Jak turecka gospodarka padła ofiarą Fed i własnych polityków

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
29 stycznia 2014, 15:13
Stambuł, Turcja
Stambuł, Turcja/ShutterStock
Premier Erdogan boi się spowolnienia gospodarczego przed tegorocznymi wyborami.

Turecka lira – druga najmocniej tracąca na wartości waluta świata w tym roku – nieznacznie odrabiała wczoraj straty w oczekiwaniu na nadzwyczajne posiedzenie banku centralnego. Jednak podniesienie stóp procentowych, czego powszechnie się spodziewano, nie rozwiąże problemów tureckiej gospodarki.

Od początku roku lira straciła 5,9 proc. w stosunku do dolara. Po części jest to spowodowane tym, że w związku ze spodziewanym ograniczeniem przez Fed programu skupowania obligacji inwestorzy generalnie wycofują się z rynków wschodzących – na czym traci również złoty – ale Turcja dostarcza im też własnych powodów do obaw. W grudniu z rządu Recepa Tayyipa Erdogana ustąpiło trzech ministrów zamieszanych w wielką aferę w sektorze budowlanym, który jest jednym z fundamentów tureckiej gospodarki.

Bank centralny tydzień temu pozostawił stopy na niezmienionym poziomie, ale ponieważ interwencje na rynku walutowym nie zatrzymały deprecjacji liry, zdecydował się na nadzwyczajną sesję. Decyzja o podniesieniu bądź nie stóp procentowych miała zostać ogłoszona wczoraj około północy, czyli już po zamknięciu giełd, ale analitycy nie mieli wątpliwości, że jest to nieuniknione – takiej odpowiedzi udzielili przedstawiciele 29 z 30 tureckich i międzynarodowych banków przepytanych przez Reutersa. Sugerował to też szef banku centralnego Turcji Erdem Basci.

>>> Czytaj więcej o drastycznej podwyżce stóp procentowych w Turcji

Problem w tym, że taka decyzja byłaby nie na rękę Erdoganowi. Podniesienie stóp powinno zatrzymać spadek kursu liry i zahamuje inflację, która ma wynieść na koniec roku 6,6 proc., ale też spowoduje spowolnienie wzrostu PKB. A ten wprawdzie będzie wyższy niż w zeszłym roku i wyniesie 4 proc., ale to wciąż daleko do wyniku z lat 2010–2011, gdy turecka gospodarka rozwijała się z prędkością 8 proc. rocznie. Spowolnienie jest tym bardziej niekorzystne dla rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), że czekają ją wybory. 30 marca lokalne, a w sierpniu prezydenckie, w których zresztą Erdogan może wystartować osobiście. Tymczasem zeszłoroczne protesty na placu Taksim w Stambule pokazały, że AKP nie cieszy się już tak bezwarunkowym poparciem, jak jeszcze kilka lat wcześniej.

Dlatego premier próbował naciskać na władze banku centralnego, mówiąc, że podniesienie stóp jest nieislamskie, a wspierające go media pisały o szantażu ze strony nowojorsko-londyńskiego lobby. Ale tego typu presja stawia pytania o niezależność banku centralnego, co tym bardziej odstrasza inwestorów. – Ze wszystkich rynków wschodzących Turcja jest chyba najbardziej podatna na zawirowania. Jej problemem jest brak przejrzystości w polityce. Kiedy problem polityczny jest sprzężony z rynkowym, to sygnał, by wycofywać pieniądze – mówił Nigel Rendell z firmy doradczej Medley Global Advisors.

>>> Czytaj też: Oto waluty, od których uciekają inwestorzy. Złotym też szarpnęło

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj