Kubie ciągle ogromny kłopot sprawia przezwyciężenie skutków ekonomicznych tego, co Fidel Castro nazwał periodo especial, czyli okresu zaraz po upadku Bloku Wschodniego, w trakcie którego PKB tego kraju w przeciągu trzech lat (1991-1993) skurczyło się o ponad 37 proc. Dzisiejsze PKB (dane za 2015 r.) jest szacowane przez analityków na ok 80 mld dolarów amerykańskich. PKB per capita wynosi zatem nieco więcej niż 7000 dol. W przypadku PKB per capita liczonego parytetem siły nabywczej mamy ogromne rozpiętości – jedne źródła mówią o 20 tys. dol., inne o kwocie mniejszej o połowę.

Czy poprawa stosunków z USA będzie miała przełożenie na podniesienie warunków życia w tym kraju? Odpowiedź będzie zależeć od dynamiki przeprowadzanych przez władze kubańskie reform gospodarczych. Świadom konieczności zmian Raul Castro zdecydował się na bardzo powolne otwieranie gospodarki na świat. W efekcie mamy na wyspie do czynienia z raczkującą przedsiębiorczością, na razie ograniczającą się przede wszystkim do małej gastronomii (choć specjalnymi licencjami zostało objętych wiele innych zawodów).

Nawet tak skromne wystawienie gospodarki na mechanizmy rynkowe uświadomiło Kubańczykom wszystkie niebezpieczeństwa związane z transformacją. Bez dostępu do środków pochodzących z zagranicy przeciętna rodzina miałaby problem z prowadzeniem normalnego życia. Z gospodarką jest podobnie.

Trudno jest obecnie brać pod uwagę import rozwiązań neoliberalnych, Kuba się do tego nie spieszy. Castro jest zdecydowanie bliżej do wzorców chińskich, choć ma świadomość, że nie wszystkie chińskie rozwiązania da się przeszczepić na kubański grunt. Dr Katarzyna Dembicz z Centrum Studiów Latynoamerykańskich przy UW zwraca uwagę, że istnieją ogromne różnice między modelem chińskim a kubańskim w zakresie opieki socjalnej, dlatego Castro będzie musiał dopasowywać chińskie rozwiązania do kubańskiej rzeczywistości. Nawet jednak kapitalizm bazujący na doświadczeniach chińskich wymaga kapitału. A tego na Kubie, jak na lekarstwo. Jak więc Kuba może się odnaleźć się w środowisku gospodarki rynkowej?

Turystyka wyspy nie uratuje

Reklama

Duże nadzieje wiązane są z rozwojem turystyki. To nic nowego – na ten pomysł wpadł już Fidel Castro, kiedy szukał rozpaczliwie wyjścia ze wspomnianego periodo especial. Według źródeł MFW z 2014 r. wyspę odwiedza rocznie ponad 3 miliony turystów. Eksperci przestrzegają jednak przez zbyt dużymi nadziejami związanymi z tymi sektorem. Przede wszystkim wskazują oni na przestarzałą infrastrukturę i brak jakichkolwiek inwestycji w branży. Amerykański turysta, z którym wiąże się tak duże nadzieje, należy raczej do gatunku wybrednych. Rywalizują zaś o niego kraje z najbliższego sąsiedztwa.

Dalsze otwieranie się na świat będzie też wymagało szybkiej unifikacji kursów walutowych. To doprowadzi zaś do eliminacji obrotu czarnorynkowego. W efekcie Kuba stanie się po prostu znacznie droższa.

Co innego, poza walorami turystycznymi, może zaoferować Kuba na światowych rynkach? Cygara i rum – nie wystarczą. Kuba nie dysponuje żadną branżą przemysłową. Mimo świetnie wykształconej rzeszy ludzi kraj ten nie jest w posiadaniu też żadnej istotnej technologii. Rolnictwo jest bardzo nieefektywne, a ceny trzciny cukrowej na światowych rynkach są bardzo niskie. Dziś dywersyfikacja gospodarki na Kubie jest niemożliwa.

Kubańczycy są bardzo dumni z osiągnięć z rozpoczętej prawie 6 lat temu rewolucji. Chodzi przede wszystkim o rozwiniętą opiekę społeczną a także całkiem sprawny system edukacji. Beto Vazquez, brazylijski komentator, powiedział kiedyś, że w Ameryce Łacińskiej wiele dzieci chodzi głodnych spać, ale żadne z nich nie znajduje się na Kubie. Kubańczycy mają świadomość, że transformacja gospodarcza może im te „zdobycze” odebrać. Bardziej otwarte jest tylko młode pokolenie, które z otwarciem gospodarczym wiąże duże nadzieje. Kuba stoi na skraju bankructwa więc gorzej już być nie może.

Odnowienie relacji USA - Kuba to przełom, ale gospodarczego ożywienia z dnia na dzień lepiej się nie spodziewać. Stan gospodarki kubańskiej jest katastrofalny. Według Harvard Business Review jej PKB wynosi obecnie tyle samo co w 1985 r. zachęca do rozważań nad przyczynami tego zbliżenia oraz zastanowienia się nad tym, co dalej będzie się działo z kubańska gospodarką.

>>> Czytaj też: Fidel Castro: Kuba nie potrzebuje prezentu od USA

Naprawianie błędów

USA są dziś jedynym krajem obu Ameryk, który ma tak ubogie kontakty (w tym dyplomatyczne) z Hawaną. USA dostrzegają jednak błędy w swojej dotychczasowej polityce zagranicznej wobec Kuby. Widzą, że obstawanie przy twardym kursie wobec Hawany skutkuje już nie tyle izolacją Kuby, co erozją wpływów USA na własnym kontynencie oraz na świecie.

Wzrosła znacząco rola Brazylii, Rosji i przede wszystkim Chin, ale każdy z nich ma kłopoty wewnętrzne, które dla Waszyngtonu stają się okazją do odzyskania chociaż części utraconych wpływów; Waszyngton nie jest w stanie rozwiązać dwóch istotnych problemów w tamtym regionie: problemu kolumbijskiej partyzantki FARC oraz kryzysu politycznego w Wenezueli. Nieuregulowane stosunki dyplomatyczne z Kubą narażają USA na pewien rodzaj ostracyzm ze strony bardzo silnych ugrupowań lewicowych Ameryki Łacińskiej.

Rozszczelnianie blokady

Losy embarga nałożonego na Kubę w latach 60. będą się ważyć prawdopodobnie w Miami – największym w Stanach Zjednoczonych siedlisku diaspory kubańskiej. Leszek Ładowski, prezes organizacji Polish American Chamber of Commerce of Florida and the Americas, wskazuje, że obecnie zachodzi tam ważna zmiana pokoleniowa. Pierwsze pokolenie znane z najbardziej wrogiego stosunku do reżimu Castro powoli odchodzi, a do głosu coraz częściej dochodzą ci, którzy na własnej skórze nie odczuli skutków rewolucji (np. uwłaszczenia). Cechuje ich również większy pragmatyzm, uważa Leszek Ładowski. Tęsknią za Kubą, za żyjącymi tam krewnymi, a to skłania ich do weryfikowania decyzji inwestycyjnych „Dlaczego mamy inwestować na Dominikanie albo w jeszcze mniej znanym miejscu, skoro możemy na Kubie?”, pytają. To pokolenie właśnie będzie w niedalekiej przyszłości decydować o rozwoju Kuby.

Zdaniem Ładowskiego samo zniesienie embarga nie utoruje drogi do współpracy gospodarczej USA i Kuby. Będzie odwrotnie – to rodząca się wymiana handlowa z Kubą doprowadzi do zniesienia embarga. Inwestowanie na Kubie jest obarczone ogromną dozą ryzyka, ale ci, którzy dziś zaryzykują mają największe szanse na największe profity.

Kuba to marka ułatwiająca rozszerzanie wpływów – biznesowych i politycznych – na inne części Ameryki Łacińskiej.

Autor: Paweł Kowalewski

Źródło nieznane