Wszyscy oni mają potencjał rozwoju, który niewykorzystany staje się kosztem dla gospodarki. Dlatego warto podejmować wszelkie próby włączenia ich do krwiobiegu gospodarki

Postulat walki z wykluczeniem społecznym – to jedna z nowych idei, które pojawiły się podczas tegorocznego Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI). W trakcie debaty, której patronem był Bank Pocztowy uczestnicy zastanawiali się, jak włączyć grupę wykluczonych do krwiobiegu gospodarki.

Społeczny problem

Po raz pierwszy we współczesnej historii Europy pojawiła się obawa, że dzisiejsze dzieci będą miały w życiu gorzej niż pokolenie ich rodziców. Intensywnie zadłużając gospodarki, żyjemy na koszt przyszłych pokoleń – mówili uczestnicy debaty. Rozmawiano o tym, jak duże straty dla gospodarki przynosi przyzwolenie na wykluczenie licznych grup społecznych. Jako przykłady podano m.in. straty spowodowane niską aktywnością zawodową osób niepełnosprawnych bądź starszych. – W Polsce liczba osób w różny sposób niepełnosprawnych szacowana jest na 4–5 mln, z czego ok. 1 mln jest niepełnosprawnych ruchowo, 0,5 mln ma kłopot ze wzrokiem. Pracuje 600 tys. Reszta pobiera renty inwalidzkie. A gdyby stworzyć odpowiednie warunki, mogłoby pracować 2,5 mln. Włączenie niepełnosprawnych do gospodarki opłaca się ze względów ekonomicznych. Trzeba tylko przełamać bariery – przekonywał Piotr Pawłowski, prezes fundacji Integracja.

Nie dostarczając takim osobom odpowiedniego wsparcia w zdobywaniu i podnoszeniu kwalifikacji zawodowych, państwo zmuszone jest ponosić wysokie koszty związane z wypłatą zasiłków i rent.

Reklama

Osobnym problemem jest wykluczenie finansowe, rozumiane nie tylko jako brak pieniędzy na zaspokojenie potrzeb, ale również brak dostępu do usług finansowych. – Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że wiele osób pozostanie na marginesie. I to nie tylko tych, które nie kupią telefonu komórkowego, czy komputera, nie otworzą konta, bo zwyczajnie nie stać ich na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Jest cała grupa, która celowo jest tam, gdzie jest. Osoby te nie korzystają z oferty finansowej, bo nie chcą ujawniać swoich dochodów. Dlatego, że żyją z pracy na czarno, często pobierając równolegle świadczenia społeczne. Straciliby je, gdyby na ich konto wpływały faktycznie zarobione pieniądze – tłumaczył Grzegorz Wójcik, dyrektor ds. Korporacyjnych MIH Allegro Group, uczestnik spotkania. Pokazując w ten sposób, że rozwiązywalna jest tylko część tego złożonego problemu.

>>> Polecamy: Eurostat: zagrożenie ryzykiem ubóstwa i wykluczeniem społecznym w UE w 2011 r.

Coraz szerszy margines

Uczestnicy debaty twierdzili, że z powodu zmian gospodarczych i technologicznych grupa wykluczonych społecznie może w kolejnych latach rosnąć. Tym bardziej, że do osób dotychczas znajdujących się na marginesie przyłączają się nowe, do niedawna zaliczane do klasy średniej – nowi wykluczeni. – Mówimy o nich – ofiary przedłużającego się kryzysu, w niektórych krajach bardzo dotkliwego. Ich subiektywną winą był zwykle nadmierny optymizm i brak ostrożności w kontaktach z instytucjami finansowymi. To osoby ze średnim i wyższym wykształceniem, które potraciły pracę w korporacjach, dużych firmach. W efekcie straciły zdolność do obsługi swych zobowiązań, dużo wyższych niż pomoc, na którą teraz mogą liczyć od państwa i instytucji socjalnych – tłumaczy Jerzy Głuszyński z Instytutu Badawczego ProPublicum, który przygotował raport dotyczący wykluczenia.

Grupa wykluczonych rozrasta się także z powodu błyskawicznego rozwoju nowych technologii. To zazwyczaj osoby słabiej wykształcone, często po 50. roku życia, kobiety wiele lat niepracujące. Tracą pracę lub możliwość zatrudnienia, gdyż ich umiejętności nie nadążają za zmieniającymi się warunkami.

Prezes Banku Pocztowego, Tomasz Bogus, opowiedział o swoich doświadczeniach we włączaniu osób wykluczonych do systemu gospodarczego. W jego opinii rolą m.in. instytucji finansowych jest docieranie do tych grup klientów. Bank Pocztowy na swoją grupę docelową wybrał osoby, które wcześniej nie posiadały kont bankowych, głównie mieszkańców wsi i małych miast oraz osoby starsze. Dotarł do nich przez listonoszy Poczty Polskiej, która jest współwłaścicielem banku. Część przekonał do otwarcia konta i korzystania z usług finansowych. – Wykluczenie społeczne to w przekonaniu znacznej części przedsiębiorców problem rozwiązywany zasiłkami, czy programami pomocowymi. Ci, którzy mogą mieć wpływ na zmianę rzeczywistości grup osób wykluczonych, zwykle nie myślą o nich jako o segmencie rynku, który pod pewnymi warunkami może być także szansą na rozwój biznesu. Tymczasem wykluczenie społeczne to także bardzo istotny problem gospodarczy, z racji ogromnych kosztów, jakie ponosi państwo, a które zwiększają obciążenia podatkowe – mówił Tomasz Bogus. – Od lat środowiska biznesowe wskazują, że jest to główny czynnik hamujący aktywność gospodarczą w Polsce. Koszty utraconych korzyści dla naszej gospodarki z racji niewykorzystywania potencjału 10 mln osób są trudne do oszacowania, ale z całą pewnością sięgają miliardów złotych – dodał.

Szef Banku Pocztowego uważa, że spowolnienie gospodarcze to dla wielu firm okres, kiedy muszą zweryfikować swoją strategię – szukać nowych możliwości, poszerzyć spektrum działania o nowe segmenty, zmienić ofertę produktową. – Przedsiębiorcy powinni poszukać szans na rozwój również wśród wykluczonych i zastanowić się, co zyskają zarówno w skali swojego biznesu jak i w skali makro, w długoterminowej perspektywie. Tak zrobił Bank Pocztowy, co pozwala mu na budowanie wartości i zwiększanie jego pozycji rynkowej, jak i realizację misji społecznej – podkreślał Tomasz Bogus.

Katastrofa dla gospodarki

„Problemom rozwojowym krajów UE po nieudanej „Strategii Lizbońskiej” zaradzić ma realizowana od 2010 r. „Europa 2020”. Celem jest osiągnięcie wzrostu gospodarczego, który będzie: inteligentny – dzięki bardziej efektywnym inwestycjom w edukację, badania naukowe i innowacje, zrównoważony – dzięki zdecydowanemu przesunięciu w kierunku gospodarki niskoemisyjnej i konkurencyjnego przemysłu oraz sprzyjający włączeniu społecznemu. Równoległa praca nad tymi trzema priorytetami ma pomóc UE i państwom członkowskim w uzyskaniu wzrostu zatrudnienia oraz zwiększeniu produktywności i spójności społecznej” – pisze w raporcie nt. wykluczenia Jerzy Głuszyński.

Podkreśla, że jako wskaźniki realizacji tych priorytetów wyznaczono cele szczegółowe: wzrost wskaźnika zatrudnienia z 69 proc. do 75 proc., inwestowanie 3 proc. PKB w badania i rozwój, zmniejszenie efektu cieplarnianego, rozwój energii ze źródeł odnawialnych oraz zwiększenie efektywności energetycznej, obniżenie wskaźnika przedwczesnego kończenia nauki oraz zmniejszenie liczby osób żyjących w ubóstwie o 25 proc. Dwa lata później, w połowie 2012 r., stopień zrealizowania tych celów był niższy niż w początkowym 2010 r. Ubóstwo i bezrobocie w Unii Europejskiej wzrosły i nie nastąpił postęp w zakresie spójności społecznej i terytorialnej.

Wykluczenie społeczne jest bezdyskusyjnie negatywne dla gospodarki.

Wykluczenie jest nie tylko problemem społecznym, ale rodzi także poważne koszty ekonomiczne. Można je podzielić na trzy grupy. Pierwsza, to koszty związane z działaniami naprawczymi – wydatkami na zasiłki z pomocy społecznej, czy ochronę zdrowia. Druga obejmuje koszty utraconych możliwości, ponoszone przez społeczeństwo i gospodarkę, gdyż wykluczeni w mniejszym stopniu uczestniczą w życiu gospodarczym, społecznym, politycznym, kulturalnym. Trzecia grupa to koszty wynikające z transmisji wykluczenia na kolejne pokolenia.

Daleko za innymi

Na tle Europy Polska plasuje się wśród państw maruderów, które charakteryzują się wysoką, wyższą o kilkanaście punktów procentowych od liderów, stopą ubóstwa i relatywnie wysokim stopniem jego dotkliwości. – Aktywność gospodarcza (konsumencka) znacznej części społeczeństwa jest możliwa jedynie dzięki transferom społecznym. Są oni uczestnikami rynku, bo dzięki redystrybucji, dysponują środkami wypracowanymi przez innych – uważa Jerzy Głuszyński. Jego zdaniem, w tym sensie polityka społeczna jest integralną częścią polityki gospodarczej. Od jej jakości zależy nie tylko sytuacja życiowa beneficjentów pomocy społecznej, ale i kondycja całej gospodarki, wszystkich uczestników rynku. Głuszyński uważa, że włączanie wykluczonych do krwiobiegu gospodarki – aby było skuteczne – nie może nie mieć państwowego charakteru. Więcej, jego realizacja wymaga istotnej reorientacji sposobu funkcjonowania państwa. Włączenie obecnych wykluczonych w system gospodarczy możliwe jest jedynie w oparciu o właściwie przygotowaną, kompleksową interwencję odpowiednio skoordynowanych instytucji państwowych, podmiotów gospodarczych i struktur społecznych. Wymaga to innego niż dotychczasowy sposobu myślenia nie tylko o problemie wykluczenia, ale – przede wszystkim – innego sposobu myślenia o gospodarce.

Grzechy główne

Piotr Pawłowski, prezes fundacji Integracja jako przykład popełnianych przez państwo błędów przedstawił sytuację osób niepełnosprawnych. – Problemy zaczynają się już na etapie szkolnictwa, w tym podstawowego. Choć Ministerstwo Edukacji Narodowej co roku przekazuje ponad 4 mld zł do szkół na naukę uczniów niepełnosprawnych, czyli kwotę zbliżona do tej, którą dysponuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, to często się zdarza, że dyrektorzy wrzucają wszystko do jednego worka – mówi. – W efekcie dzieci nie otrzymują właściwego wsparcia. Problemem jest także dowóz takich młodych ludzi do szkół i opieka asystenta. Jest to podstawowa bariera występujące na wsiach i małych miejscowościach, bo w dużych miastach z dowozem jest lepiej – dodał.

Według Pawłowicza zdecydowanie bardziej otwarte są uczelnie. Organizują transport dla niepełnosprawnych studentów, przydzielają im asystentów, mają przystosowane do ich potrzeb miejsca w akademikach. – Problem zaczyna się po ukończeniu uczelni, gdy młody człowiek sam, na własny koszt, musi sobie zorganizować transport – kupić przystosowany samochód, wynająć lub nabyć mieszkanie, czasem zatrudnić opiekuna. Do niedawna miał wsparcie, a teraz zostaje sam. Wielu z nich, pomimo wykształcenia, nie szuka pracy, a ucieka na rentę – tłumaczy Piotr Pawłowski. – To nielogiczne, jeśli budżet przez lata ponosił na takiego człowieka nakłady, a teraz o nim zapomina. A wystarczyłoby dać mu bon na start – by kupił kluczowy do przemieszczania się samochód, nabył wyższej klasy aparat słuchowy etc.

W efekcie z włączeniem do zawodowego życia większy problem mają niepełnosprawni niż potencjalni pracodawcy, którzy już są otwarci, wiedzą, że zatrudnienie takiej osoby niesie za sobą korzyści ekonomiczne. – Dlatego tak ważna jest rola takich organizacji jak Integracja, która łączy strony. Pomaga niepełnosprawnym wyjść z domów, przekonuje, że czasowe zawieszenie renty nie oznacza jej utraty na zawsze. Pomoże także przedsiębiorcy przygotować miejsce pracy i wytłumaczy jakie wsparcie może być potrzebne nowemu zatrudnionemu – przekonywał Piotr Pawłowski.

Uczestnicy debaty zgodzili się w pełni, że państwo, żeby wspomóc proces walki z wykluczeniem, powinno prowadzić dialog z organizacjami pozarządowymi, uczelniami i przedsiębiorcami. Przy obecnej, kryzysowej sytuacji na rynku pracy, uczelnie nie mogą wypuszczać na rynek nowych grup wykluczonych.

Nie tylko zasiłki

Tymczasem w dotychczasowej praktyce, z oczywistych względów, wydatkowanie publicznych pieniędzy, w tym na pomoc społeczną, w sprawozdaniach z reguły skazane jest na sukces. – W nich liczy się przede wszystkim zgodność sposobu wydatkowania środków z przyjętymi regułami. Wykluczonym czy zagrożonym wykluczeniem nie pozostaje już nic innego, jak dostosować się do urzędniczych procedur i godzin ich pracy. Efektem tak prowadzonej polityki jest często popadanie w coraz głębsze wykluczenie. Jest oczywiste, że urzędnicza obsługa wypłat zasiłków socjalnych na pewno nie może być panaceum na rozwiązywanie coraz bardziej skomplikowanych problemów wykluczenia – stwierdził Jerzy Głuszyński. Zastanawiał się, czy w związku z tym nieskuteczne mechanizmy administracyjne powinny być zastąpione mechanizmami rynkowymi?

W jego opinii kluczem do rozwiązania tego dylematu wydaje się być kooperacja, polegająca na maksymalizowaniu mocnych stron racjonalnie działającej administracji i mocnych stron działalności komercyjnej. Katalizatorem powinny zaś być podmioty społeczne, potrafiące nadać właściwy, prawdziwie ludzki charakter działaniom pomocowym nakierowanym na realizację celów gospodarczych.

Ważną rolę w realizacji takiej właśnie polityki powinni odgrywać przedsiębiorcy, jako wytwórcy PKB, płatnicy podatków, ci którzy de facto finansują transfery społeczne. W przypadku zaś działań nakierowanych na ograniczanie zakresu i skutków wykluczenia finansowego aktywniejszą niż dotąd rolę powinny odgrywać instytucje sektora finansowego. Trudno sobie bowiem wyobrazić realizację efektywnej polityki włączania wykluczonych do krwiobiegu gospodarki, w sytuacji kiedy niemal co trzeci obywatel funkcjonuje ciągle poza systemem bankowym, czyli poza społecznie kontrolowanym obiegiem pieniędzy.

Ważną rolę w tym zakresie mogą odegrać zwłaszcza te instytucje finansowe, które podejmują działania zmierzające do obsługi finansowej osób o niskich dochodach, ludzi korzystających z transferów społecznych, podmiotów z obszaru „ekonomii społecznej”, w tym bezpośrednio ludzi dotkniętych, czy zagrożonych społecznym wykluczeniem.

>>> Czytaj również: Ubóstwo w Polsce pogłębia się w rodzinach robotniczych

Oblicza wykluczenia

Wskaźnik „nieubankowienia” – ok. 30 proc., jest w Polsce jednym z najwyższych w UE – średnia dla UE-27 wynosi 14 proc. W wielu krajach (Dania, Finlandia) niemal nie ma osób niekorzystających z usług finansowych. W wielu innych ich odsetek nie przekracza kilku procent. Straty bezpośrednie związane np. z koniecznością doręczania rent i emerytur, i pośrednie, związane np. niewykorzystywaniem w obrocie gospodarczym znacznych ilości pieniędzy i ich słabym zabezpieczeniem, są – zarówno dla wykluczonych, jak i polskiej gospodarki – ogromne. Podejmowane od lat wysiłki mające na celu zwiększenie skali obrotu bezgotówkowego nie przynoszą znaczącej poprawy.

Szybko ujawniają się także straty dla gospodarki i samych wykluczonych związane z wykluczeniem cyfrowym. Trudno byłoby polemizować z tezą Neelie Kroes, komisarza UE ds. Agendy Cyfrowej, twierdzącej, że „Rozwijając umiejętności cyfrowe, podnosimy jakość codziennego życia – nie tylko własnego, ale również innych ludzi. To szansa, na jaką wszyscy Polacy zasługują”.

Nie korzystamy z tej szansy najlepiej. – Niemal jedna trzecia Polaków nigdy nie zaglądała do internetu, gdy w całej UE takich osób jest 24 proc. Wśród osób mających więcej niż 65 lat – tylko 10,6 proc. korzysta z sieci. Średnia w UE wynosi 35 proc. Według szacunków firmy PwC wszystkie przychody i oszczędności z tytułu likwidacji e-wykluczenia starszego pokolenia mogłyby sięgnąć nawet 24 mld zł rocznie – wyliczał Głuszyński. Oszczędności wynikałyby m.in. ze zmniejszenia kosztów zakupów i obsługi kont bankowych czy z ograniczenia bezpośrednich relacji instytucji publicznych z obywatelami.

Uzyskanie tych oszczędności nie jest jednak proste i na pewno nie będzie szybko możliwe. Prowadzone w tym obszarze działania – np. projekt „Polska Cyfrowa Równych Szans”, którego celem jest edukacja osób w wieku 50+, mają ciągle charakter incydentalny i realizowane są wyspowo, tam gdzie akurat zostały uruchomiane środki pomocowe. W ramach tego projektu do połowy 2014 r. przeszkolonych ma być 150 tys. osób. Koszt tej akcji w ciągu 2,5 roku zamknie się w kwocie 15 mln zł, co oznacza wydatek rzędu 100 zł na przeszkoloną osobę.

Zalecane „dobre praktyki” w tym zakresie polegać powinny na zmienianiu nastawienia, szczególnie ludzi starszych, do internetu. Tyle, że jak mówili uczestnicy spotkania, przedstawicielom instytucji, którym zależy na pozyskiwaniu nowych klientów – sprzedawcom z banków, firm telekomunikacyjnych, etc. bardzo trudno jest dotrzeć do osób uważających, że nowe technologie są im nieprzydatne. – To kwestia zaufania. Największą rolę do odegrania ma tu rodzina. Dziecku łatwiej jest przekonać ojca, że robiąc przelewy przez internet, uniknie stania w kolejkach w oddziałach bankowych, czy na poczcie. Dziecko zwykle może także poświęcić więcej czasu na uczenie rodziców – przekonywał Grzegorz Wójcik. Tak samo babcia chętniej będzie sięgała po internet, jeśli zrozumie, że jest to jedyne narzędzie częstego kontaktu z wnuczką, przebywającą za granicą. A od takiego korzystania, już tylko krok, by osoby do niedawna wykluczone zaczęły wykorzystywać więcej funkcji urządzeń technicznych – przekonywał Grzegorz Wójcik.

Jeszcze łatwiej wykluczeni cyfrowo zaczynaliby korzystać z nowinek technologicznych, gdyby były dostosowane do ich możliwości. – Osoba niepełnosprawna ruchowo, która nie może obsługiwać myszy, korzystając tylko z klawiatury nie otworzy wielu aplikacji, nie kupi biletu kolejowego, ani biletu na koncert. Podobnie niewidomi, gdy nie mają właściwej konstrukcji stron, to nawigacja po nich jest dla nich niemożliwa. Z tych samych powodów, dla niepełnosprawnych niedostępne są również instytucje publiczne, a przynajmniej obsługa elektroniczna klientów – pokazywał problem z innej strony Piotr Pawłowski. Jako dobry przykład wskazał strony internetowe premiera i prezydenta, które są dostosowane do możliwości osób z różnymi rodzajami niepełnosprawności, bo pomagała je przygotowywać fundacja Integracja. – Ale w samorządach bywa z tym duży problem. Brak konsultacji z ekspertami powoduje, że architekci stron przy ich projektowaniu popełniają mnóstwo błędów. Przykładem są niektóre strony instytucji komercyjnych. Wydają miliony na bezużyteczne dla wielu niepełnosprawnych serwisy – dodał.

Zagrożenia i szanse

Polska diagnoza potrzeb w dziedzinie integracji, wskazuje na bardzo wczesne wykluczenia z powodów edukacyjnych. Trzylatek, który mieszka na wsi, gdzie dostęp do opieki przedszkolnej jest ograniczony, najprawdopodobniej do przedszkola nie pójdzie. Istnieje duża obawa, że ewentualna dysfunkcja będzie wychwycona dopiero w „zerówce”, a wtedy może być za późno na jej wyleczenie. Może się ona za nim ciągnąć przez całe życie. Od początku będzie bardziej narażony na wykluczenie społeczne i będzie stopniowo wykluczany. Rozszerzanie możliwości opieki przedszkolnej to także danie szansy rodzicom, a zwłaszcza kobietom. Oddając dziecko do przedszkola, mogą szukać pracy i pracować. Bilans – zwiększamy zatrudnienie, podnosi się poziom życia rodziny. Polskie statystyki wskazują, że liczba przedszkoli i żłobków spadła, odsetek dzieci objętych opieką przedszkolną gwałtownie się obniżył. Pod tym względem idziemy więc pod prąd Unii, bo wczesna skolaryzacja to jedna z wytycznych Europejskiej Strategii Zatrudnienia.

Przewagą jest na pewno duża liczba coraz lepiej wykształconych, młodych ludzi. Co prawda znalezienie dla nich zatrudnienia jest obecnie problemem, ale już za chwilę ci ludzie będą naszą mocną stroną. Zwłaszcza w porównaniu do starzejącego się społeczeństwa zachodnio-europejskiego. Najważniejsze w długofalowym rozwijaniu zasobów ludzkich kraju jest konsekwencja, dobra diagnoza, dostateczne środki i dobry system. Póki co nie funkcjonuje w Polsce system, który by umożliwiał dostatecznie precyzyjne prognozowanie popytu na pracę. Skutkuje to tym, że urzędy pracy nie są w stanie odpowiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa osobie młodej, która kończy liceum, jaka będzie szansa znalezienia pracy w przypadku wybrania określonych studiów. Tutaj jesteśmy na początku drogi. Kraje UE czy OECD mają lepiej działające systemy.

Rola ekonomii społecznej

- Kryzys, jakiego doświadczają obywatele wielu państw unijnych pokazuje, że sam transfer środków z pomocy społecznej to w kontekście budowania trwałych podstaw dla konkurencyjności gospodarki droga donikąd – przekonywał prezes Banku Pocztowego. – Pytanie, na jakie przede wszystkim musimy odpowiedzieć, bazując na dobrych i złych doświadczeniach innych krajów, brzmi: kto – administracja państwowa, organizacje pozarządowe, przedsiębiorcy, i co – działania systemowe, projekty, zmiana nastawienia, powinien zrobić, żeby ta grupa nie była traktowana jako marginalna dla biznesu. Doświadczenia Banku Pocztowego z segmentem osób nieubankowionych pokazują, jak wiele mogą w kwestii zmniejszania skali wykluczenia zrobić przedsiębiorcy, o ile ich działania wyjdą poza schemat zaangażowania społecznego – dodał Tomasz Bogus.

Dlatego, zdaniem uczestników konferencji, potrzebne jest otwarcie na „nowe idee”, które mogą okazać się lepsze, skuteczniejsze od tych już znanych i rutynowo realizowanych.

Jedną z takich idei, mogących potencjalnie stanowić nową jakość w działaniach mających na celu włączenie wykluczonych do krwiobiegu gospodarki, jest ekonomia społeczna. Składają się na nią najróżniejsze podmioty: spółdzielnie, towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, stowarzyszenia, fundacje oraz inne podobne przedsiębiorstwa i organizacje. Ten mocno jeszcze niedodefiniowany obszar różnego rodzaju inicjatyw obejmuje już znaczącą część gospodarki. Według sprawozdania „Gospodarka społeczna w UE”, zapewnia on bezpośrednio ponad 11 mln miejsc pracy, co stanowi 6 proc. ogółu zatrudnienia w Unii i odpowiada za ponad 4 proc. PKB wspólnoty. Według Jerzego Głuszyńskiego, na kanwie tego rodzaju aktywności ożywają stare i pojawiają się nowe idee dotyczące rozumienia własności prywatnej, podziału zysku oraz roli przedsiębiorczości w tworzeniu miejsc pracy. – Nowe myślenie na temat rozwoju społecznej gospodarki rynkowej postuluje zmniejszanie dystansu pomiędzy przedsiębiorcami mającymi na celu zysk (for-profit) a organizacjami, które nie są nastawione na zysk (not-for-profit). Pojawia się też coraz szerszy obszar pośredni: not-only-for-profit.

Idee te z powodzeniem (choć w ciągle bardzo ograniczonym zakresie) materializują się w różnego rodzaju strategiach zakładających współdziałanie podmiotów w rozwiązywaniu lokalnych problemów. Prowadzi to na przykład do zasadniczej zmiany filozofii świadczenia publicznej pomocy – z rozdawnictwa świadczeń na aktywizację, samoorganizację i samodzielność. Ich realizacją zajmują się różnego rodzaju centra integracji społecznej, przedsiębiorstwa społeczne, spółdzielnie socjalne, spółki o cechach non-profit tworzone w partnerstwie publiczno-społecznym, itp. Tego rodzaju inicjatywy powstają oddolnie w ramach lokalnych strategii na rzecz włączenia społecznego i rozwoju przedsiębiorczości społecznej.

Otwartość samorządów na tego rodzaju inicjatywy wynika najczęściej z braku środków na finansowanie zwiększających się potrzeb w opiece społecznej. Aktywizacja beneficjentów tej pomocy do przynajmniej częściowego zarabiania na siebie daje doskonałe rezultaty, nie tylko finansowe, ale i – a nawet przede wszystkim – społeczne. Pozwala skutecznie włączać wykluczonych w życie lokalnych środowisk. Zmienia też społeczne nastawienia wobec celowości finansowania ze środków publicznych osób dotąd społecznie i ekonomicznie dysfunkcjonalnych.

Wnioski

Podczas debaty nie udało się znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na pytanie Jak włączyć wykluczonych do krwiobiegu gospodarki? Wśród propozycji na uwagę zasługuje idea skupiania się nie tylko na likwidowaniu efektów dyskryminacji i wyłączenia, ale też na przeciwdziałaniu. Debatujący zgodzili się, że nacisk na odpowiednią edukacje finansową, rozwijanie postawy przedsiębiorczości oraz dostarczanie odpowiednich bodźców motywujących może zapobiec powiększaniu się grupy wykluczonych. Szczególnie skuteczne może być to w przypadku osób, które przejmują postawę bierności i wykluczenia od najbliższego środowiska – problem dziedziczenia bezrobocia.

Podsumowanie debaty można zawrzeć w kilku najważniejszych wnioskach:

● wykluczeni poszerzają grono bezrobotnych, wykluczonych z edukacji i „produkują” kolejnych wykluczonych;

● trzeba oswoić ten temat i zacząć o nim mówić. Do przeprowadzenia zmiany konieczne jest skoordynowanie polityki społeczno-gospodarczej;

● należy usprawnić współpracę między przedsiębiorcami, a firmami szkoleniowymi i uczelniami oraz identyfikować potrzeby na poziomie regionów;

● pieniądze na walkę z wykluczeniem powinny trafiać bezpośrednio do przedsiębiorców.

Goście debaty zaproponowali rozsądniejsze wykorzystanie środków przeznaczanych na zapobieganie wykluczeniu. Pojawiła się także sugestia, aby media wspomagały państwo i przedsiębiorców w edukowaniu o wykluczeniach społecznych. – Ale najlepszym sposobem na przeciwdziałanie wykluczeniu jest zrozumienie, że w społeczeństwie żyją bardzo różni ludzie, wykluczeni z bardzo różnych powodów. Do włączenia ich konieczne jest wykorzystanie wiedzy eksperckiej ich samych, tak jak to się dzieje na zachodzie – przekonywał Piotr Pawłowski.

>>> Polecamy: Oto gminy z największym odsetkiem osób korzystających z pomocy społecznej

Dziennik Gazeta Prawna
Piotr Pawłowski, prezes fundacji Integracja / Dziennik Gazeta Prawna
Grzegorz Wójcik, dyrektor ds. korporacyjnych MIH Allegro Group / Dziennik Gazeta Prawna
Jerzy Głuszyński, Instytut Badawczy ProPublicum / Dziennik Gazeta Prawna
Tomasz Bogus, prezes zarządu Banku Pocztowego / Dziennik Gazeta Prawna
Rekrutacja / ShutterStock