Być może miałem szczęście, ale mogę powiedzieć, że większość ludzi, których spotkałem w życiu, była taktowna, pomocna i uprzejma (nie zaglądajcie mi, proszę, w metrykę, ale żyję już na tyle długo, by sformułować racjonalny osąd w tej sprawie).
Moje doświadczenie jest zgodne z wynikami licznych i szczegółowych badań psychologicznych, które pokazują, że większość ludzi jest warunkowo skłonna do współpracy, czyli zasadniczo wyraża dobrą wolę. Tylko około pięciu procent jest całkowitymi egocentrykami, niemiłymi typami gotowymi pognębić cię, kiedy tylko nadarzy się okazja. Nie wydzielają oni hormonu zwanego oksytocyną, odpowiedzialnego za empatię.
Dlaczego zatem pozwalamy na systemową obojętność wobec ludzkiego cierpienia i dopuszczamy do sytuacji, w której standardy i normy instytucjonalne pozwalają obywatelom ignorować cierpienia i uczucia innych? W niektórych przypadkach norma, grupowe przekonanie o tym, co jest, a co nie jest akceptowalne, wręcz zachęca „zwykłych” ludzi do okrutnych zachowań będących zaprzeczeniem empatii.
Nie mam tutaj na myśli ekstremalnych, patologicznych procesów socjo-politycznych, takich jak bitewny szał czy całkowity rozpad więzów społecznych, które mogą doprowadzić do wydarzeń takich jak ludobójstwo w Rwandzie. Chodzi mi raczej o system instytucjonalnych zachowań w szpitalach, firmach, więzieniach i tym podobnych miejscach. Nie odnoszę się również do fundamentalnych zaburzeń ludzkich wartości, o których Hannah Arendt napisała kiedyś, że obnażają „banalność zła”. Wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę, że w każdym z nas tkwi potencjał pozwalający uczestniczyć w najbardziej odrażających zbrodniach. Jednak Adam Smith, który na długo zanim został chłodnym, racjonalnym ekonomistą, był przede wszystkim filozofem moralnym, pisał: „Jakkolwiek samolubny byłby człowiek, w jego naturze istnieją pewne zasady, które każą się interesować powodzeniem innych i uzależniać swoje szczęście od ich powodzenia, nawet jeżeli bezpośrednio nic z niego nie czerpie, poza przyjemnością obserwowania go. Z tego bierze się również współczucie i zmartwienie z powodu niepowodzenia innych, których nie jest pozbawiony nawet najbardziej zatwardziały zbir i złoczyńca”.
Co zatem skłoniło pielęgniarki w jednym z amerykańskich domów starców do odmowy wykonania sztucznego oddychania metodą usta-usta pacjentce, która upadła i ostatecznie zmarła, albo dwóch brytyjskich policjantów do przyglądania się bezczynnie, jak młody człowiek topi się w płytkim stawie? Sam byłem świadkiem, jak pielęgniarka odmówiła podania szklanki wody umierającej matce mojego bardzo bliskiego przyjaciela.
Reklama
Polska również ma swoją długą listę przypadków bezdusznej obojętności, celowego okrucieństwa i braku empatii, ale to już zostawiam wam, drodzy Czytelnicy, ponieważ zapewne każdy z was ma w tej kwestii swoje doświadczenia. Każdy pewnie pamięta przestrogę, że „ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami”, a w tym przypadku szklanym domem jest Wielka Brytania i dosyć szokująca historia o jednym z koncernów medycznych w Midland. Sprawa jest jednak na tyle bulwersująca, że zasługuje na osobny artykuł.
To, na co warto zwrócić uwagę w późniejszym medialnym zgiełku, który wybuchł po ujawnieniu tak spektakularnego przypadku bezduszności, to nie przeprosiny albo skrucha, ale tłumaczenie, że było to w istocie normalne zachowanie. W dzisiejszym świecie brak moralnej empatii jest zazwyczaj składany na karb regulacji, które na nią nie pozwalają, albo na kwestie zdrowia lub bezpieczeństwa! Innymi słowy winny jest anonimowy system. Mieliśmy tego przykład niedawno, kiedy to starsza kobieta była zmuszona czekać na szpitalnym korytarzu przez trzynaście godzin, zanim przyjęto ją na oddział chirurgiczny. Co ciekawe, dyrektor szpitala Marek Balicki tłumaczył się, że „to wina systemu, a nie szpitala”. Oczywiście bardzo wygodnie jest zwalić wszystko na system, bo przykłady pokazują, że potrafi on być dysfunkcjonalny i bezduszny. Postawmy jednak sprawę jasno: ja też wiem, jak winić system, kiedy jestem w pełni świadomy własnych błędów i niedociągnięć. Albo zrzucę wszystko na długotrwałą chorobę żony (patrzcie, też jestem człowiekiem, tak jak wy).
Na koniec warto przypomnieć obserwację poczynioną przez Simona Schama w jego epickim dziele na temat rewolucji francuskiej. Pisząc o wstydliwym epizodzie z tamtego okresu, konkretnie o masakrze „rojalistycznych” więźniów we wrześniu 1792 roku, Schama pokazuje, jak zazwyczaj tłumaczą ją historycy, czyli że nie była ona niczyją winą, ale jedynie nieuniknionym wynikiem działania bezosobowych sił historii. Schama argumentuje, że wręcz przeciwnie, morderstwa te zostały popełnione przez jak najbardziej konkretnych ludzi.
Być może więc powinniśmy sami siebie zapytać, dlaczego tak chętnie tworzymy systemy i procedury, które zdejmują z nas odpowiedzialność za proste ludzkie odruchy.
Chętnie tworzymy systemy i procedury, które zdejmują z nas odpowiedzialność za proste ludzkie odruchy. Dlaczego pozwalamy na systemową obojętność wobec ludzkiego cierpienia? Bywa, że norma zachęca do zła