Forsal logo

Woś: Prownicja przegrywa

Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej
Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej/Dziennik Gazeta Prawna
Byłoby przejawem arogancji wyrokować zza biurka w Warszawie, czy likwidacja 105 (czyli mniej więcej jednej piątej) gminnych posterunków policji w samym tylko roku 2013 to decyzja słuszna, czy może chybiona.

I czy sens mają podobne posunięcia dotyczące powiatowych inspektoratów nadzoru budowlanego albo regionalnych laboratoriów sanepidu. Zakładam, że autorzy tych cięć są w stanie przedstawić wyliczenia dowodzące, że nikt na nich na pewno nie straci.

A jednak zwijanie urzędów państwowych to zjawisko pod wieloma względami niepokojące. Przede wszystkim dlatego, że dotyka prowincji. A więc tych „niemych przegranych” ostatnich 25 lat. Bo w wolnej Polsce było (jest) niestety tak, że to prężne metropolie spiły całą śmietankę transformacji ustrojowej, a prowincji został do zapłacenia rachunek. To tu mamy najwyższe wskaźniki bezrobocia i największy odsetek przeróżnych społecznych patologii. Nie brak głosów, że w napięciu prowincja–metropolia przejawia się wręcz najbardziej chyba paskudna cecha współczesnego kapitalizmu. „Kto ma, temu będzie dodane, a kto nie ma – temu się jeszcze odbierze”. Na przykład posterunek policji.

Zwijanie się państwa na prowincji niepokoi jeszcze z innego powodu. Bo w Polsce – wbrew wielu mitom – państwo nie jest przesadnie rozrośnięte. Odwrotnie. Poziom wydatków publicznych (jako procent produktu krajowego) należy do niższych nawet na tle innych państw regionu o podobnym poziomie zamożności. W tym kontekście ograniczania wydatków na pewno nie można uznać za zjawisko pozytywne. Zwłaszcza że w opinii elit jesteśmy krajem rzekomo w szybki sposób się bogacącym. A odpowiedzialna za rozwój regionów minister jest fetowana jako najskuteczniejszy obecnie polski polityk.

Po trzecie wreszcie, stosunkowo łatwo wykazać, że zamknięcie tylu a tylu urzędów przyniesie takie a takie oszczędności. Ale co z kosztami zewnętrznymi? A więc takimi, które ujawnią się dopiero po pewnym czasie. Tak było choćby z likwidacją wielu „nierentownych” połączeń kolejowych. Może i pozwoliło to PKP poprawić położenie finansowe firmy, ale niestety kosztem uderzenia w mobilność całych regionów. Oby tym razem nie doszło do podobnego zjawiska.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRaport Draghiego na nic. Prawdziwy powód braku konkurencyjności UE? Polityka klimatyczna »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj