Dostaje się ostatnio panu od przedsiębiorców – nie są usatysfakcjonowani ani zakresem pomocy udzielanej im przez rząd, ani waszymi działaniami.

Rozumiem tę frustrację: ludzie tracą firmy, ich świat się rozpada. W sytuacji kryzysu pojawiają się osoby, które chcą wypłynąć na nieszczęściu innych, zaś w mediach społecznościowych gardłują „liderzy”, wysuwający nierealne żądania. Ludzie to kupują, bo w ciężkich czasach na sile przybiera myślenie magiczne, wiara we wróżki i cuda. A ja w fantastyce nie robię. Ludzie stają się potwornie roszczeniowi. I to także ci, którzy jeszcze niedawno krzyczeli: „Mniej rządu, niech się władza odczepi od nas i do niczego nie wtrąca!” – a teraz żądają, by rząd się nimi czule zajął. Dla takich osób nie jesteśmy partnerem. Trzeba spojrzeć rzeczywistości prosto w oczy i wziąć to, co się wydarzyło, na klatę. Wspólnie. Antykryzysowa propozycja obozu władzy, aby podzielić koszty kryzysu w proporcji 40-40-20 (budżet państwa-pracodawcy-pracownicy), jest uczciwym kompromisem.

Reklama

Takie stanowisko także się nie podoba ludziom, padają oskarżenia, że się przymilacie władzy, a pan został uznany za „pisiora”.

Kim ja nie byłem, chyba tylko nie zapisywano mnie do SLD, ale pewnie wszystko przede mną. A serio, to nie mamy jako ZPP problemu, żeby chwalić rząd, jak coś robi dobrze, i krytykować, kiedy robi źle. I naciskać, jeśli uważamy, że powinien podjąć konkretne działania. To my jako pierwsi zaczęliśmy się domagać tego, by zawiesić składki ZUS dla mikroprzedsiębiorców – skutecznie. To my krytykowaliśmy pierwszą wersję tarczy, która była potwornie sztywna i na wzór sowiecki zbiurokratyzowana. My pierwsi domagaliśmy się pakietu płynnościowego, który będzie pozbawiony tego mankamentu, i on w przyszłym tygodniu wejdzie w życie. Cieszę się także, że premier zdecydował się na to, o co od dawna go „cisnęliśmy”, a więc na powolne odmrażanie gospodarki.

Katastrofą byłaby ciągnąca się przez kolejne tygodnie kampania wyborcza, która – mimo przepełnionych hipokryzją zapewnień, że jej nie ma – trwa i ma rujnujący wpływ na rzeczywistość. Bo jeśli będzie się przeciągała, rząd nie będzie w stanie podjąć koniecznych, ale niepopularnych decyzji. Dlatego, moim zdaniem, wybory powinny się odbyć albo w maju, albo za dwa lata.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.