Okazuje się jednak, że problem jest dużo większy. W poniedziałek wieczorem, już po kontrowersyjnej wypowiedzi wicepremier Bieńkowskiej, spółka PKP Polskie Linie Kolejowe wydała oświadczenie, z którego wynikało, że opóźnienia przekraczające 60 minut dotyczyły 82 pociągów ze wspomnianych 4 tysięcy.
Wczoraj najpoważniejsze utrudnienia wystąpiły w rejonie Ostrowa Wielkopolskiego. Jak wynika z danych spółki PLK, największe opóźnienia dotknęły 35 pociągów. To ok. 3 proc. wszystkich połączeń. Do połowy dnia odwołanych zostało 59 składów regionalnych. Przywracaniem ruchu na kolei zajmowało się 20 tys. pracowników.
Elżbieta Bieńkowska z dnia na dzień zmieniła ton swoich wypowiedzi. – Za niedopuszczalne uważam sytuacje, w których podróżni są nieinformowani o opóźnieniach i odwołanych pociągach lub są pozostawieni bez pomocy, np. bez ciepłych napojów – mówiła na zwołanej wczoraj konferencji prasowej. Jak poinformowało PKP Intercity, pasażerowie otrzymają 100 proc. zwrotu kosztów biletów, jeżeli opóźnienie przekroczy 2 godziny.
Trzeba jednak przyznać, że choć problemy jeszcze wczoraj były duże, to jednak daleko im do największych paraliżów z ostatnich lat. W grudniu 2012 roku źle przygotowany debiut Kolei Śląskich spowodował chaos w regionie, a wyłączenia dotyczyły niemal 10 proc. taboru. Z kolei pod koniec roku 2010 dantejskie sceny działy się niemal w całym kraju podczas zmiany całorocznego rozkładu jazdy. Pociągi odjeżdżały z nieistniejących peronów, pasażerowie mieli problem z zakupem miejscówek na pociągi TLK, a wyszukiwarka połączeń na stronie internetowej PKP notorycznie się zatykała.
Reklama