Polska odwleka debatę w Unii w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego i może mieć poparcie szefa Rady Europejskiej.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Herman Van Rompuy nie chce, by już na marcowym szczycie unijni przywódcy zaakceptowali cele klimatyczne wyznaczone przez Komisję Europejską. Kilka tygodni temu Komisja Europejska zaproponowała redukcję emisji dwutlenku węgla o 40 proc. do 2030 roku. Plany Komisji poparła wstępnie większość krajów, sprzeciwiło się kilka państw z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska.

Zgodnie z harmonogramem prac, teraz pakietem klimatyczno-energetycznym powinni się zająć unijni przywódcy na marcowym szczycie. Jeśli by go potwierdzili, wtedy Komisja mogłaby bardzo szybko przygotować przepisy i zaproponować podział redukcji emisji CO2 na poszczególne kraje.

Polskiemu rządowi zależy jednak na odwlekaniu debaty możliwie jak najdłużej, nawet do jesieni. Liczy na to, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego, oraz po wyborach w niektórych krajach członkowskich, na przykład samorządowych we Francji, opadną emocje i temperatura debaty. Wtedy łatwiej będzie przeforsować argumenty przeciwko ambitnym planom klimatycznym, a są one - jak podkreśla Polska, wspierana przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej - zagrożeniem dla konkurencyjności unijnej gospodarki.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że w związku z podziałem w Unii, szef Rady Europejskiej zamierza zaproponować na marcowym szczycie jedynie debatę, bez decyzji w sprawie wyznaczonych celów klimatycznych. Przeciwko temu zaprotestowały na razie 3 kraje - Dania, Finlandia i Francja.

>>> Polecamy: Energetyczne miliardy na papierze. Jeśli Polsce uda się je wydać, będzie cud