– Przechodzimy do drugiej fazy naszego rozwoju. W pierwszej robiliśmy wszystko, żeby nasza marka była rozpoznawalna, ale budowaliśmy tylko sieć połączeń z Warszawy. Teraz uruchamiamy linie przecinające Polskę z pominięciem stolicy – zapowiada sir Brian Souter, właściciel przewoźnika.

Dodaje, że flota firmy powinna liczyć ok. 200 autobusów (teraz ma 68 pojazdów). Zwiększy się też zatrudnienie. Obecnie w PolskimBusie pracuje 350 osób, ale w przyszłości zatrudnienie ma wzrosnąć do tysiąca pracowników.

Sir Brian Souter, szkocki miliarder, zaczynał w latach 80. jako konduktor, a jego pierwsza firma miała tylko dwa autobusy. Dziś zbudowane przez niego transportowe imperium dysponuje 12 tysiącami pojazdów, które przewożą w ciągu roku miliony ludzi nie tylko na Wyspach Brytyjskich, lecz także w Stanach Zjednoczonych, Australii czy Nowej Zelandii. Od dwóch lat działa też w Polsce pod marką PolskiBus.com.

>>> Czytaj też: PolskiBus śrubuje standardy transportu w Polsce

– Recepta na sukces? Ciężka praca musi być pasją. Trzeba też mieć szczęście – zdradza Brian Souter. W latach 90. w Wielkiej Brytanii po sprywatyzowaniu kolei doszło do pogorszenia jakości usług tej formy transportu. Ludzie siłą rzeczy wsiedli do autobusów. To było właśnie to szczęście, o którym mówi sir Brian.

Eksperci transportowi w Polsce, a zwłaszcza konkurenci z innych firm autokarowych, głowią się, czy można wozić ludzi autobusem za półdarmo i jednocześnie na tym zarabiać. Souter śmieje się z tego i pierwsze zyski zapowiada już w tym roku, choć przyznaje, że w zeszłym roku były straty. Na swoją obronę dodaje, że w pierwszym roku działalności na rynku straty zawsze są wkalkulowane w biznes. Przedsiębiorca musi przecież ponieść koszty reklamy, zakupu autobusów czy przygotowania infrastruktury. W efekcie powstała linia, która jest już rozpoznawalna niemal przez każdego i daje w kość nie tylko PKS-om, lecz także kolejom.

Souter uważa, że najgroźniejszym konkurentem są samochody osobowe. Zdradza, że podobnie do Stanów Zjednoczonych w Polsce nowi klienci to ci, którzy podróżowali wcześniej samochodami. W mniejszym stopniu są to pasażerowie linii lotniczych, kolei i innych przewoźników autobusowych. Dodaje, że linia przyciąga też bardzo wielu nowych pasażerów, którzy wcześniej w ogóle nie zdecydowaliby się na jakąkolwiek podróż.

Szkot mówi, że do inwestycji w Polsce zachęcił go brak barier administracyjnych. Polskie prawo dopuszcza wolną konkurencję w segmencie przewozów autobusowych. W innych krajach, np. w Czechach, jest więcej restrykcji.

Między innymi dlatego chwali też Polskę. – Jesteście otwarci dla biznesu i nie macie problemu z korupcją. Polskę zamieszkuje bardzo dużo młodych, otwartych ludzi, którzy są dobrą grupą dla usługi, jaką oferujemy. Do tego wykwalifikowana siła robocza i PKB, który rośnie szybciej niż w innych krajach – twierdzi.

>>> Czytaj też: Prywatni przewoźnicy będą uzależnieni od PKS-ów

O Souterze ciepło wypowiadają się współpracownicy. – Aktywnie uczestniczy w rozwoju firmy – mówi anonimowo jeden z pracowników PolskiBus.com.

Dodaje, że w najbardziej napiętym rozkładzie pracy w różnych krajach zawsze znajdzie czas, aby odwiedzić Polskę i osobiście uczestniczyć w spotkaniach. – Dysponuje bogatą i wszechstronną wiedzą w zakresie działań operacyjnych firmy oraz obsługi klienta. Wyraża ogromne zainteresowanie wszystkimi aspektami związanymi z funkcjonowaniem firmy – mówi.

Ciekawostką jest, że sir Brian w drodze powrotnej z Polski często korzysta z tanich linii lotniczych, takich jak Wizzair. Chce w ten sposób sprawdzić jakość usług oferowanych przez konkurencję.

On sam dystansuje się od porównywania go z tanimi liniami lotniczymi, choć wielu dostrzega podobieństwo szczególnie przy rezerwacji i zakupie biletów. Można je kupować tylko przez internet. – Mechanizm działania może i jest podobny, ale gdybym musiał już koniecznie porównywać się do linii lotniczej, to raczej do EasyJetu niż do Ryanaira. Przy tych cenach biletów i systemie sprzedaży my ciągle utrzymujemy wysoką jakość obsługi i tym różnimy się od Ryanaira – zapewnia.