Zdaniem ekonomisty przyczyną sytuacji, w której się znalazły banki, są warunki stworzone z jednej strony przez RPP i NBP, ale z drugiej wynikające również z decyzji samych banków: niskie stopy procentowe, decyzje o wstrzymaniu akcji kredytowej wobec szeregów sektorów, zaostrzenie warunków udzielania kredytów czy decyzja o lokowaniu środków w bezpieczne obszary, jakim jest w przekonaniu banku finansowanie długu publicznego.

"Nie można również pominąć faktu, że przez ostatnie lata banki stosowały bardzo agresywną politykę wobec swoich klientów, często drenując ich, tym samym nie przygotowali sobie partnerów na trudne czasy" - powiedział Bartoszewicz.

Według naukowca wprowadzanie na rynek toksycznych instrumentów, w tym kredytów odnoszących się do walut obcych, w obecnej sytuacji wymusza tworzenie rezerw i ograniczanie aktywności.

"Polityka szybkiego zysku w oparciu o dewastacje sytuacji uczestników rynku przynosi wyniki, które w dłużej perspektywie zdewastują sytuację banków, a trafiło akurat na okres kryzysu, co dodatkowo pogarsza ich sytuację" - dodał.

Wedle Bartoszewicza pomoc udzielana sektorowi finansowanemu na poziomie UE w trakcie kryzysu lat 2008-2009 została zamieniona na wzrost dywidend i nagród dla zarządów, teraz też tym samym by się objawiła, pomoc bankom będzie stratą pieniądza publicznego.

Reklama

"Banki zawsze będą krwioobiegiem gospodarki, lecz w polskich warunkach, ten krwioobieg choruje, gdyż nie był prawidłowo nadzorowany" - ocenił ekonomista.

W ocenie naukowca słabość nadzoru finansowego wynikająca z faktu patologicznych powiązań między nadzorującym i podmiotami nadzorowanymi – przechodzenie osób z kierownictwa nadzoru do zarządów banków – doprowadziła do szeregu nieprawidłowości systemowych.

"Środki publiczne przekazane z Tarczy Finansowej istotnie osłabiły rangę sektora bankowego w procesie finansowania gospodarki, jednak zaistniało to również w wyniku decyzji samych banków o wycofaniu się z finansowania gospodarki" - powiedział Bartoszewicz.

"Dziś to banki są największym beneficjentem Tarczy finansowej, wzrost aktywów w sektorze finansowym - z uwagi na lokowanie środków przez przedsiębiorców otrzymanych z Traczy - jest nieporównywalny z żadnym okresem w ostatnich kilkudziesięciu latach" - dodał.

Zdaniem ekonomisty to "tani pieniądz", którego banki nie potrafią zagospodarować z korzyścią dla siebie i nastał czas pełnej asekuracji banków, nieprzygotowanych na okres kryzysu.

"Banki jak przysłowiowe tłuste koty siedziały na piecu przez ostatnie lata, a dziś muszą się zmierzyć z kryzysem oddziałującym na ich klientów" - ocenił naukowiec.

"Problem w tym, że banki nie były i nie są w Polsce zainteresowane podejmowaniem jakiegokolwiek ryzyka swojej działalności, zawsze przerzucały to ryzyko na klienta, dziś tym samym odmawiają mierzenie się z ryzykiem kryzysu" - dodał.

Według ekonomisty przedsiębiorcy mają ogromny problem z uzyskaniem finansowania z sektora bankowego, dostępne jest finansowanie operacyjne o wysokim koszcie.

Zdaniem Bartoszewicza banki nie są zainteresowane finansowaniem inwestycji, szczególnie w sektorze najmu nieruchomości i zamroziły akcję kredytową.

"Banki specjalizują się dziś we +wciskaniu+ pożyczek konsumentom, wchodząc w rolę przedsiębiorstw z sektora chwilówek" - stwierdził.

"Oferują też mniejsze pożyczki na bieżące zakupy pojazdów i leasingi, lecz koszt ich jest nieatrakcyjny w relacji do oficjalnych stóp procentowych" - dodał.

Wedle ekonomisty polski biznes mimo polonizacji sektora bankowego nie ma dziś ułatwienia w dostępie do finansowania. "Banki nadal są jak święte krowy, które same sobie tworzą prawo i wymuszają na innych podporządkowanie się pod własne potrzeby i cele" - podsumował.