Dobrze sformatowana oferta pracy może być skuteczną reklamą firmy, strony internetowej, produktu lub marki.
Konsumenci w coraz mniejszym stopniu ufają tradycyjnej, outdoorowej czy telewizyjnej reklamie. Rośnie natomiast skuteczność marketingu szeptanego, uprawianego głównie na portalach społecznościowych – wynika z przeprowadzonych cyklicznie przez firmę analityczną Nielsen badań Trust in Advertising, Ale także tam proste, reklamujące markę czy produkt wpisy mają ograniczony zasięg. Internauci coraz częściej źle odbierają komercyjną działalność w sieci, poszukują tam bowiem rzeczowej i fachowej informacji. Znacznie bardziej skuteczne jest posłużenie się viralem – wirusową, pozornie bezstronną informacją, która zaczyna żyć własnym życiem, docierając do coraz szerszego kręgu odbiorców.

Pensja za zabawę

Szczególnie skuteczną informacją staje się zamieszczone na portalach oferujących zatrudnienie ogłoszenie poszukujące kandydatów do pracy na atrakcyjnych warunkach. Nie może ono, rzecz jasna, być prymitywnym, nastawionym jedynie na krótkoterminowy efekt blefem. – W dłużej perspektywie jego efektem będzie niechęć do firmy, produktu lub marki, która może wyrządzić więcej szkody niż pożytku – zastrzega Maciej Campioni, współwłaściciel agencji marketingowej Buzzz!
Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć stanowisko pracy, bardziej kojarzące się z rozrywką i wypoczynkiem i przeprowadzenie takiej samej rekrutacji, jak w przypadku przyjmowania innych pracowników. Ważne jest przy tym, jak twierdzą osoby specjalizujące się w tego rodzaju marketingu, właściwe przeprowadzenie całego procesu. Nazwa stanowiska powinna brzmieć atrakcyjnie (np. tester marzeń, tajemniczy klient, poszukiwacz przyjemności). Wymagane doświadczenie z jednej strony nie powinno być zbyt banalne, z drugiej – zbyt duże i specjalistyczne, bo siła rażenia takiej informacji będzie mała i na ogłoszenie odpowie niewielu chętnych. Zasięg takiej kampanii jest zadziwiająco duży. Na przeprowadzony niedawno przez znanego producenta alkoholi nabór na stanowisko młodszego farciarza wpłynęło 6,5 tys. zgłoszeń. Jeszcze większy był efekt zorganizowanego przez jedno z popularnych biur podróży naboru na stanowisko testera destynacji. Do pracy polegającej na odwiedzaniu agencji turystycznych, kupowaniu (rzecz jasna za pieniądze pracodawcy) wycieczek i testowaniu wyjazdów zgłosiło się ponad osiem tys. chętnych. Podobny był zasięg kampanii internetowego serwisu z poradami prawnymi, poszukującego kilka tygodni temu kandydata na stanowisko tajemniczego klienta, którego zadaniem było odwiedzanie kancelarii prawnych i wystawianie oceny zatrudnionym tam osobom. Tym razem jednak o popularności ogłoszenia zdecydowało wynagrodzenie. Serwis oferował bowiem pełną umowę o pracę na pół roku i wynagrodzenie w wysokości 9,5 tys. zł netto miesięcznie.

Młodzi to kupują Najlepiej jednak, jak zapewniają specjaliści, kampanie viralowe sprawdzają się w procesie upowszechniania adresów internetowych sklepów, serwisów poradnikowych. Ich efektem jest zarówno większy obrót wirtualnej placówki, jak i liczba odwiedzin, która ma wpływ na przychody z zamieszczanych na jej stronach reklam lub linków prowadzących do innych, podobnych serwisów. – Przyjmuje się, że liczba napływających w odpowiedzi na atrakcyjne ogłoszenie aplikacji to mniej niż jeden procent osób, do których w ogóle dotarła wiadomość – mówi Jacek Ebert, współwłaściciel agencji Kot Bury. – Natomiast nawet 20–30 proc. zajrzy na stronę firmy, aby dowiedzieć się, jaki jest jej profil, czy oferta jest wiarygodna itp. Najlepszą grupą docelową kampanii wirusowej są osoby młode, do 35. roku życia. – Pokolenie, które wchodzi na rynek pracy, to eksperci w kwestiach internetu i wszystkiego, co się z nim wiąże – tłumaczy Anna Załuska, menedżer ds. PR producenta alkoholi. – Rezultaty kampanii oraz liczba aplikacji pokazują, iż taka forma ogłoszeń o pracę jest dobrze przyjmowana przez kandydatów z tej grupy odbiorców. Jak twierdzą specjaliści, kampania wirusowa nie może być jednak stosowana często. W środowisku upowszechni się bowiem przekonanie, że firma stosuje tylko marketingowe nabory, co może zaszkodzić w rekrutacji na stanowiska związane z realizowaniem podstawowych zadań. – Wysoko wykwalifikowane, dbające o pozycję zawodową osoby mogą omijać taką firmę z daleka – ostrzega Campioni. Większość nowych, marketingowych stanowisk pracy znalazła się już jednak w oficjalnej Klasyfikacji zawodów i specjalności Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Jak widać wirus zaraził już nie tylko konsumentów, ale i urzędników. Profesjonalny haczyk Dla wykreowanego stanowiska trzeba przygotować opis wymagań oraz obowiązków. Najlepiej zacząć od określania wymagań formalnych, a więc doświadczenia zawodowego, kwalifikacji: wykształcenia, uprawnień i certyfikatów. Następnie należy zastanowić się, jakie podstawowe i specjalistyczne kompetencje powinna mieć zatrudniona osoba. Można również opisać predyspozycje psychologiczne (osobowościowe, dotyczące inteligencji i wyznawanych wartości w pracy). Oczywiście wirus musi mieć ciekawą formę. Kiedy ogłoszenie z ofertą pracy pojawi się w sieci, trzeba zadbać o to, by dowiedziało się o nim jak najwięcej osób. Warto więc zainicjować dyskusję na forach, w serwisach społecznościowych czy zamieścić dodatkowe ogłoszenie w prasie. Ważnym składnikiem oferty jest opis stanowiska i wynagrodzenie. Oba uzależnione są od branży i czasu trwania kampanii. Pensja zatrudnionej osoby jest poważnym elementem budżetu kampanii – powinna być atrakcyjna i wynosić od 5 tys. zł w górę miesięcznie.