetowe tygrysy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
28 stycznia 2013, 17:21
Korea Południowa, Seul nocą
Korea Południowa, Seul nocą/ShutterStock
Dowodem na to, że strategiczne wykorzystanie internetu może zrewolucjonizować gospodarkę, jest przykład Korei Południowej.

 Jeszcze 50 lat temu był to kraj równie ubogi, jak państwa Afryki czy Azji Południowo-Wschodniej. Dzisiaj gospodarka koreańska zajmuje 12. miejsce na świecie pod względem wartości PKB mierzonej siłą nabywczą. Koreańczycy są drugim pod względem bogactwa narodem Azji z PKB przekraczającym 30 tys. dol. na mieszkańca, ustępując tylko Japonii.

Ten skok jest efektem konsekwentnego budowania gospodarki opartej na wiedzy i inwestycji w infrastrukturę światłowodową. Rząd w Seulu przyjął na siebie rolę lidera i już w 1995 r., zaledwie pięć lat po powstaniu pierwszej strony internetowej, ogłosił program budowy łączy szerokopasmowych. W sektorze teleinformatyki powstało ponad 300 tys. miejsc pracy, a branża rozwija się szybciej niż cała gospodarka.

W ślady Korei poszły kolejne państwa. 10 lat temu rząd Danii opracował strategię cyfryzacji usług publicznych. Ogłosił wówczas, że na koniec 2012 r. całość komunikacji z administracją państwową ma się odbywać drogą elektroniczną, a od 2015 r. ma to być jedyna obowiązująca forma kontaktu. Z kolei Estonia, Francja, Grecja i Hiszpania uznały dostęp do internetu za podstawowe prawo swoich obywateli. Estonia i Słowacja rozpoczęły budowę łączy szerokopasmowych, dzięki czemu prędkość internetu w tych krajach jest dwukrotnie wyższa niż średnia w OECD. Z kolei Finlandia zagwarantowała swoim obywatelom dostęp do sieci o prędkości powyżej 1 Mb/s.

Polacy doskonale odnajdują się w sieci. W 2010 r. zajęliśmy pierwsze miejsce w Europie pod względem liczby zapytań o towary i usługi oferowane w sieci. Wartość zakupów, których dokonaliśmy po wcześniejszym sprawdzeniu oferty w sieci, przekracza 26 mld zł rocznie. 63 proc. polskich internautów robi w sieci zakupy, 47 proc. płaci rachunki.

Ale za aktywnością polskich internautów nie nadąża rozwój infrastruktury. Pod względem rządowych wydatków inwestycyjnych zajmujemy pozycję zbliżoną do państw rozwijających się, daleko za Europą Północną. Efekty łatwo zobaczyć: w Polsce zaledwie 6 na 10 gospodarstw domowych ma dostęp do sieci, a polska gospodarka internetowa stanowi 2,7 proc. PKB kraju, wobec 3,6 proc. w Czechach, 5,8 proc. w Danii czy 7,2 proc. w Wielkiej Brytanii.

Polska zostaje z tyłu i nie mamy czasu do stracenia. Dzięki powołaniu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji po raz pierwszy mamy jeden ośrodek koordynujący tak ważne obszary jak budowa infrastruktury internetowej, wdrażanie e-usług w urzędach czy edukacja internetowa dla firm i konsumentów. Dzięki inicjatywie firm telekomunikacyjnych rozwijamy sieć LTE i już wkrótce mamy szansę zwiększyć dostęp do szerokopasmowego internetu. W poprzednim budżecie Unia Europejska przyznała Polsce ponad miliard euro na budowę łączy internetowych, mamy ponad 3 mld zł na budowę e-urzędów. Do końca 2013 r. trzeba rozliczyć unijne środki, a do 2015 r. pokazać konkretne efekty działań. Stoimy przed bezprecedensową szansą, której Polska nie może zmarnować.

1185083-i02-2013-019-00000110b-804.jpg
Martin Kalovec, partner w The Boston Consulting Group
1185105-i02-2013-019-00000110b-803.jpg
Marcin Jędrzejewski, partner w The Boston Consulting Group
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj