Wróbel: Jak mocno trzymają się Amerykanie?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
21 marca 2014, 03:14
Jan Wróbel
Jan Wróbel/Forsal.pl
Zabawa w dane statystyczne? Bardzo proszę: Chiny odpowiadają już za 36,5 proc. światowego eksportu dóbr high-tech, a do 2030 r. ten udział ma wzrosnąć do 51 proc. – tak mówi nam nowy raport HSBC „Global Connections”.

W 2000 r. było to tylko 6,5 proc. Natomiast Stany Zjednoczone zleciały na łeb, na szyję z 29,2 proc. udziału w światowym eksporcie dóbr high-tech do obecnych 9,6 proc.

Rany boskie! Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z nieprawdopodobnym wręcz przetasowaniem, narodzinami świata, w którym w ciągu dekady amerykańska myśl techniczna prawie odstąpiła pole chińskiemu smokowi.

HSBC uspokaja, że statystki są sztucznie nadmuchane przez „umiędzynarodowienie handlu”. Jednak nie mówi, jak bardzo. Światło na te ogromne sukcesy Chińczyków rzuca np. Yuqing Xing w pracy „China’s High-Tech Exports: Myth and Reality” – Chińczycy najpierw importują półprodukty (zgodnie z tym, co nam mówi raport HSBC, udział Chin w imporcie dóbr high-tech wzrasta wraz z eksportem – z 6,9 proc. w 2000 r. do 17 proc. obecnie). Następnie te części są składane przez chińskich robotników i eksportowane z powrotem do krajów rozwiniętych. Przykładowo, Chiny wyeksportowały 108,5 mln laptopów w 2009 r., co dało im w tej kategorii pierwsze miejsce na świecie. W sumie ich wartość wyniosła 52,5 mld dol. albo 14 proc. całkowitego eksportu chińskiego dóbr high-tech. Jednak Chińczycy mieli w tej wartości udział relatywnie niewielki – złożenie laptopa z zaimportowanych części to raptem około 3 proc. ich wartości. Dla iPhone’ów 3G wygląda to podobnie: eksport wart 4,6 mld dol. ale wartość dodana w Chinach to tylko 3,6 proc.

Jednak dla statystyk międzynarodowych to bez znaczenia – liczy się finalna wartość wyeksportowanego produktu, a nie tylko wartość dodana w kraju. Ostatecznie około 82 proc. eksportu chińskiego w dziedzinie high-tech to właśnie produkty złożone z półproduktów. Taka praca nie wymaga jednak skomplikowanej myśli technicznej, a tylko pracy ludzkich rąk. Na razie zatem możemy odetchnąć z ulgą. Statystyki statystykami, ale Chiny jeszcze nie przodują, jeszcze Amerykanie trzymają się mocno. Ktoś powie: a co nam do tego, który imperializm gospodarczy wygrywa? Niech ten ktoś szybko odpowie sobie na pytanie, czy lepiej byłoby zostać nowym stanem USA czy nową prowincją Chin. Złudzenie, że nigdy nie nadejdą czasy, w których podobne pytania mogą okazać się aktualne, pryska właśnie na granicy rosyjsko-ukraińskiej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj