Pod koniec października tego roku amerykański Amazon z wielką fetą otworzył swoje polskie centra dystrybucyjne. Dwa z nich zostały ulokowane w podwrocławskich Bielanach, jedno w Sadach pod Poznaniem. W sumie Amazon zatrudnia w Polsce 4,5 tys. stałych pracowników i 7,5 tys. pracowników tymczasowych, przyjętych przed okresem świątecznym.

Już we wrześniu tego roku agencje pracy tymczasowej sygnalizowały, że mają problem ze znalezieniem pracowników produkcyjnych w regionie Poznania. Zdaniem ich przedstawicieli, rynek został wydrenowany z pracowników przez Amazona. Według informacji „Gazety Wyborczej”, średnia stawka godzinowa dla niewykwalifikowanych pracowników w regionie to ok. 10 zł. Amazon daje nieco więcej.

„Z terenu gminy Tarnowo Podgórne, gdzie firma się ulokowała, zarejestrowanych jest około 300 osób bezrobotnych i wiadomym było, że te zasoby nie będą w stanie pokryć zapotrzebowania firmy Amazon. By zatrudnić zaplanowaną liczbę osób firma musiała zaproponować na tyle atrakcyjne warunki zatrudnienia, by przyciągnąć pracowników nawet z ościennych powiatów i tak też się stało, co wpłynęło również na warunki zatrudnienia w tej branży na lokalnym rynku pracy” – tłumaczy Magdalena Morze z poznańskiego PUP, za pośrednictwem którego Amazon także szukał pracowników.

Pracownik na smyczy komputerów

„Problemy ze znalezieniem pracowników produkcyjnych przy jednoczesnym istnieniu wysokiego udziału bezrobotnych słabo wykształconych w poznańskim PUP może świadczyć o dobrowolnym bądź fikcyjnym charakterze tego bezrobocia” - mówi dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz z Katedry Makroekonomii i Historii Myśli Ekonomicznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Stopa bezrobocia na koniec października wynosiła w Poznaniu 3,3 proc. i była najniższa w Polsce. W całym powiecie poznańskim sięgała 3,6 proc.

„Niechęć pracodawców, w tym Amazona, do podwyższania płac wynika z rachunku ekonomicznego. Wiele symptomów występujących na poznańskim rynku pracy może świadczyć, że w coraz większej liczbie zawodów przechodzimy od rynku pracodawcy do rynku pracownika” – dodaje dr hab. Kalinowska-Sufinowicz.

Pracownikom zatrudnionym w magazynach w podpoznańskich Sadach Amazon oferuje 13 zł brutto na godzinę. Miesięcznie daje to 2200 zł brutto, czyli 1599 zł na rękę. Dla porównania, średnie wynagrodzenie w Poznaniu wynosiło w 2013 roku 4 256 zł brutto i stanowiło 110 proc. średniej krajowej – wynika z danych GUS. W całym powiecie poznańskim przeciętne zarobki kształtowały się na poziomie 3513 zł brutto, czyli 90,6 proc. średniej dla Polski.

Pracownicy we wrocławskich magazynach Amazona dostają nieco mniej niż pod Poznaniem – 12,50 zł brutto za godzinę, czyli 2 100 zł brutto miesięcznie ( 1530 zł netto). Przeciętna płaca we Wrocławiu to 4129 zł brutto (106,5 proc. średniej krajowej), a w powiecie wrocławskim – 3638 zł brutto (93,8 proc. średniej krajowej).

Pracownikom Amazona przysługuje też maksymalnie 15 proc. premii, dowóz do pracy z odległości do 80 km i codzienne obiady za symboliczną 1 zł.

„Amazon wpłynął na podniesienie płac u konkurencji, która dotąd zatrudniała siłę roboczą za ok. 10 zł za godzinę. Mówi się powszechnie o niezadowoleniu w branży magazynowej z powodu wyssania siły roboczej. Amazon oferuje więc lepszą płacę niż konkurencja, a do tego możliwość pracy w środowisku zaawansowanym technologicznie w porównaniu z lokalną branżą” - mówi dr Beata Woźniak-Jęchorek z Wydziału Ekonomii na UE w Poznaniu.

Warunki pracy są jednak bardzo ciężkie, więc Amerykanie liczą się z dużą rotacją pracowników. Trzeba tu pracować na stojąco przez 10 godzin przez 4 dni w tygodniu – od niedzieli do środy i od środy do soboty. Obowiązuje system zmianowy - od 6:00 do 16:30 i od 18:00 do 4:30 razem z przerwami. Nie wszyscy są w stanie wytrzymać takie warunki. Pierwsi pracownicy już odchodzą. Kończą się też podpisywane na okres przedświąteczny umowy z pracownikami tymczasowymi. Pracownicy narzekają na restrykcyjne warunki i bezwzględne oceny systemu informatycznego, który mierzy jakość pracy i wydajność pracowników, odmierza czas i drogę poruszania się między regałami. O tym, jak w rzeczywistości wygląda praca w magazynach Amazona przeczytasz tutaj: Taniej się nie da. Amazon szuka pracowników nawet w schroniskach dla bezdomnych 

Polska tania siła robocza magnesem dla inwestorów

Amazona, tak jak wielu innych zagranicznych inwestorów wchodzących na nasz rynek, w dużej mierze przyciągnęły do Polski koszty pracy. Należą one do najniższych w Unii Europejskiej.

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2013 roku godzinowe koszty pracy w Polsce kształtowały się na poziomie 7,6 euro. Średnia dla państw UE to 23,7 euro. Rekordzistami pod tym względem są Szwecja (40,1 euro za godzinę), Dania (38,4 euro) i Belgia (38 euro). Jeszcze więcej pracodawcy płacą w nienależącej do Unii Norwegii – 48,5 euro. Ekonomiści twierdzą jednak, że "Chinami" Europy jeszcze nie jesteśmy. Mniejsze niż u nas koszty pracy notuje się w Bułgarii (3,7 euro), Rumunii (4,6 euro), na Litwie (6,2 euro), Łotwie (6,3 euro) i na Węgrzech (7,4 euro). Przypomnijmy, że na koszty pracy składają się pensje i wynagrodzenia oraz tzw. pozostałe koszty pracy, czyli ubezpieczenia społeczne i opodatkowanie pracy.

„Polski nie nazwałabym „Chinami” Europy, ponieważ nasze zabezpieczenia socjalne - w tym Amazona - są mimo wszystko wyższe niż w Azji. W dalszym ciągu polskie PKB per capita jest niższe niż przeciętna w UE, a więc poziom wynagrodzeń jest niższy, co często decyduje o wyższej konkurencyjności naszego rynku pracy” – mówi dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz.

„Oczywiście porównując stawkę Amazona do wprowadzanej od stycznia 2015 stawki niemieckiej płacy minimalnej na poziomie 8,5 euro za godzinę, możemy mówić o wyzysku. Dyskusyjna jest też kwestia przywilejów, które uzyskują tego typu firmy w porównaniu z małymi i średnimi przedsiębiorstwami pozbawionymi dostępu do tego typu preferencji” - uważa dr Beata Woźniak-Jęchorek.

Zdaniem ekonomistki, pojawia się więc wątpliwość czy potrzebne są Polsce inwestycje opierające nasz rozwój na taniej sile roboczej. „Badania, które przeprowadziliśmy z dr Jackiem Walluschem wskazują, że podniesienie płac realnych w Europie Środkowo-Wschodniej nie wpłynie negatywnie na rynek pracy i wzrost bezrobocia. Dlatego moim zdaniem nadchodzi pora na zmianę strategii rozwoju. Trwała nie jest bowiem strategia konkurencyjności opartej o niskie płace, ale strategia oparta o dobrze wykształconą i dobrze opłacaną kadrę oraz wysoki poziom innowacyjności pozwalające uzyskać nadzwyczajne zyski z tytułu monopolistycznej pozycji technologicznej” - wyjaśnia dr Beata Woźniak-Jęchorek.

„Patrząc w przyszłość, możemy się spodziewać, że w miarę doganiania unijnego PKB per capita przez Polskę będziemy się stawali coraz mniej atrakcyjnym miejscem do inwestowania i przedsięwzięcia przeniosą się na Wschód. Wyzwaniem będzie więc utrzymanie poczynionych już w Wielkopolsce inwestycji na miejscu’ – ocenia dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz.

>>> Czytaj też: Polacy tanią siłą roboczą - za 5 lat to przestanie zachęcać inwestorów