Nawet 60 tys. osób z najniższymi dochodami, których konta bankowe zostały zamrożone na co najmniej rok. By załapać się do programu, według informacji na stronie rządowej, dług zainteresowanej osoby nie może przekraczać 35 tys. kun, czyli ok. 19 tys. zł.

Obecnie mogą się o to ubiegać mieszkańcy Chorwacji żyjący z zasiłku. Z kolei dłużnicy, których miesięczne dochody nie przekraczają 2,5 tys. kun, czyli 1,35 tys. zł na osobę żyjącą samotnie lub 1,25 tys. kun – 670 zł – na członka rodziny, będą mogły składać wnioski od 2 kwietnia. Termin upływa 30 czerwca.

Rząd premiera Zorana Milanovica wprowadził to rozwiązanie przed odbywającymi się w tym roku wyborami parlamentarnymi, po tym, jak w sondażach poparcie dla jego partii Socialdemokratów spadło poniżej poparcia dla opozycji, Chorwackiej Unii Demokratycznej. Kraj ten, który wszedł do Unii Europejskiej w 2013 r., stracił od 2008 r. aż 12 proc. PKB, podczas gdy bezrobocie się podwoiło, dochodząc w grudniu do 19,6 proc.

- Ten środek to klasyczny przypadek populizmu, wycelowany prosto w wybory parlamentarne - skomentował Timothy Ash, główny ekonomista londyńskiego banku Standard Bank Plc. - Oczywiście, ostatnie zwycięstwo polityka opozycji w wyborach prezydenckich w ubiegłym miesiącu skierowała myśli premiera Milanovica na potrzebę wystąpienia z pomysłami, które wygrają mu głosy wyborcze - dodał.

>>> Czytaj też: Polskie banki zawstydziły Europę. Opublikowano ranking 500 najbardziej wartościowych banków świata

Reklama

Wybory prezydenckie wzmogły presję na partię Milanovica, której poparcie spadło w grudniu do 18,7 proc. To niewiele, w porównaniu do 26,9 proc. dla ChUD. Sondaż nie zostawił tu żadnego pola do manewru. Chorwacja musi przeprowadzić wybory do końca 2015 r., a opozycja naciska na jak najwcześniejszy termin.

Program anulowania długów najbiedniejszych obywateli tego kraju nad Adriatykiem, liczącego zaledwie 4,2 mln mieszkańców, został ogłoszony, gdy rząd zawarł porozumienie z największymi wierzycielami, wliczając w to przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, samorządy, banki i operatorów telefonicznych. Wszyscy się zgodzili na brak refundacji za swoje straty.

>>> Czytaj też: Syriza nie jest sierotą. Które kraje w Europie mogą pójść śladem Grecji?