Jackiewicz: Wymiana prezesów była konieczna. Nie identyfikowali się z nową ekipą

Ten tekst przeczytasz w 10 minut
18 maja 2016, 05:55
Warszawa, Polska
Warszawa, Polska/ShutterStock
Wymiana prezesów w spółkach Skarbu Państwa była potrzebna. Z wielu rozmów, które przeprowadziłem z prezesami i zarządami, wynikało, że nie identyfikują się oni z nową ekipą, ale przede wszystkim nie identyfikują się z programem gospodarczym. Ciężko wyobrazić sobie skuteczną realizację tego programu w sytuacji, w której prezesi są krytycznie nastawieni - mówi w wywiadzie minister skarbu Dawid Jackiewicz.

Tak. Przygotowujemy teraz stosowne zawiadomienia i w kilku przypadkach, dotyczących przede wszystkim negatywnie ocenianych przez nas prywatyzacji, wnioski powinny zostać złożone do prokuratury.

Nie wymieniam nazw specjalnie, by uniknąć spekulacji, zanim oficjalnie ogłosimy, że składamy zawiadomienie do prokuratury. To są te prywatyzacje, o których było głośno w ostatnich latach, i te, o których mówiłem z mównicy sejmowej. Specjalnie nie podawałem wtedy nazw, ale kwoty, jakie mógł stracić Skarb Państwa z tego tytułu. To już najbliższe godziny, więc trzeba się uzbroić w cierpliwość.

Jeszcze w tym tygodniu postaram się to uczynić.

Procesy dobiegły końca i zostały zrealizowane. Wydaje mi się, że tam, gdzie prokuratura stwierdzi nieprawidłowości, tam być może pojawi się ścieżka, by odzyskiwać utracony majątek. Ale takim minimum minimorum, którego oczekujemy, jest to, by dać sygnał wszystkim tym, którzy w takie procesy są zaangażowani, w tym również pracownikom resortu skarbu państwa, członkom rad nadzorczych i zarządów, że pod rządami Prawa i Sprawiedliwości nie ma miejsca na sytuacje, w których spółki są sprzedawane po zaniżonej wartości.

Po pierwsze uważam, że proces prywatyzacji wykonywany przez moich poprzedników nie był podyktowany interesem głębszym niż tylko chęć pozyskania środków, tak bardzo potrzebnych do realizacji bieżących wydatków budżetowych czy łatania dziury budżetowej. On był podyktowany wyłącznie kwestiami fiskalnymi, co zresztą potwierdzali posłowie i ministrowie Platformy Obywatelskiej podczas posiedzeń sejmowej komisji skarbu państwa. Od tej filozofii należy odejść, a prywatyzacja ma służyć konkretnemu celowi. Jeśli pozbywamy się jakichś konkretnych sektorów czy spółek, bo nie są one potrzebne państwu, nie jesteśmy w stanie zarządzać nimi lepiej niż prywatny przedsiębiorca lub uważamy, że jest to jakiś sektor schyłkowy, w który nie warto inwestować, wtedy prywatyzacja jest zrozumiała.

Proszę nie przywiązywać się do przykładów, które podam, ale państwo nie musi zarządzać fabrykami zapałek, PKS-ami czy firmami odzieżowymi. Natomiast niewątpliwie w rękach Skarbu Państwa powinny być spółki z sektora elektroenergetycznego. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego pozbywano się akcji spółek takich jak KGHM. W 2010 r. pozyskano 2 mld zł z tego tytułu, ale już wówczas ostrzegaliśmy, że w związku z rosnącą ceną miedzi na rynkach światowych wartość tych akcji może być wkrótce nieporównywalnie wyższa. I okazało się, że była – już dziesięć miesięcy później o niemal miliard złotych. Więc jeśli nawet jest potrzeba, by prywatyzować, trzeba odpowiednio dobierać moment.

To jest pytanie strategiczne i tutaj bardzo się różnimy z naszymi poprzednikami. Otóż Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe, mimo zapisanego w strategiach rządowych postulatu, by nie prywatyzować sektora paliwowego, podejmowały próbę prywatyzacji spółki Lotos. My wychodzimy z założenia, że takie spółki jak Orlen, Lotos, PGNiG, duże grupy energetyczne, Azoty i KGHM powinny zostać pod kontrolą państwa i optymalnie by było, gdyby ten pakiet był większościowy. Oczywiście w dzisiejszej sytuacji jest to niemal niemożliwe, ale dlatego powstała ustawa o kontroli niektórych inwestycji, która była martwa w końcówce rządów PO, a którą myśmy uruchomili w tej chwili. Zyskaliśmy bardzo poważne narzędzie, by przeciwdziałać ewentualnym wrogim przejęciom.

Dziś mogę sobie pozwolić na opinię w tej sprawie, bo odpowiedzialny za wypracowanie strategii i podjęcie ostatecznych decyzji będzie minister energii Krzysztof Tchórzewski. Jego zdanie w tym przypadku jest wiążące. Ja jestem zwolennikiem konsolidacji sektora elektroenergetycznego.

Słowo „holding” może być zbyt mocnym określeniem. Chodzi po prostu o konsolidację tych spółek, które same nie mają wystarczającej masy krytycznej, by utrzymać się na rynku i z roku na rok z braku odpowiednich środków i braku odpowiednich sił tracą pozycję. Wytypowaliśmy 19 obszarów, znaleźliśmy potencjał przede wszystkim dla branży rolno-spożywczej. Mamy ponad 70 podmiotów, będących dziś w nadzorze ministra skarbu państwa i ministra rolnictwa, z tak potężnymi jak Krajowa Spółka Cukrowa. Widzimy tutaj możliwość zbudowania potężnego organizmu, który byłby w stanie konkurować z zachodnimi firmami obecnymi na polskim rynku. Jest też sektor odzieżowy, jest kilkanaście podmiotów zarządzających nieruchomościami. Gdy te firmy były w trudnej sytuacji finansowej, nasi poprzednicy postanowili je zlikwidować bądź też wnieść do innych przedsiębiorstw. My je dzisiaj konsolidujemy, zbudujemy jeden podmiot, który poprzez zarządzanie nieruchomościami i poprzez pomysły na zaangażowanie się w budownictwo mieszkaniowe będzie w stanie na tego typu zapotrzebowania odpowiedzieć.

Nie, ale będzie silnym narzędziem w naszych planach dotyczących budownictwa mieszkaniowego. Te nieruchomości, które są rozproszone w wielu podmiotach, trzeba teraz zagospodarować, a likwidacja wydaje mi się najmniej ambitnym pomysłem.

Do końca tego miesiąca chciałbym przedstawić kierunek, w którym będziemy zmierzali. Zgodnie z obietnicą do końca tego roku Ministerstwo Skarbu Państwa powinno przestać istnieć. Wraz z początkiem nowego roku chcielibyśmy rozpocząć finalizowanie projektu powstania holdingu czy też agencji rządowej. Każdy z tych projektów niesie za sobą pewne ryzyko i pewne wartości, dlatego jest to decyzja polityczna należąca do rządu.

Tak, chciałbym, żeby koncepcja ujrzała światło dzienne w tym miesiącu. Jestem zwolennikiem powołania takiego holdingu, skupiającego te podmioty, które w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie zostały przekazane do nadzoru innych resortów.

W nadzorze Skarbu Państwa wciąż pozostaje prawie 500 podmiotów, z czego 140 to są podmioty w upadłości i w likwidacji. Z nimi też trzeba sobie jakoś poradzić. To, że likwidujemy Ministerstwo Skarbu Państwa, nie znaczy, że możemy zostawić bez nadzoru kilkaset spółek, tych małych tzw. resztówek, w których mamy 3–5 proc. akcji, i tych dużych, które dobrze sobie radzą. Albo zostaną przekazane do ministerstw branżowych, albo wciągnięte do nowego podmiotu, jakim będzie holding Polska Grupa Narodowa. Zobaczymy jeszcze, jak to będzie wyglądało.

Holding będzie na to gotowy. Proszę zobaczyć, że Ministerstwo Skarbu Państwa obciążone jest dziś balastem, w którym jest mnóstwo procedur biurokratycznych i administracyjnych. Na 500 pracowników zatrudnionych w resorcie 400 zajmuje się wszystkim, tylko nie nadzorem właścicielskim. Zaledwie 100 realizuje nadzór sensu stricto. Jeśli uda nam się zbudować model, w którym nie będziemy obciążeni nadzorem właścicielskim, zamkniemy archaiczne procedury, a część z nich przekażemy do resortów, w których mogą być lepiej realizowane, to holding będzie lepiej funkcjonować.

Chcemy, aby było to profesjonalne narzędzie do zarządzania, w którym efekty będą widoczne już od pierwszych dni, dzięki uproszczonemu sposobowi zarządzania i nadzorowania. Wtedy być może któreś z podmiotów, o których panowie mówią, mogłyby tam trafić.

Często słyszę pytania, czemu taka zmiana musiała nastąpić. Była potrzebna. Z wielu rozmów, które przeprowadziłem z prezesami i zarządami, wynikało, że nie identyfikują się oni z nową ekipą, ale przede wszystkim nie identyfikują się z programem gospodarczym. Ciężko wyobrazić sobie skuteczną realizację tego programu w sytuacji, w której prezesi są krytycznie nastawieni.

Na czym miałoby ono polegać?

Ale mamy ludzi, którzy mają doświadczenie. Ja nie krytykuję moich poprzedników za to, że któryś z prezesów znał się z panem premierem Tuskiem lub z panią premier Kopacz. Nie tutaj jest ostrze mojej krytyki. Krytykuję to, w jaki sposób sprawowali oni władzę w spółkach. Jeśli podejmowali nieracjonalne decyzje, które narażały spółki na straty, albo uznawali, że jest to ich prywatny folwark, w którym wolno im wszystko, to było przeze mnie krytykowane. To, że ktoś z nich znał się ze środowiskiem politycznym, nie stanowi o dobrym sprawowaniu zarządu w spółce. Uważam, że jeśli panowie, o których panowie wspomnieli, będą skutecznie zarządzali swoimi podmiotami, to nie ma o co kruszyć kopii. Jeśli natomiast zobaczymy, a będziemy to bardzo surowo i krytycznie oceniać, że nie poradzą sobie, to tak jak zapowiedziałem z mównicy sejmowej – nie ma świętych krów. Każdy może być w każdej chwili odwołany.

>>> Czytaj też: Polska żywność będzie oznaczona jako gorsza? Jest nowy pomysł Komisji Europejskiej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj