Argumenty przemawiające za recyklingiem nie wyglądają zbyt dobrze. Już w 1974 roku osoby mające dostęp do informacji poufnych w branży wątpiły w to, czy tworzywa sztuczne mogą być kiedykolwiek poddane ekonomicznemu recyklingowi. Decyzja Chin o ograniczeniu importu surowców wtórnych sprawiła, że wiele krajów świata poszukuje nowych miejsc do wysyłania zużytych tworzyw sztucznych – i nie może ich znaleźć. Według autorów raportu na temat recyklingu (jest to wspólne przedsięwzięcie National Public Radio i „Frontline”), najgorsze jest to, że odpady z tworzyw sztucznych nie są cenne – i nigdy nie były.

Jest to niepokojący raport, który bulwersuje branżę i irytuje ekologów. Ale Amerykanie (wspomniane śledztwo koncentruje się na recyklingu plastiku w USA – przyp. red.) nie powinni jeszcze poddawać się z recyklingiem tworzyw sztucznych. Produkcja i wykorzystanie tworzyw sztucznych na rynkach wschodzących szybko rośnie i nie ma powodów, aby sądzić, że popyt na nie osłabnie. Bez rozwiązania w zakresie recyklingu, tony tworzyw trafiają na wysypiska i do spalarni. Na szczęście, światowy przemysł recyklingowy ma za sobą historię przekształcania tego, co wcześniej było „nie nadające się do recyklingu” w użyteczne produkty. Jest w stanie zrobić to ponownie.

Recykling jest tak stary jak produkcja. Odzież od dawna była przerabiana na szmaty; miecze były przetapiane na lemiesze pługa. Rewolucja przemysłowa, która stworzyła nowe zapotrzebowanie na surowce, przekształciła ten akt osobistego oszczędnego gospodarowania w biznes. Na początku XIX-wiecznego Yorkshire, niedobór wełny dla fabryk doprowadził do tego, że Benjamin Law opracował proces produkcji nowych tkanin ze starych materiałów, które nagromadziły się w domach i firmach. Do 1855 r. każdego roku w regionie zużywało się 30 milionów funtów (ponad 13 milionów kg) szmat.

Być może jednak najważniejsza innowacja w branży pojawiła się w odpowiedzi na jeden z największych – a obecnie zapomnianych – kryzysów ekologicznych XX wieku. Chodzi o porzucone samochody. W 1970 r. jeden z inżynierów z General Motors oszacował, że w ciągu ostatnich 15 lat Amerykanie porzucili od 9 do 40 milionów samochodów na polach, w rzekach i na ulicach miast. Wśród innych problemów, z aut tych wyciekała benzyna do gleby i wody. Stanowiły taką plamę na krajobrazie, że zainspirowały Lady Bird Johnson do zainicjowania kampanii „upiększania autostrad”. W 1970 roku prezydent Richard Nixon powiedział Kongresowi, że „mało jest rzeczy tak nieestetycznych dla amerykańskich oczu, jak miliony śmieci-samochodów”.

Reklama

Problem polegał na tym, że samochody to zbiór różnych metali i innych materiałów, których oddzielenie w celu recyklingu jest drogie, a producenci nie podjęli prawie żadnych starań, by promować ponowne wykorzystanie tych produktów (w 1930 roku Ford zbudował i szybko porzucił zakład demontażu). Właściciele wzięli więc sprawy w swoje ręce, wyrzucając swoje pojazdy lub sporadycznie je spalając (w latach 50. emisje z pożarów samochodów stanowiły około 5 proc. zanieczyszczenia powietrza atmosferycznego).

Na szczęście złomiarscy przedsiębiorcy w Teksasie, widząc szansę na zarobek w porzuconym metalu, szukali alternatywy. Ich rozwiązaniem była skomplikowana maszyna rozdrabniająca, która redukowała samochody do kawałków wielkości pięści – te z kolei były oddzielane za pomocą magnesów i innych procesów (druga w historii rozdrabniarka została ogłoszona Narodowym Historycznym Zabytkiem Mechanicznym). Obecnie w Stanach Zjednoczonych są setki rozdrabniaczy samochodowych i nikt nie spędza za wiele czasu na myśleniu o porzuconych samochodach.

Pod wieloma względami podobny problem stanowią teraz tworzywa sztuczne. Producenci opracowali je bez żadnego planu ich utylizacji czy recyklingu. Co gorsza, różne tworzywa sztuczne są często używane razem, a ich oddzielanie zazwyczaj jest nieekonomiczne. Tworzywa sztuczne nie są niemożliwe do recyklingu – dziesięć lat temu w Chinach działały dziesiątki tysięcy małych, rentownych firm, które zajmowały się właśnie tym – ale ich recykling w sposób bezpieczny i przyjazny dla środowiska jest trudny i kosztowny. Jeszcze pięć lat temu chiński popyt na amerykańskie tworzywa sztuczne pozwolił konsumentom i organom regulacyjnym na ignorowanie tych problemów. Jednak dzięki ograniczeniom importowym nałożonym przez Chiny, a także zwiększonej świadomości na temat tworzyw, które lądują w oceanach i innych negatywów związanych z tymi materiałami, producenci, organy regulacyjne i – co najważniejsze – innowatorzy w końcu zwracają uwagę na te problemy. Według jednej z ostatnich analiz, ponowne wykorzystanie i recykling mogą stanowić rynek o wartości 60 miliardów dolarów dla sektora petrochemicznego i tworzyw sztucznych, co stanowiłoby prawie dwie trzecie wzrostu jego zysków do 2030 roku.

W wyniku tych wszystkich czynników podejmowane są najbardziej intensywne prace badawczo-rozwojowe w 200-letniej historii branży recyklingowej. Część z tych inwestycji pochodzi od rządu USA, w tym z funduszu utworzonego przez administrację Trumpa. Jednocześnie prowadzone są również badania komercyjne, w tym prace nad tworzywami sztucznymi przeznaczonymi do wielokrotnego recyklingu oraz enzymami, które ułatwiają oddzielanie różnych tworzyw sztucznych. Chevron wspiera wysiłki mające na celu zwiększenie skali istniejących technologii recyklingu. Być może najważniejsze jest to, że inne organizacje pomagają zapewnić infrastrukturę do zbiórki i recyklingu odpadów dla jednej trzeciej świata, w której wciąż tego brakuje.

Niektóre z tych wysiłków nie wyjdą poza etap badań. Niektóre z nich mogą okazać się zbyt kosztowne do wdrożenia. A na niektóre z nich potrzeba lat, aby wywarły realny wpływ. Ale świat nie przestanie wkrótce produkować i zużywać tworzyw sztucznych – szacuje się, że do 2030 r. całkowita ilość odpadów się podwoi. Recykling będzie niezbędny do zarządzania tymi wszystkimi śmieciami – a to na pewno nie jest bujdą.