W pierwszej kolejności UE powinna wycofać swoje groźby zastosowania karnych ceł. Na dłuższą metę, wszystkie wielkie potęgi handlowe, w tym USA, muszą zreformować reguły antydumpingowe, które zachęcają do bezsensownych sporów – pisze agencja Bloomberg.

Jak dotąd Europa powielała zły przykład USA. Ameryka nałożyła już w zeszłym roku cła na eksport słonecznych paneli z Chin, wcześniej zgłaszając pretensje o nielegalne subsydia i dumping. Unijny komisarz ds. handlu Karel de Gucht jest zwolennikiem takiego samego podejścia i zarekomendował nałożenie tymczasowych ceł w wysokości ponad 40 proc. oraz możliwość wprowadzenia ceł na stałe, kiedy zakończy swoje dochodzenie. Chiny, co oczywiste, grożą odwetem.

>>> Czytaj też: Fotowoltaika: Podlasie będzie energetycznym zagłębiem

Polityczna i gospodarcza rywalizacja w tej dziedzinie jest złożoną kwestią. Chiny na przykład są oskarżane o nielegalne subsydiowanie producentów paneli słonecznych oraz o zaniżanie cen – ale rządy niemal wszędzie subsydiują na różne sposoby energię ze źródeł odnawialnych, i mają w tym rację. Czy tania energia słoneczna nie jest dobra sprawą?

Wiele rządów UE sprzeciwia się komisarzowi i bynajmniej nie dlatego, że ministrowie środowiska lubią tanią energię słoneczną, a oficjalni przedstawiciele handlowi obawiają się jeszcze większych potyczek. Interesy biznesowe są także złożone. Cła na chińskie panele słoneczne mogą pomóc producentom tych urządzeń w Europie, ale okażą się ciosem w całą branżę energetyki słonecznej na naszym kontynencie, która polega na tanich chińskich panelach, s sama sprzedaje dla chińskich producentów paneli takie komponenty, jak polysilicon. Z raportu przedstawionego przez sojusz europejskich spółek z branży energetyki słonecznej wynika, że cła w wysokości 60 proc. spowodują w ciągu trzech lat utratę 250 tys. miejsc pracy w UE.

Reklama

Kanclerz Niemiec Angela Merkel wezwała do wynegocjowania porozumienia. De Gucht oświadczył, że jest na to otwarty. Może to pozwolić na uniknięcie eskalacji wojny handlowej. Porozumienie najpewniej będzie wymagać ustalenia przez Chiny minimalnej ceny na eksport paneli słonecznych – wyroby w ten sposób staną się droższe dla konsumentów w UE, a pieniądze z tego tytułu zamiast na opłacenie ceł w Unii trafią do kieszeni chińskich producentów. Porozumienia tego typu, kosztem konsumentów, są często wynikiem sporów antydumpingowych.

>>> Czytaj też: Spór UE i Chin: Niemcy bronią Pekinu

U podstaw problem leży sama idea dumpingu. Obecne reguły handlowe nie potrafiły wyznaczyć istotnej różnicy między sprzedażą poniżej kosztów, a drapieżną polityką cenową. Sprzedaż poniżej kosztów niekoniecznie musi być antykonkurencyjna i jest dobra dla konsumentów. Kiedy producent ma nadwyżki zdolności produkcyjnych, a popyt spada, wtedy sprzedaż poniżej kosztów może okazać się sensowna dla każdego. Ale sprzedaż poniżej kosztów w celu zmonopolizowania rynku i podwyższania cen w późniejszym terminie jest czymś innym. Takie działanie rzeczywiście działa przeciw konkurencji i powinno być ograniczane.

Prawdziwa drapieżna polityka cenowa jest jednak rzadkością ponieważ wiąże się z dużymi wyzwaniami. Potencjalny drapieżnik musi spodziewać się zdobycia monopolu. Strategia załamie się, gdy plan podniesienia cen w późniejszym terminie przyciągnie do biznesu więcej producentów.

Produkcja paneli słonecznych nie jest skoncentrowana – to konkurencyjna branża z niskimi barierami dla nowicjuszy. Co więcej, każdy analityk się zgodzi, że jej główną bolączką jest nadwyżka mocy produkcyjnych w skali światowej ze względu na szybko rosnącą produkcję (zwłaszcza w Chinach) i spadający popyt (zwłaszcza w Europie). Teoria drapieżnika zupełnie tu nie pasuje.

>>> Czytaj też: Zielona energia zachwiała europejskim systemem energetycznym