Ukraińska hrywna radzi sobie dziś najgorzej na świecie, w ciągu roku straciła do dolara 53 proc. Narodowy Bank Ukrainy zabronił w środę handlu walutami na zlecenie klientów, pod koniec dnia cofnął jednak zakaz. Co BNU może zrobić w wypadku lawinowej utraty wartości waluty krajowej, wyjaśnia Mirosław Budzicki z PKO BP.
Mirosław Budzicki, starszy strateg w Biurze strategii rynkowych, PKO BP / Media

Ukraińska hrywna radzi sobie dziś najgorzej na świecie. W ciągu roku jej kurs stracił do dolara ponad 50 proc. Co Bank Centralny może zrobić w wypadku lawinowej utraty wartości waluty krajowej, wyjaśnia Mirosław Budzicki, strateg Biura strategii rynkowych z PKO BP.

Reklama

- To, co widzimy na wykresach kursów walut, jest pochodną wydarzeń na granicy Rosji i Ukrainy – powiedział ekspert. Kurs hrywny był w przeszłości ściśle powiązany z dolarem. Jednak w reakcji na narastającą agresję separatystów i walki na wschodzie Ukrainy, na początku lutego Narodowy Bank Ukrainy zdecydował się upłynnić kurs hrywny. Tuż przed tą decyzją za jednego dolara płacono 16 hrywien, po uwolnieniu kurs wymiany skoczył do 24 hrywien. Samo upłynnienie kursu wymiany spowodowało wzrost ceny dolara o 50 proc. W środę 25 lutego bank zdecydował się więc na zakazanie bankom handlu walutami na zlecenie klientów. Jego powodem miało być "podtrzymanie stabilności waluty i ograniczenie nieuzasadnionego popyt na dewizy". Zakaz miał trwać przez 3 dni - do piątku 27 lutego. Wczoraj wieczorem Narodowy Bank Ukrainy cofnął jednak wprowadzone ograniczenia, bez podania oficjalnej przyczyny.

- Co do samej idei, tego typu działania na pewno nie ustabilizują sytuacji. Trend się nie zmieni. Nie ma możliwości, by środkami regulacyjnymi można było odwrócić kurs – stwierdził Mirosław Budzicki. Zdaniem eksperta, ta decyzja mogła być jednak podyktowana chęcią uspokojenia nastrojów na rynku, a także klientów banków. - Rynek jednak czasem przereagowuje. Proszę zwrócić uwagę, że w państwach rozwiniętych tego typu instrumentów się w ogóle nie stosuje. Są to półśrodki. Być może Bank Centralny stwierdził, że jest to tego typu sytuacja kryzysowa, w której warto użyć niestandardowych rozwiązań, by uspokoić kurs - stwierdził.

>>> Czytaj też: Rosji nie stać na długą walkę z Zachodem. Kryzys przerasta największych pesymistów

Zakaz handlu - rozwiązanie dobre w chwili paniki na rynku

Zdaniem eksperta, trzydniowy zakaz nie spotęgowałby efektu wyprzedaży. - Jeśli jest powód do przeceny waluty, to będzie ona postępować – powiedział Budzicki. Jeśli mamy do czynienia z paniką, to czasem takie regulacje utrzymywane w krótkim okresie mogą uspokoić rynek, natomiast co do zasady nie są w stanie odwrócić trendów rynkowych – stwierdził.

Jak wyjaśnił, bank centralny w tak napiętej sytuacji kryzysowej ma kilka możliwości wpływania na kurs walut. Może na przykład ograniczyć transfer środków między zagranicą a Ukrainą – i to właśnie zrobił.

- Na Ukrainie ta wymiana i tak była zawsze ograniczona, Bank Centralny utrzymywał kurs sztywny wobec dolara, który został upłynniony dopiero w lutym – stwierdził strateg z banku PKO BP. Dodał, że Bank Centralny może też oddziaływać na rynek walutowy przez regulacje obrotu dewizowego, na przykład wyznaczać dzienne limity wypłat walut.

Ograniczenia obrotu walutowego były już stosowane wcześniej w przypadku rozliczeń korporacji, a także na rynku międzybankowym. Jak to działa? - Bank Centralny ogranicza mobilność kapitału, czyli ogranicza możliwość wymiany walut. Jeżeli ograniczymy możliwość wymiany, ludzie i firmy w krótkim okresie mogą uzyskać w banku mniej walut, zmniejszając presję deprecjacyjną – wyjaśnił Mirosław Budzicki.

Kolejnym rozwiązaniem, które bank centralny może zastosować w obliczu kryzysu, to podwyższenie stóp procentowych, które podwyższy atrakcyjność przechowywania pieniędzy w banku. Z tej opcji Bank Narodowy Ukrainy również już skorzystał, podniósł stopy z 14 do 19,5 proc. To bardzo duża zmiana.

Jak stwierdził Mirosław Budzicki, BNU kontrolował do tej pory rynek walutowy, szczególnie powiązanie hrywny i dolara, a transakcje walutowe w dużej mierze odbywały się właśnie za jego pośrednictwem. Przez długi czas relacje między dolarem a hrywną były sztywne, w latach 2010 – 2013 za jednego dolara płacono 8 hrywien, ten poziom wymiany utrzymał się w zasadzie do wydarzeń na Majdanie w styczniu 2014 r. Kontrolując sytuację, BNU z czasem, w miarę rozwoju kryzysu w kraju, podkręcał restrykcje, ograniczał mobilność kapitału. Problem polega na tym, ze Ukraina coraz mocniej pogrąża się kryzysie. Wschód Ukrainy, na którym obecnie trwają walki, był najsilniej uprzemysłowionym regionem kraju, odpowiedzialnym za blisko 1/3 PKB.

>>> Czytaj też: Rosja panicznie boi się odłączenia od SWIFT. Już szykuje odpowiedź na sankcje

BNU nie miał już wyboru

Kryzys na Ukrainie doprowadził bank centralny do ściany. Nieco ponad rok temu dolar kosztował 8 hrywien, wczoraj kosztował już 33. Kraj pozbawiony jest dochodów, jego główny region przemysłowy płonie i jest pod kontrolą separatystów wspomaganych przez rosyjską armię. Ukraina nie ma także dostępu do swoich leżących na wschodzie kopalni węgla.

- Ukraina ma deficyt na rachunkach obrotów bieżących i musi płacić za pozyskiwanie surowców, to powoduje, że spadają rezerwy walutowe – wyjaśnia Budzicki. Poziom rezerw walutowych spadł z 20 mld dol na początku ubiegłego roku do 6,4 mld w lutym i sukcesywnie kontynuuje spadki. Jeszcze w styczniu przekraczał on 7,5 mld dol. - Ten trend sprawia, że trudniej jest utrzymywać kurs waluty – dodał ekspert.

Topniejące zapasy walut i pogłębiający się kryzys w kraju powoduje, że cała polityka kontroli przepływu środków jest utrudniona. Zdaniem Mirosława Budzickiego, Bank Centralny był zmuszony do upłynnienia kursu walutowego. - Po prostu się poddali – stwierdził. Jego zdaniem, ta decyzja dała w efekcie potężny skok kursu walut. Po upłynnieniu hrywny na początku lutego (4 lutego) kurs wzrósł z 16 do 24 hrywien, teraz wynosi już 33 hrywny za dolara.

Zdaniem eksperta, Ukraina pilnie potrzebuje pomocy finansowej. - Patrząc na kolejne miesiące, Ukraina będzie musiała uregulować wysokie zobowiązania międzynarodowe, notując jednocześnie niskie wpływy walutowe – wyjaśnił Budzicki. - Wysoka nierównowaga zewnętrzna będzie powodować dalszy spadek rezerw walutowych. Aby ustabilizować stabilizację, Ukraina będzie potrzebowała pieniędzy z zewnątrz – dodał.

W połowie lutego Christina Lagarde, szefowa Międzynarodowego Fundusz Walutowego poinformowała, że zespół MFW pracujący w Kijowie porozumieli się z rządem ukraińskim co do nowego programu reform. MFW przekaże Ukrainie, w ramach wsparcia tego programu, 17,5 mld dolarów. Nie jest jednak jeszcze znany termin wpłaty, wymagana jest jeszcze zgoda zarządu funduszu.