Zrównoważone finanse, zrównoważony biznes, czyli ESG - to hasło stało się w ostatnim czasie bardzo popularne. Moda? Konieczność?

Materiały prasowe

Przemysław Paprotny: Z całą pewnością potrzeba. Aczkolwiek jak zawsze w przypadku nowych regulacji, mamy do czynienia z podmiotami, które traktują to jako zło konieczne, kolejny wymóg administracyjny. Są i takie, które traktują to jako szansę na podbudowanie wizerunku. Ale też są gracze, którzy postrzegają inicjatywy związane z ładem środowiskowym, społecznym i korporacyjnym jako szansę na faktyczną transformację biznesu.
Co roku przeprowadzamy PwC CEO Survey - badanie wśród zarządzających przedsiębiorstwami na całym świecie. W tym roku zadaliśmy także pytania dotyczące wagi zrównoważonego rozwoju i inicjatyw ESG. Wyniki pokazują, że mamy trochę do nadrobienia względem świata. U nas 35 proc. ankietowanych potwierdza, że uwzględnia ESG w swojej strategii biznesowej. W skali świata takiej odpowiedzi udziela 60 proc.

Jakie jest podejście największych krajowych firm? Zło konieczne, czy szansa?

Materiały prasowe

Ilona Wołyniec: Jeśli chodzi o banki, to kontekst jest dużo szerszy. Banki są instytucjami, które mają ogromny wpływ na wdrażanie zasad zrównoważonej gospodarki. Swoimi działaniami mogą bowiem wpływać na całe otoczenie w którym funkcjonują – a więc nie tylko na siebie i swoje spółki zależne, ale także na klientów. Od kilku lat w obszarze ESG widoczna jest prawdziwa rewolucja. Akcjonariusze i obligatariusze banków, wyraźnie zaczęli od nich oczekiwać, że w swojej działalności będą stosowali zasady ESG. Banki, które są uzależnione od finansowania rynkowego nie miały więc innego wyjścia niż zacząć uwzględniać zasady ESG.

ESG jest więc w pewnym stopniu elementem nacisku społecznego którego celem jest to aby instytucje finansowe stawały się coraz bardziej odpowiedzialne. Żeby wspierały odpowiedzialny rozwój i żeby przez to, że dostarczają finansowanie dużym firmom, mogły również wywierać pewną presję na te firmy - żeby i one chciały się zmieniać tak, jak zmienia się świat, jak zmieniają się oczekiwania w zakresie ochrony klimatu i odpowiedzialnego rozwoju. Traktujemy to jako element naszej świadomej polityki - zarówno kredytowej, jak po prostu polityki funkcjonowania banku. Dlatego w 2020 r. uruchomiliśmy projekt ESG, którego celem jest m.in. monitorowanie i ograniczanie negatywnego wpływu działalności grupy na środowisko. Bank ogranicza swój bezpośredni wpływ na środowisko oraz dostosowuje swoje polityki kredytowe dla poszczególnych sektorów gospodarki tak, aby motywować do tego także swoich klientów. Uruchomiliśmy również dedykowany serwis, w którym zainteresowane osoby mogą śledzić aktualne działania banku w zakresie ESG.

Gdy prezesów banków pyta się o to, czy przestaną finansować brudny przemysł, to unikają jednoznacznych deklaracji.

Ilona Wołyniec: Bo pytanie jest niewłaściwie postawione. Jednym z elementów polityki klimatycznej Unii Europejskiej jest wspieranie transformacji energetycznej. To oznacza, że UE będzie też ze swoich funduszy przeznaczać środki na to, by firmy, które dziś są zaliczane do „brudnych”, firmy wysokoemisyjne, zmieniały profil działania i stawały się coraz bardziej zielone, coraz bardziej efektywne energetycznie.

Gdybyśmy zdecydowali się na jednoznaczną deklarację: „nie, odtąd nie finansujemy brudnych branż”, to by oznaczało, że te firmy nie miałyby szansy na transformację energetyczną. Bank nie finansuje firm, które nie chcą się zmienić, wspiera za to takie, które chcą przejść ścieżkę transformacji i zmienić swój miks energetyczny. Myślę, że to właśnie jest jednym z elementów zrównoważonego rozwoju. Dlatego też UE wprowadziła zasadę, że daje nam - nie tylko Polsce i naszym firmom - czas na transformację i przeznacza na to pieniądze.

Jak to wygląda z perspektywy firmy działającej w trudnej, z tego punktu widzenia, branży? Dla Orlenu ESG to...

Materiały prasowe

Michał Perlik: Proszę zwrócić uwagę, jak szybko przeszliśmy od szerokiego pojęcia ESG do transformacji energetycznej. Kwestia środowiskowa to tylko jeden z elementów ESG, choć trzeba otwarcie powiedzieć, że z punktu widzenia firm i inwestorów jeden z najważniejszych. Transformacja energetyczna jest numerem jeden na agendzie Komisji Europejskiej. Widać, że UE chce na tej transformacji budować swoją przewagę konkurencyjną w długim okresie. Jak podkreśliła dyr. Wołyniec, Unia stosuje wiele metod na zasadzie i „kija i marchewki”, żeby tę transformację wspomóc. Marchewka to te wszystkie programy pomocowe, uprzywilejowane finansowanie, co ma służyć temu, by całe gospodarki i poszczególne firmy dołączyły do transformacji energetycznej. Z drugiej strony mamy szereg regulacji, które zmuszają do transformacji. Mam na myśli np. konieczność zakupu praw do emisji CO2, co w naszym przypadku, już przy obecnych cenach tych praw, stanowi bardzo istotne koszty. To już kwoty rzędu setek milionów złotych.

Orlen chce uczestniczyć w procesie transformacji energetycznej. Chce być liderem tego procesu w tej części Europy. Ostatni rok był dla nas przełomowy. Przejęliśmy kontrolę nad grupą Energa, która posiada jeden z największych portfeli OZE w Polsce i jedną z większych sieci dystrybucji energii elektrycznej. Tak zmieniliśmy się z firmy, która historycznie wywodzi się z sektora „oil&gas” w koncern multienergetyczny.

W zeszłym roku przyjęliśmy też cele dotyczące redukcji emisyjności CO2. We wrześniu jako pierwsza firma tego typu w tej części Europy przedstawiliśmy aspiracje, by być zeroemisyjnym netto do 2050 r., czyli tak, jak oczekuje tego UE. Do 2030 r. sformułowaliśmy bardzo precyzyjne cele redukcji emisyjności w zakresie Scope 1 i Scope 2 na aktywach petrochemicznych, rafineryjnych i energetycznych. To jest odpowiednio zejście z emisjami o 20 proc. w segmencie downstream i 33 proc. na MW wytwarzanej energii elektrycznej. Mamy bardzo precyzyjny plan dojścia do tych celów. Plan dekarbonizacji stał się bardzo ważną częścią długoterminowej strategii, jaką ogłosiliśmy w listopadzie. W niej z kolei mówimy, że na zrównoważony rozwój w tej dekadzie chcemy poświęcić 30 mld zł wydatków inwestycyjnych.

Podsumowaniem naszych działań zmierzających w kierunku transformacji energetycznej był grudzień, kiedy wyemitowaliśmy pierwsze w tej części Europy obligacje oparte na ratingach ESG. Od ratingu zależy oprocentowanie tych papierów.

Mogę powiedzieć, że najbliższe lata też będą intensywne, jeśli chodzi o ESG w Orlenie. Więc my zdecydowanie postrzegamy to jako szansę.

Dla Giełdy ESG to również szansa? Mam na myśli zarówno GPW jako spółkę, jak i jako rynek. Jak oceniacie poziom świadomości, działań związanych z ESG w firmach z naszego parkietu?

Materiały prasowe

Tomasz Wiśniewski: To prawda, że perspektywa Giełdy jest dwuwymiarowa. Jesteśmy organizatorem obrotu, miejscem notowania różnych spółek a więc podmiotem, który podejmuje działania wobec rynku. Równocześnie jesteśmy też spółką publiczną, która musi podejmować działania w świetle zmieniających się przepisów i potrzeb zgłaszanych przez inwestorów i otoczenie regulacyjne. W obu tych wymiarach podejmujemy działania.
Na podstawie doświadczeń, kontaktów szczególnie z inwestorami zagranicznymi, można wyraźnie stwierdzić, że przykładają dziś dużo większą uwagę do inwestycji zrównoważonych albo do uwzględniania różnego typu danych niefinansowych w swoich modelach inwestycyjnych. Są fundusze, które mówią: „decydujemy się tylko na spółki, które uznajemy za odpowiedzialne społecznie, które wypełniają pewne przyjęte przez nas kryteria”. Ale są też takie, które biorą pod uwagę spółki „in transition”. To podejście mówi: „te podmioty są dziś w określonym miejscu, ale biorąc pod uwagę ich deklaracje, za jakiś czas to będzie wyglądać inaczej”. Dają szansę na wypełnienie tych deklaracji.

To oznacza, że we wszystkie spółki z warszawskiej giełdy można „odpowiedzialnie” zainwestować?

Tomasz Wiśniewski: Jeżeli przyjmiemy takie szerokie podejście do inwestowania, to lista firm jest stosunkowo długa. Oczywiście są pewne, szczególnie „trudne” branże i szczególnie „wymagający” inwestorzy. Wtedy możemy mieć do czynienia z wykluczeniem określonych spółek z portfeli. Takim przykładem były decyzje norweskiego państwowego funduszu emerytalnego o zmianach w polityce inwestycyjnej, co przekładało się na wykluczenie z inwestycji w te poszukujące i wydobywające ropę naftową. Nie dotyczyło to oczywiście tylko naszego kraju.

Jak duży dystans dzieli, jeśli chodzi o ESG, polskie firmy od awangardy z krajów zachodnich?

Przemysław Paprotny: Przede wszystkim trzeba docenić to, że w Polsce mają miejsce starania zgodne z duchem ESG. Mamy już pierwsze zielone emisje, pierwsze projekty zrównoważonych inwestycji, powstają fundusze zakładające inwestowanie w takie aktywa, zwykle chodzi o energię odnawialną.

Ale popatrzmy na tę zachodnią „awangardę”. Znam instytucje, które oprócz polityki informacyjnej idą dalej. Na przykład są już banki, które w ramach tzw. II filaru dotyczącego wymogów kapitałowych wprowadziły pilotażowo dobrowolne zróżnicowanie wag ryzyka, a co za tym idzie dostępu do finansowania i jego ceny w zależności od ratingu ESG kredytobiorcy. Asset managerowie wprowadzają limity alokacji aktywów w zależności od takich ratingów.

Sukces wynikający z ESG nie będzie mierzony spełnieniem określonego wymogu dotyczącego raportowania czy wprowadzeniem danego standardu regulacyjnego. Mówimy o szeroko zakrojonej transformacji - i to gospodarki światowej. To musi potrwać długo i będzie się wiązało z dużymi kosztami, zarówno w wymiarze finansowym, jak i społecznym.

Z czego bierze się przełom, o którym państwo mówiliście? Czy to kwestia kosztów, gonienia liderów, czy to nacisk ze strony klientów albo mówiąc szerzej interesariuszy? A może to wpływ regulacji?

Michał Perlik: Wszystko po trochu. Na pewno obserwujemy rosnącą presję ze strony klientów, których świadomość ekologiczna coraz bardziej rośnie. I rośnie presja, by nasze produkty były coraz bardziej zrównoważone.

Co do inwestorów - jeszcze rok czy dwa lata temu podczas emisji zielonych obligacji na eurorynku nie obserwowano jakichś znaczących premii w stosunku do „zwykłych” papierów. W tej chwili widać już różnicę w oprocentowaniu. Jest to zachęta do emitowania zielonych obligacji, starania się o zielone kredytowanie.

Mówiłem już o kwestiach regulacyjnych, związanych z obciążeniem kosztowym firm, które nie chcą się transformować, redukować swojej emisyjności. One w dłuższej perspektywie z tego powodu będą coraz mniej konkurencyjne. Będzie im też coraz trudniej finansować działalność. Rośnie grono inwestorów, którzy są gotowi inwestować tylko w zielone firmy albo, jeśli miałyby to być firmy z sektorów historycznie „trudniejszych”, to chcą widzieć mocne zobowiązanie do zmiany poparte bardzo solidnymi fundamentami w postaci konkretnych celów i planów, chcą też, by firmy regularnie się z tego rozliczały. W Europie Zachodniej to jest już standardem, u nas się dopiero zaczyna - to kwestia raportowania, certyfikacji, emisji, które posiadają opinie niezależnych audytorów. Trzeba otwarcie powiedzieć, że my dopiero zaczynamy się tego uczyć.

Ilona Wołyniec: Zgodzę się, że my się tego uczymy, ale w przyspieszonym tempie. W sektorze finansowym akceptacja do finansowania transformacji energetycznej istnieje już od bardzo dawna. Od wielu lat istniały programy Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, które wspierały np. modernizację linii przesyłowych energetycznych. Polskie banki w nich uczestniczyły. W ten sposób starały się podążać za szeroko rozumianym trendem klimatycznym.
Do naszych klientów dotarło już to, że zmiany klimatyczne są faktem i że każdy z nas musi dołożyć swoją małą cegiełkę, by one nie postępowały w takim tempie, jak dotychczas. Klienci zaczęli się interesować - wiemy o tym, bo my jesteśmy przecież bardzo aktywni np. na rynku kredytów mieszkaniowych - technologiami, które są efektywne energetycznie. To pozwoliło naszemu bankowi hipotecznemu wyemitować zielone listy zastawne bazujące na „zielonych hipotekach”. Trzeba to jasno powiedzieć: ci klienci musieli ponieść dodatkowy koszt, żeby zbudować swoje domy w technologiach efektywnych energetycznie. Klient musi zaakceptować wyższą cenę - niekoniecznie w kredycie, ale w koszcie zakupu technologii.

W dużych firmach świadomość konieczności poniesienia wyższego kosztu, by produkować w sposób zrównoważony i mieć lepszą pozycję rynkową, pojawia się szybciej. Znacząco trudniejsze jest przekonanie do tego małych i średnich przedsiębiorstw, gdzie ogromną rolę odgrywa cena.. Dlatego główni uczestnicy rynku muszą starać się propagować ESG również wśród mniejszych klientów. Jeśli zmienią się tylko duże firmy, a małe nie, to nie osiągniemy efektu, na jakim nam zależy. Na tym polega wyzwanie: jak banki mają edukować swoich klientów; jak duże firmy, które mają swoich podwykonawców, mogą ich wspierać w tym, by stosowali lepsze, ale droższe technologie; jak zbudować cały łańcuch uczestnictwa w tym procesie.

Jak może edukować Giełda? Stopa zwrotu z indeksu WIG-ESG nie różni się zbytnio od stopy zwrotu z indeksu WIG20.

Tomasz Wiśniewski: Działania edukacyjne Giełdy w tym wymiarze są podejmowane od 2002 r., kiedy pojawił się pierwszy kodeks dobrych praktyk spółek giełdowych. Teraz powstają kolejne wersje tego dokumentu. Nowy zbiór zasad ładu korporacyjnego dla spółek notowanych na GPW wejdzie w życie w tym roku. . W 2009 r. Giełda wprowadziła Respect Index, który był kierowany do największych, najbardziej płynnych spółek. Od samego początku udział w indeksie był dobrowolny. Kiedy startowaliśmy, zainteresowanie spółek udziałem w tym indeksie kształtowało się na poziomie 15-16 podmiotów. Po 10 latach do tego indeksu należało już 31 podmiotów.

Jeśli chodzi o raportowanie ESG ze strony spółek to kluczowe było podłoże regulacyjne, które pojawiło się na przestrzeni ostatnich lat. To wywołało lawinowy wzrost raportujących dane niefinansowe. Udostępnia je w tej chwili ok. 150 spółek. Z moich obserwacji wynika, że są co najmniej trzy stymulatory dla takiego raportowania. Po pierwsze, to inicjatywy oddolne. Zdarzają się wizjonerzy w spółkach, którzy mówią: „zróbmy to i u nas”. Jeżeli taka osoba jest w stanie przekonać swoich przełożonych - prezesa, udaje się to zrobić. Drugim elementem stymulującym są akcjonariusze spółek. Pierwotnie dotyczyło to podmiotów zagranicznych, co było efektem stosowanych zachęt wobec krajowych firm do raportowania danych niefinansowych. Wreszcie - co wydawało się nam wszystkim naturalne - punktem wyjścia do raportowania są same decyzje zarządów spółek. Przedstawiciel jednej ze spółek powiedział mi kiedyś tak: „Nie byłem do tego przekonany. Ale wziąłem udział w forum ekonomicznym w Davos. Tam ciągle o tym mówili. Stwierdziłem, że coś jest na rzeczy i dlatego w to weszliśmy”.

W kontekście indeksu WIG-ESG warto podkreślić, że w 2019 roku zastąpił on indeks Respect. Inne są również zasady kwalifikacji spółek do tego wskaźnika. W tej chwili współpracujemy z niezależnym podmiotem międzynarodowym, agencją scoringową, która dostarcza nam dane w zakresie ESG, co jest podstawą do kwalifikacji spółek z tego indeksu. To oznacza, że cały proces weryfikacji dzieje się bez konieczności udziału samych spółek i co najważniejsze jest on realizowany z powszechnie akceptowanym na całym świecie standardami. Ponieważ wchodzą do niego spółki z indeksu WIG20 i mWIG40, to siłą rzeczy jego wartości będą kształtować się gdzieś pomiędzy tymi spółkami największymi i średnimi. W głównych indeksach punktem wyjścia dla określenia udziału spółek jest informacja, ile akcji jest dostępnych w wolnym obrocie. W WIG-ESG nakładamy dodatkowy element: scoring ESG. Jeśli on jest odpowiednio wyższy albo niższy, ma to przełożenie na udział w indeksie. To ma też wpływ na stopę zwrotu.

Indeks jest ważny, bo znaczenie inwestorów nastawionych na inwestycje ESG szybko rośnie. W ubiegłym roku aktywa tego typu funduszy wynosiły globalnie 40 bln dol. Jeszcze kilka la temu było to niespełna 30 bln dol.

Będąc w Unii Europejskiej podlegamy tym samym regulacjom, co pozostałe kraje Wspólnoty. Od niedawna mamy rozporządzenie SFDR dotyczące ujawniania polityki zrównoważonego inwestowania przez instytucje finansowe. Jakie to ma znaczenie?

Przemysław Paprotny: Rozporządzenie SFDR wprowadza konieczność informowania rynku o pewnych aktywnościach podejmowanych przez instytucje finansowe. Zakładam, że to dopiero początek. Powinniśmy się spodziewać, że w kolejnych latach to będzie uszczegóławiane. Pojawią się standardy techniczne, które być może będą mówiły, w jaki sposób instytucja finansowa powinna podchodzić do oceny swojego kredytobiorcy, czy podmiotu, w którego akcje chce zainwestować. Wszystko po to, by ostateczny konsument, np. osoba deponująca swoje oszczędności w banku czy w funduszu inwestycyjnym, miała komfort, że to faktycznie inwestycja o charakterze zrównoważonym..
Rozporządzenie przyspieszy pewne procesy. Wiele instytucji finansowych, które do tej pory w ogóle nie interesowało się ESG, teraz musi się zainteresować, choćby po to, by przygotować rzetelne dane.
Warto zadać sobie pytanie, co rozporządzenie i całe ESG ma ostatecznie przynieść klientowi, firmom, gospodarce. Widzę tu analogię z dyrektywą MiFID dotyczącą produktów inwestycyjnych. Pamiętamy, że MiFID 1 przyniósł dość kosmetyczne zmiany. Rewolucją był dopiero MiFID 2, który drastycznie zmienił jakość informacji przedstawianych inwestorom, ich szczegółowość, ale przede wszystkim przełożyło się na ceny. Pamiętajmy, że ESG ma też wymiar finansowy. Możemy mówić o inwestycjach, które mają ciekawy rating i są atrakcyjne. Ale za tym wszystkim stoi wymiar ekonomiczny. Na końcu chodzi o rentowność zaangażowanego kapitału i rentowność finansowanego przez ten kapitał biznesu.

Greenwashing - czy to zjawisko daje się lub dawało się u nas dostrzec?

Tomasz Wiśniewski: Z greenwashingiem jest tak jak z każdym kłamstwem - ma krótkie nogi. Poza tym to się nie opłaca. A w tej chwili poziom monitoringu jest naprawdę bardzo zaawansowany. O ile greenwashing w tej chwili jeszcze istnieje, to w dość bliskiej perspektywie to się będzie zmieniać. Oczywiście, zawsze jakiś niewielki promil firm będzie próbował udawać, że są zielone, choć w rzeczywistości tak nie będzie.

W przeszłości jako organizator takich projektów, jak Respect Index czy WIG-ESG mieliśmy do czynienia z trudnymi zdarzeniami. Trzeba było podejmować stanowcze decyzje, czasem tłumaczyć spółkom, że to, co robią, to nie jest działalność społecznie odpowiedzialna.

Tu ważna jest przestrzeń regulacyjna i standaryzacyjna. Regulacje coraz bardziej jednoznacznie definiują, co można nazywać zielonym, a co nie, co można uznać za działalność zrównoważoną, a co nie. W niektórych przypadkach trwają prace nad wprowadzeniem jednolitych regulacji. To dotyczy również takich obszarów, jak np. definicja zielonych obligacji.

W jakiej perspektywie powszechne wśród inwestorów oraz wśród odbiorców finansowania kwestie dotyczące ESG będą stały na jednym z pierwszych miejsc - obok zysku i ryzyka?

Ilona Wołyniec: To zależy o jakiej grupie mówimy. W dużych firmach to już jest ważne. Kiedy będzie brane pod uwagę przy każdej inwestycji? To jest perspektywa do trzech lat. To będzie bardzo szybki proces. Jeśli chodzi o klienta indywidualnego, konsumenta, to on będzie ewolucję przechodził dłużej. Zrezygnuje z plastiku, przerzuci się na papierowe opakowania, może będzie zużywał mniej papieru, kupi energooszczędne żarówki, ale wciąż bardzo często dla konsumenta najważniejsza jest cena. Pozostaje olbrzymi sektor małych i średnich przedsiębiorstw, gdzie, jak mówiłam, bardzo istotne są koszty prowadzenia działalności. Proces edukacji tego sektora będzie zależał od wsparcia, jakie uzyska on od dużych firm. Jeżeli te będą np. w przetargach preferowały podmioty, które są niskoemisyjne, zaakceptują nieco wyższe ceny usług - wtedy transformacja w sektorze MSP przyspieszy.

Oczywiście w tym wszystkim są też banki. Cały czas wprowadzamy produkty eko: wspierające rozwój fotowoltaiki, zakup samochodów elektrycznych w leasingu, w ramach naszego TFI tworzymy fundusze inwestycyjne, które mają za zadanie inwestować tylko w zielone projekty. W ten sposób przyczyniamy się do zmiany sposobu patrzenia przez naszych klientów. Oni widzą, że warto być zielonym, bo albo stopa zwrotu może być wyższa, albo inwestycja bezpieczniejsza, a może bank zaoferuje kredyt na lepszych warunkach.

Michał Perlik: Zgodzę się z panią dyrektor: w przypadku dużych podmiotów to już stało się mainstreamem. Jeśli ktoś ma aspiracje, by regularnie wychodzić na rynek w poszukiwaniu finansowania, to musi w swojej strategii komunikacji uwzględnić element ESG, musi się wystrzegać greenwashingu. Dla dużych emitentów ta rzeczywistość jest już faktem.
Przypominam sobie takie wydarzenie sprzed dwóch lat: przyjechali do nas ludzie z jednego z japońskich funduszy inwestycyjnych. Wśród nich był pan, który na wizytówce miał napisane “ESG officer”. On nie pytał o żadne kwestie finansowe, tylko o te dotyczące ESG. Wtedy mówił, że na razie przygląda się różnym podmiotom i podpowiada swoim kolegom z inwestycji, ale za dwa-trzy lata on będzie „pierwszym sitem”, które zerojedynkowo będzie decydowało, czy daną firmę będzie można w ogóle zakwalifikować do portfela inwestycyjnego, czy nie. Przypominam: to było dwa lata temu.

Przemysław Paprotny: Patrząc na przykład inwestora indywidualnego, który chce zainwestować swoje oszczędności w „zielony fundusz” – jego decyzja wymusi szereg działań po stronie instytucji finansowych. Zarządzający funduszem będzie dobierał akcje i instrumenty zgodnie z limitami inwestycyjnymi gwarantującymi odpowiedni profil funduszu. Jeśli w ramach aktywów takiego funduszu znajdą się przykładowo akcje banku, to oznacza że bank ten będzie musiał dbać o swój profil biznesowy, czyli np. skalę i rodzaj obsługiwanych branż. To przełoży się na dostępność finansowania dla niektórych przedsiębiorstw i branż. Ten przykład pokazuje jak indywidualne decyzje inwestycyjne mogą wpływać na gospodarkę. Myślę, że to ścieżka, z której nie da się już zawrócić. Jest tylko pytanie, jak szybko wszyscy to odczujemy.

Tomasz Wiśniewski: Ważne są dwie perspektywy. Pierwsza to otoczenie regulacyjne. Mamy rozporządzenie SFDR, na horyzoncie jest nowa dyrektywa dotycząca raportowania niefinansowego. One zgodnie z założeniami mają wchodzić w efektywne stosowanie w 2023 r. To będzie moment przełomowy. Wtedy zarówno inwestorzy, jak i spółki będą musieli się dostosować do nowych zasad. Druga to perspektywa inwestorska. Coraz więcej podmiotów podaje informacje o tym, w jakim okresie planuje dostosować swoje zasady inwestycyjne do nowych wymogów. Na świecie często pojawia się taki komunikat: w tej chwili 20-30 proc. aktywów uwzględnia raportowanie niefinansowe, ale w perspektywie np. 2023-2025 będzie to już 100 proc. Wymieniany jest też 2030 r. I to moim zdaniem będzie data graniczna. Jeśli chodzi o inwestorów detalicznych - zastanawiam się, czy tej daty granicznej nie wyznacza intencja UE jaką jest osiągnięcie w 2050 r. neutralności klimatycznej w ramach Europejskiego Zielonego Ładu.

Notował Jan Dajek