Potocki: Piraci z Białorusi

Michał Potocki
Michał Potocki/Dziennik Gazeta Prawna
Na mapie państwowych świąt Białorusi dominującą rolę odgrywają dożynki.

Co roku wybiera się jedno miasteczko, przez kilka miesięcy pieczołowicie odnawia (a tempo prac jest takie, że zazwyczaj po kilku tygodniach nowo położone chodniki z kostki zaczynają się rozłazić), po czym na dwa dni staje się ono centrum republiki.

Do święta szykują się nie tylko władze lokalne, lecz także państwowe przedsiębiorstwa. Jeden z nomenklaturowych dyrektorów, szef produkującego słodycze koncernu Biełdziarżcharczpram Alaksandar Zabieła, zdradził „Biełorusskiej Niwie”, jaką niespodziankę na planowane na 27 września obchody szykują jego pracownicy. – Spartak (jedna z należących do Biełdziarżcharczpramu fabryk – red.) przygotował własny prezent: białoruski odpowiednik Marsa i Snickersa, batoniki z nugatu – oświadczył.

Oczywiście w tym, że fabryki z całego świata usiłują podrabiać najbardziej markowe produkty, nie ma nic dziwnego. Pewną nowością jest otwarte przyznanie się do tego procederu na łamach państwowej prasy. Przy czym nie jest to pierwszy raz, gdy białoruskie państwo niebezpiecznie ociera się o piractwo. Przed piłkarskimi mistrzostwami świata w 2002 r. telewizja państwowa BT postanowiła zaoszczędzić na prawach do transmisji. Mecz otwarcia Francja – Senegal (0:1) został spiratowany z rosyjskiej telewizji NTW, włącznie z głosem komentatora. Oczywiście zrobiła się afera, zwłaszcza że nieprzyjemne konsekwencje groziły także Bogu ducha winnym Rosjanom.

Mińsk ostatecznie zapłacił za kolejne spotkania. Telewizji zdarzały się też transmisje amerykańskich hitów filmowych ściągniętych z sieci za pośrednictwem torrentów. W 2011 r. furorę w sieci zrobiły kadry z pokazanego w BT dramatu „The Hurt Locker. W pułapce wojny” z podpisem „obraz przygotowany specjalnie dla…” – i tu nazwa jednej z rosyjskich stron z pirackimi filmami. Szczyt bezczelności osiągnęła jednak STW, także należąca do państwa. W 2010 r. pokazała ona cztery odcinki własnego serialu „Tieorietiki”, równie wiernej, co bezprawnej kopii znanej skądinąd „Teorii wielkiego podrywu”.

Powtarzały się sceny, czołówka, a nawet imiona bohaterów. STW zdjęła serial, gdy część aktorów w obawie przed skandalem zerwała kontrakty. Te całkiem zabawne, ale i wielce charakterystyczne przykłady pokazują, w jaki sposób władze w Mińsku rozumieją wolny rynek i reguły na nim panujące. Państwo prawa wymaga nie tylko uczciwych wyborów i wolnej prasy, lecz także przestrzegania zasad, bez których kapitalizm zamienia się w swoją własną parodię.

>>> Czytaj też: Raport ONZ: Białorusini biedniejsi, ale szczęśliwsi

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPotocki: Piraci z Białorusi »
Tematy: handelmedia
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj