Waszczykowski: Przestajemy być gorszym członkiem NATO [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
7 lipca 2016, 05:40
NATO
NATO/ShutterStock
W 1999 r. to my weszliśmy do Sojuszu, teraz, po warszawskim szczycie, to Sojusz wejdzie do Polski – mówi w wywiadzie Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych.

Nie ma różnicy między rotacją a stałą bazą. Nie rozumiem tego rozróżnienia. W stałych bazach też żołnierze się rotują, tylko w dłuższym okresie. Nikt nie przyjeżdża do baz w Niemczech czy we Włoszech do końca życia. To eufemizm, bo państwa zachodnie nie chcą budować baz w stylu wojskowych miast z czasów zimnej wojny, które przyjmowały wojskowe rodziny na kilka lat. Dzisiaj można obecność wojskową zapewnić w prostszy sposób, przez częstszą wymianę żołnierzy. Nie bardzo rozumiem, o co pan pyta i co dywaguje?

I będą stałe bazy. Żołnierze będą mieszkali w polskich koszarach, które muszą być zmodernizowane i dostosowane do tego celu, a nie w prowizorycznych namiotach. Tylko będą się częściej wymieniać niż w czasach zimnej wojny. Czy baza w Redzikowie będzie ruchoma? Nie. Będzie stała.

Oczywiście, chcą tym eufemizmem z powodów politycznych przykryć obecność wojsk, ale za tym stoją też oszczędności. NATO nie chce za dużo łożyć na remonty koszar. Ale i tak będzie więcej sprzętu, który dotychczas przyjeżdżał z żołnierzami na manewry i wyjeżdżał po nich. Teraz, gdy będą stacjonować długie miesiące i lata, sprzęt musi być na miejscu, podczas gdy żołnierze będą się zmieniać.

Warto przypomnieć jeszcze te podjęte na szczycie w Walii w sprawie szpicy, która ma liczyć ok. 5 tys. żołnierzy i będzie szybko docierać w obszar wschodniej flanki NATO w sytuacjach zagrożenia. Obecny szczyt zdecyduje, że ma zostać rozlokowana w Polsce grupa batalionowa licząca od 1 tys. do 1,5 tys. żołnierzy. Z naszego kraju ma operować także amerykańska brygada licząca do 4 tys. żołnierzy, której zasadnicze elementy mają stacjonować u nas. Jej pododdziały będą podróżowały do innych krajów regionu. Oprócz tego mamy bazę w Redzikowie, w której znajduje się kilkuset żołnierzy. Czyli w szczytowych momentach eskalacji napięcia, które wymagałyby wzmocnienia wojskowej obecności w Polsce, może u nas stacjonować ok. 10 tys. żołnierzy Sojuszu ze sprzętem. To już jest poważna siła, która zmienia geopolitykę. Przestajemy być państwem, w którym nie ma natowskiej obecności.

Była na Bugu, ale politycznie. Do tej pory mieliśmy wizyty samolotów czy żołnierzy ze sprzętem, którzy ćwiczyli różnego rodzaju misje wojskowe, ale na ogół scenariusz nie mówił nic o obronie Polski. Dziś będziemy mieć obecność, która jest elementem obrony Polski. To radykalnie zmienia naszą sytuację wojskową i geopolityczną. Ten obszar przestaje być nieokreśloną sferą bezpieczeństwa, jaką był do tej pory. Przypomnę wywiad Rona Asmusa dla „Polityki” w 2009 r, w którym mówił, że Polska po wejściu do NATO stała się członkiem Sojuszu, ale klasy B. Po szczycie warszawskim i implementacji tego szczytu przestajemy być członkiem klasy B. Będziemy członkiem politycznym z wojskową obecnością wojsk NATO na naszym terytorium. Tak jak w 1999 r. weszliśmy do NATO, to po warszawskim szczycie sojuszu NATO wejdzie do Polski.

Taki cel ma rozlokowanie grup batalionowych w tych państwach. Będą spięte przez dowództwo, które będzie w Polsce. Zostanie zwiększona liczba manewrów, mieliśmy ostatnio przykład ćwiczeń „Anakonda”. Szczyt w znaczący sposób wzmocni bezpieczeństwo także tych krajów.

Decyzje NATO są odpowiedzią na eskalowanie problemów przez Rosję. To Rosja zaatakowała Gruzję w 2008 r. Rosja zaanektowała Krym i wywołała rebelię w Donbasie. Rosja prowadzi operację wojskową w Syrii. To Rosja organizuje prowokacyjne manewry, podczas których są ćwiczone elementy użycia broni jądrowej. Rosja organizuje incydenty na Bałtyku. Więc my odpowiadamy na zachowanie Rosji, które do tej pory było konfrontacyjne czy wręcz agresywne.

Jesteśmy jednym z państw najbardziej zainteresowanych tym, by mieć normalne, partnerskie także biznesowe relacje z Rosją. Jesteśmy sąsiadami i moglibyśmy korzystać z tego wielkiego rynku zarówno jako eksporterzy, jak i importerzy, ale to nie po naszej stronie zostały popsute te relacje. Jeszcze raz przypomnę: Rosja prowadzi trzecią wojnę w tej dekadzie i pokazuje konfrontacyjne zachowania. Chcielibyśmy, by wróciła do status quo ante, czyli wycofała wojska z Donbasu, z Krymu czy ułożyła relacje na Kaukazie, bo odgrywa rolę w niezakończonym konflikcie o Karabach między Armenią a Azerbejdżanem. My, jako jedyny kraj NATO, sąsiadujemy z ofiarą i agresorem, czyli Ukrainą i Rosją. Zakończenie imperialnej polityki Rosji pozytywnie wpłynęłoby na nasze bezpieczeństwo, a przyszłości także na rozwój relacji handlowych, czego byśmy sobie życzyli.

Trudno to sobie wyobrazić. Rosja nie traktuje nas po partnersku. Atakuje nas np. za rozbieranie w różnych miastach pomników Armii Czerwonej, które były w oszalały sposób stawiane w poprzednim systemie. Jesteśmy przyrównywani do barbarzyństwa Państwa Islamskiego. Przecież my nie rozbieramy dzieł sztuki, lokalne społeczności mają prawo rozbierać monumenty, które były dowodem naszego poddaństwa i wasalizacji. Natomiast cmentarze żołnierzy rosyjskich czy radzieckich otaczamy opieką i chronimy zgodnie z konwencjami międzynarodowymi. Rosja tego nie zauważa, chce natomiast, byśmy zachowali te świadectwa sowieckiej dominacji w Polsce, mimo że sama do pewnego stopnia rozstała się z dziedzictwem komunizmu, choć pielęgnuje tradycje Związku Radzieckiego, który był opresyjny wobec tej części Europy.

Zapracowanym. W NATO jest powiedzenie, że musimy spoglądać na świat z perspektywy 360 stopni, bo zagrożenia przychodzą z różnych kierunków. To nie tylko Wschód czy Bliski Wschód, rywalizacja toczy się również na północy, choćby o Arktykę. Tam też Rosja prowadzi różne działania. Dlatego NATO nie może osiąść na laurach po szczycie. Musi zrealizować decyzje, jakie na nim zapadną w sprawie flanki wschodniej, po drugie, co także ma być konkluzją, Sojusz będzie monitorować sytuację bezpieczeństwa i dostosowywać się. To oznacza, że jeśli po stronie rosyjskiej dojdzie do refleksji i rezygnacji z buńczucznej polityki, NATO nie będzie podejmowało dalszych kroków. Ale jeśli z tamtej strony będzie nie tylko retoryka, ale także eskalacja odpowiedzi na obronne działania NATO, czego efektem będzie wzrost zagrożenia, to NATO będzie reagowało i dostosuje się do sytuacji.

Nie sądzę. Do tej pory w różnych kampaniach byli kandydaci odwołujący się do nastrojów izolacjonistycznych, ale po wyborach często było inaczej. Nasza wiedza wzbogaci się po konwencjach wyborczych, które odbędą się w drugiej połowie lipca. Wówczas kandydaci dostaną oficjalne nominacje od swoich ugrupowań, przedstawią kandydatów na wiceprezydentów czy doradców, którzy mogą zająć stanowiska w administracji państwowej. Dwójka kandydatów zacznie być informowana przez służby dyplomatyczne i bezpieczeństwa USA. Wtedy się przekonamy, czy kandydat kontynuuje retorykę z poprzedniej części kampanii, czy będzie bardziej umiarkowany i refleksyjny, po tym jak dostał informacje, jakie są zagrożenia, kto jest geopolitycznym rywalem i jakie wyzwania czyhają na USA. Do tej pory mieliśmy kampanijną strategię na użytek wewnętrzny, Donald Tramp przyjął taktykę odchodzenia od poprawności politycznej, antyestablishmentową, zobaczymy, jakie recepty będzie formułował pod koniec lipca.

To pomysły dyskutowane od lat 90. Chodzi tylko o to, by nie były konkurencyjne wobec NATO. Europy nie stać dziś na stworzenie konkurencyjnej i dublującej struktury wobec Sojuszu. Natomiast wszelkie inicjatywy uzupełniające NATO są pożądane. Zresztą podczas obrad szczytu będzie rozmowa na temat współpracy z UE, będą najwyżsi przedstawiciele UE Tusk, Juncker i Mogherini. Są pomysły, by odnowić współpracę, odmrozić kontakty między obiema organizacjami. Chodzi o wymianę informacji, współpracę wywiadowczą czy wobec zagrożeń działaniami hybrydowymi, czy atakami cybernetycznymi. Obie instytucje mogą się uzupełniać i takie propozycje są przygotowywane, by stworzyć playbook, czyli procedurę postępowania w obliczu zagrożeń hybrydowych.

Mam nadzieję, że NATO podtrzyma koncepcję otwartych drzwi. Będzie specjalna sesja zarówno z Gruzją, jak i Ukrainą, ale to od tych krajów zależy, czy będą realizować politykę proeuropejską i proatlantycką. Na szczyt są także zaproszone dwa kraje skandynawskie Szwecja i Finlandia, którym z NATO jest coraz bardziej po drodze. Nie mają aspiracji, żeby wejść, jako członkowie, ale możliwość rozszerzenia współpracy poza obszar traktatowy jest duża.

Nie widzę podstaw do takich rozmów. To dyskusja o bezpieczeństwie Sojuszu, a zwłaszcza jego wschodniej flanki, rozmowy o wewnętrznych sprawach Polski byłyby tu nie na temat. Tym bardziej że sprawa trybunału toczy się w parlamencie, są omawiane odpowiednie propozycje i być może jeszcze przed rozpoczęciem szczytu ustawa zostanie uchwalona, a sprawa zamknięta. 

>>> Czytaj też: Wiadomo już, kiedy odbędzie się spotkanie Rady NATO-Rosja

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj