Uczestnicy rozmowy byli zgodni, że zmiany spowodowane przez człowieka, w tym klimatyczne, grożą nam katastrofą. By jej uniknąć, musimy podjąć cały szereg wyzwań, takich jak redukcja emisji CO2, oszczędność wody, zmiana nawyków żywieniowych czy modeli biznesowych. Wszystkie one prowadzą do ograniczenia konsumpcji i bardziej harmonijnego współistnienia z resztą świata. By to umożliwić, konieczne są jednak zmiany przepisów, a także języka, którym mówimy o zagrożeniach. Takie działania powinny motywować ludzi do zmiany postaw i zachowań.

Wyzwania te obejmują również – co oczywiste – przedsiębiorstwa. – Chodzi o dużą zmianę dotyczącą tego, jak prowadzimy biznes. Traktujemy to jednak jako inwestycję – deklarował podczas debaty Julien Ducarroz, prezes Orange Polska.

Reklama

Czym jest antropocen?

Najkrócej rzecz ujmując, antropocen to nowa epoka geologiczna wykreowana przez działalność człowieka na ziemi. Jak tłumaczył moderujący debatę prof. Radosław Markowski, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją z Uniwersytetu SWPS w Warszawie, homo sapiens stał się nową znaczącą siłą naturalną kształtującą system naszej planety. Działa jak czynnik geologiczny, czego nigdy wcześniej nie było. Przywołując cytat, wskazywał, „ludzkość opuściła przyjazny holocen, ludzkość podąża w kierunku dużej niepewności i zagrożenia nowej ery o zdestabilizowanym systemie i braku równowagi na naszej planecie”. – Inaczej można to ująć tak, że porzuca kartezjański dualizm między naturą a kulturą, czy naturą a społeczeństwem, na rzecz wielce złożonego problemu współzależności człowieka i natury – opisywał.

Według profesora nie ma pełnej zgody co do tego, od kiedy mamy do czynienia z antropocenem, jednak coraz częściej uznawaną datą jest rok 1950 – tuż po
II wojnie świtowej, gdy – oprócz wielu innych czynników – jak mówił moderator, „rozpoczęła się ekspansja nuklearnych wyziewów”. Inni, jak dodawał, wskazują na maszynę parową pod koniec XVIII w., jeszcze inni upatrują początków nowej epoki w rozwoju rolnictwa, który zaczął się kilka tysięcy lat wcześniej. – Jak by nie było, rzeczywiście to wielkie przyspieszenie nabrało tempa po II wojnie światowej – zauważył.

Jak dodawał, debata antropoceńska stanowi refleksję nad losem planety, na której człowiek stał się czynnikiem geologicznym. To podejście holistyczne – obejmuje całe spektrum zjawisk, w tym ocieplenie klimatu, zanik bioróżnorodności, problem plastiku czy hodowlę zwierząt.

Źródłem tego, uważa Radosław Markowski, jest fakt, że pozwoliliśmy na kapitalizm, który w pewnych okresach z niczym się nie liczył, dominowała pogoń za zyskiem i produkowanie za wszelką cenę. – Niektórzy twierdzą nawet, że powinniśmy mówić o kapitalocenie – zaznaczył.

Jak mówił, jest to wielkie wyzwanie dla nauk społecznych reprezentowanych przez psychologów, socjologów czy politologów. – Socjologowie powinni zastanowić się nad tym, jak opisywać człowieka – nie wystarczy wiek, wykształcenie i miejsce zamieszkania, trzeba uzupełnić ten zestaw zagadnień o styl życia, sposób odżywiania czy spędzania czasu – przekonywał.

– Z kolei politologia – kontynuował profesor – ma nowe pomysły dotyczące np. trzecich izb parlamentarnych oddanych w ręce młodych, którzy decydowaliby – z prawem veta – o przyszłości. Natomiast ekonomia, dodawał – co najmniej – powinna w większym stopniu uwzględniać ekologię.

– Skoro byliśmy w stanie doprowadzić do wielu zagrożeń, to być może jesteśmy też zdolni do tego, by temu zaradzić? – wskazał prof. Radosław Markowski. Jak przyznał, musimy na nowo przyjrzeć się nowoczesności, modernizacji.

Zmieniliśmy planetę

– Następuje przejście z holocenu do bardziej niestabilnego antropocenu. Widzimy zmiany w danych geologicznych, wiemy, że pozostawiamy po sobie ślady, ale te pozostawione przez ostatnie 100 lat są znacznie większe niż do tej pory – potwierdził prof. Mark Williams, paleobiolog z Uniwersytetu w Leicesterze. W efekcie, jak zaznaczył, przykładowo Zatoka San Francisco ma dziś zupełnie inną faunę i florę niż 200 lat temu.

Prof. Williams na wstępie swojego wystąpienia zwrócił uwagę na to, że jest nas na świecie niemal 8 mld. Ludzie i zwierzęta hodowlane stanowią 96 proc. ziemskich ssaków. – To niesamowite, że jeden gatunek był w stanie tego dokonać. Żaden inny gatunek tak nie dominował jak my. Całkowicie, fundamentalnie zmieniliśmy tę planetę, jeżeli będziemy kontynuować obecną trajektorię w takim tempie, to doprowadzimy do takiego stanu, że dojdzie do masowej zagłady – podkreślał.

Jego zdaniem, wszystkie zmiany, do których doprowadziliśmy, sprawiły, że stoimy na krawędzi, znajdujemy się w momencie, w którym trzeba podjąć działania.

Natomiast Aleksandra Kardaś, z Uniwersytetu Warszawskiego fizyczka atmosfery i popularyzatorka nauki, redaktorka serwisu Naukaoklimacie.pl wskazywała na systematyczny wzrost temperatury. – Jeżeli z jakiegoś powodu – np. gazów cieplarnianych, które emitujemy do atmosfery – Ziemia oddaje mniej energii niż przyjmuje ze Słońca, wtedy temperatura musi wzrosnąć. Energia nie znika, więc jeśli nie wychodzi z Ziemi, to znaczy, że się tu kumuluje, a to prowadzi do wzrostu temperatury. Z tego punktu widzenia problem globalnego ocieplenia jest prosty. Rosnąca koncentracja gazów cieplarnianych powoduje ocieplenie – rośnie średnia temperatura – opisywała.

Jak podała, sytuacja pogarsza się od lat 50. XX w. – szybko maleje liczba dni zimnych, a gwałtownie rośnie ciepłych. Wzrost temperatury powoduje powodzie, susze, utrudnia dostęp do wody.

Mimo to, według niej, w naszym codziennym życiu nie zauważamy tych zmian – gdy mamy lato, które było zupełnie normalne w czasach naszego dzieciństwa, współcześnie odczuwamy je jako lato bardzo zimne. Jak mówiła Aleksandra Kardaś, nasze mózgi dostosowały się do nowej sytuacji, a to sprawia, że trudniej nam jest zaobserwować zmiany.

W jej ocenie ludzie mają też problem ze zrozumieniem tego, jak jedno zjawisko może jednocześnie prowadzić do susz i powodzi. Trudno jest im też połączyć zjawiska o wymiarze lokalnym w te globalne, takie jak zmiana klimatu. Tymczasem – zwracała uwagę – zmiany klimatyczne mają bardzo szeroki wachlarz konsekwencji na całym świecie – większe jest ryzyko powodzi, susz, kryzysów żywnościowych, są problemy z dostępem do wody, zagrożone jest również bezpieczeństwo ludzi.

Jak reaguje biznes?

O perspektywie biznesu mówił Julien Ducarroz, prezes Orange Polska. Jak wskazał, jego firma często odnosi się do tego, co można zrobić w systemie, gospodarce, czy jej otoczeniu. Jak przekonywał, powinniśmy widzieć siebie jako część systemu. – Bo ostatecznie jesteśmy tylko częścią jednej planety, póki co nie znaleźliśmy zamiennika, a już na pewno nie mamy pod ręką „opcji zapasowej” – akcentował.

– Pytanie – jak możemy zareagować? Nie chodzi o niewielką zmianę, chodzi o dużą zmianę dotyczącą tego, jak prowadzimy biznes – opisywał. Przywołał w tym kontekście swoją niedawną wizytę w Londynie, gdzie przedstawiał Orange Polska, które jest spółką giełdową. Rozmawiał z finansistami, inwestorami, mediami. – Myślę, że jedna trzecia pytań, które do nas kierowano, dotyczyła właśnie tego, co robimy jeśli chodzi o zmiany klimatyczne – relacjonował. I podkreślił: – Nasi interesariusze, partnerzy biznesowi traktują ten temat jako priorytetowy. Musimy więc się do tego odnieść.

Także, jak mówił, jeżeli chodzi o klientów, coraz częściej padają pytania o kwestie klimatyczne. – Myślę, że nie jest to jeszcze większość klientów, bo – póki co – kluczowa ciągle jest cena. Widzimy jednak rosnące zainteresowanie i nie da się od tego uciec – akcentował.

Zagadnienie stosunku do zmian klimatycznych ma również znaczenie dla pracowników. Według prezesa Orange Polska szczególnie, jeżeli chodzi o przedstawicieli młodszego pokolenia, istotne jest dla nich to, co ich firma robi w tej sprawie. – Jednym słowem, jeśli chcemy być liderem rynku, przyciągać klientów i talenty, musimy być odpowiedzialni i odpowiadać na to wyzwanie. Traktuję to jako korzyść – że mogę ustosunkować się do tych pytań i przyjąć konkretne cele – wskazał.

Cele klimatyczne, które zobowiązała się zrealizować, by zminimalizować wpływ swojej działalności na środowisko, firma Orange Polska ogłosiła wiosną tego roku. Zgodnie z tymi założeniami do 2025 r. zmniejszy emisję CO2 o 65 proc. oraz zdecydowanie zwiększy wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych – do co najmniej 60 proc. Nadrzędnym celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej netto najpóźniej do 2040 r.

Orange Polska zredukowało już o 20 proc. emisję CO2 między rokiem 2015 i 2020, pomimo zwielokrotnienia transmisji danych w sieciach. Spółka wdraża też zasady gospodarki o obiegu zamkniętym, starając się redukować ślad klimatyczny w całości łańcucha wartości: odkupuje starsze modele smartfonów, a niesprawne telefony komórkowe przyjmuje do recyklingu w każdym salonie Orange. Co roku odnawia i kieruje do ponownego wykorzystania kilkaset tysięcy modemów i dekoderów. A także wprowadza innowacje w swoich urządzeniach, które wydłużają ich życie oraz redukują zużycie energii. Orange pracuje także nad rozszerzeniem oferty sprzedaży odnawianych smartfonów.

Telekomunikacja jako branża ma ogromne znaczenie dla środowiska. GSMA, globalne stowarzyszenie operatorów telekomunikacyjnych oszacowało pod koniec 2019 r., że 1 tona emisji CO2 w tym sektorze może się przyczynić do zredukowania nawet 10 ton emisji CO2 w innych sektorach gospodarki. Umożliwia bowiem pracę zdalną, redukując emisje związane z dojazdami do pracy, a zwłaszcza usługi oparte na internecie rzeczy, takie jak rozwiązania smart city dla biznesu i samorządów.

Już wiosną Julien Ducarroz tłumaczył, że Orange wierzy, iż postęp technologiczny musi być dostępny dla wszystkich, ale nie może odbywać się kosztem środowiska naturalnego. – Przyjmujemy odpowiedzialność za nasz wpływ na klimat. Wyznaczyliśmy sobie konkretne, ambitne cele i wiemy, że będziemy z nich rozliczani. Inwestujemy w nowe, energooszczędne i bardziej wydajne technologie, jak np. światłowód, szukamy też zielonych źródeł energii. Oprócz ograniczania własnych emisji, branża technologiczna ma do spełnienia szczególną rolę. Nowoczesne technologie cyfrowe oraz usługi, które oferujemy, wspierają zieloną transformację wielu branż. Angażujemy też klientów w działania na rzecz środowiska. Jestem przekonany, że także codzienne wybory, jakich dokonujemy jako konsumenci, mają znaczenie – wskazywał prezes Orange Polska.

Kończąc część swej wypowiedzi na EFNI poświęconą reakcji biznesu na zmiany klimatyczne, prezes Orange Polska mówił: – Zmiany klimatyczne bezpośrednio oddziałują na prowadzenie biznesu. Jesteśmy dumni, że jako firma przyjęliśmy cele klimatyczne. Patrzymy na nie jak na inwestycję.

Propozycje rozwiązań

Rozpoczynając część debaty poświęconą propozycjom rozwiązań, Radosław Markowski zwrócił uwagę na paradoks polegający na tym, że przedstawiciele nauk przyrodniczych i nauk społecznych nie mówią tym samym językiem – nie mają podobnych teorii ani wspólnego słownika. Jak podkreślał, w sprawie zmian geologicznych spowodowanych przez człowieka przedstawiciele nauk społecznych – psychologowie, socjologowie, ekonomiści, politolodzy – mają jednak istotną rolę do odegrania. – Trzeba nas traktować poważnie, ponieważ to nie przyroda, tylko my – ludzie – to spowodowaliśmy. A przedstawiciele nauk społecznych wiedzą więcej nt. natury człowieka niż reprezentanci nauk przyrodniczych – akcentował.

A następnie zapytał zebranych: – Pokazaliśmy problemy, wyzwania, ale czy są jakieś rozwiązania?

Aleksandra Kardaś stwierdziła, że skoro wiemy, dlaczego zmiany zachodzą, co je powoduje, to czas na rozwiązania. W jej ocenie należy przeznaczać środki na technologie, które np. pomogą nam produkować energię w mniej emisyjny sposób czy ponownie wykorzystywać surowce.

Zdaniem ekspertki receptą jest też zmiana naszego sposobu funkcjonowania. W jej opinii należy np. zmienić system, przepisy w taki sposób, by ułatwić ludziom i zachęcić ich do zmiany sposobu życia. Jak wyjaśniała, chodzi o takie kwestie, jak wykorzystywanie i produkowanie energii, zmianę diety, organizację transportu czy edukację. – To stwarza miejsce dla nauk społecznych. Chodzi o to, by ludzie z łatwością mogli funkcjonować w sposób przyjazny dla środowiska. Ten system powinien motywować do zmiany zachowań – mówiła, potwierdzając opinię profesora Markowskiego.

Jak przekonywała ekspertka, ważne jest też to, jakim językiem wypowiadamy się o zmianach klimatu. W jej ocenie, zamiast mówić o prawdopodobieństwie – co osłabia naszą czujność, bo jeśli coś jest prawdopodobne to jeszcze nie znaczy, że jest przesądzone – lepiej mówić w sposób zdecydowany np. „wpływ człowieka ocieplił klimat w tempie bezprecedensowym w ciągu ostatnich 2 tys. lat”. – Mam nadzieję, że takie zdecydowane stwierdzenia ze strony społeczności naukowej wesprą dyskusję na temat rozwiązań – wskazała.

– Naprawdę jest coś w naturze homo sapiens, że woli słyszeć o prawdopodobieństwie, jeśli chodzi o zagrożenia – komentował Radosław Markowski.

Profesor wskazał również receptę, jeżeli chodzi o jego dyscyplinę – politologię. Jak mówił, ostatnio jej przedstawiciele są wyczuleni na zagadnienie poszerzania politycznej reprezentacji. Jego zdaniem wraz z antropocenem pojawia się nowe wyzwanie. Dotyczy ono tego, jak reprezentować przyrodę, zwierzęta. – Potrzebne nam są nowe przepisy prawa oraz przedstawiciele przyrody i zwierząt. Na podobnej zasadzie jak pracownicy społeczni reprezentują biednych, bezdomnych czy innych wykluczonych – przekonywał prof. Markowski. Jak dowodził, potrzebujemy zawodowców, którzy będą w domenie publicznej, w parlamencie, występowali w imieniu przyrody i działali na rzecz poprawy jakości życia zwierząt. – Gdybym był młody, poszedłbym taką drogą – stwierdził.

Oprócz tego, jak uważa Radosław Markowski, w tej chwili potrzebujemy też przygotowania młodych pokoleń do nowego stylu życia, wzorców konsumpcyjnych. – Może trzeba powiedzieć młodym, że być może będą żyli na nieco gorszym poziomie niż ich rodzice czy dziadkowie, ale muszą się z do tego zaadaptować – sugerował. Przyznał jednocześnie, że to bardzo trudna rzecz – socjalizować ludzi do zmniejszania aspiracji. – To wielkie zadanie dla socjologów, edukacji najmłodszych pokoleń – wskazał.

Także Julien Ducarroz ocenił, że drogą jest zmiana otoczenia regulacyjnego. Zwrócił jednocześnie uwagę na potrzebę „zielonego wymiaru” Europejskiego Planu Odbudowy. – Musimy też zmienić się jako firmy. Powinniśmy inwestować w zrównoważone ekologicznie projekty. To krótkoterminowo największe wyzywanie – ocenił.

Nawiązał też problemu coraz większego napływu informacji. Jak mówił, Fundacja Orange współpracuje szczególnie z młodszym pokoleniem, aby zapewnić mu bezpieczne środowisko w internecie. – Musimy sobie czasem zrobić przerwę od cyfrowego świata, bo zalew informacji może być nawet niebezpieczny dla demokracji. Ten temat jest bardzo ważny, widzimy badania pokazujące wpływ ciągłego szumu informacyjnego na funkcjonowanie ludzkiego organizmu – podkreślał.

Z kolei Mark Williams zauważył, że w antropocenie czekają nas znacznie większe problemy niż tylko zmiany klimatyczne. – To potrwa jeszcze kilka pokoleń, ale jeżeli będziemy dalej tak żyć, to dojdzie do masowej zagłady na naszej planecie – przestrzegał. Alternatywą, jak mówił, jest wypracowanie bardziej wzajemnej relacji ludzkości z pozostałą częścią systemu. Jego zdaniem, jeżeli nam się to uda, a to jest możliwe – tym bardziej, że pewne propozycje już padły – to potencjalnie może uda nam się przetrwać. Jak ocenił, obie te opcje są w grze i musimy za wszelką cenę próbować uniknąć realizacji pierwszego, katastroficznego scenariusza.

W tym celu – dowodził Mark Williams – musimy jednak zmienić podstawowe zachowania człowieka.

– Chciałbym skoncentrować się na miastach, które są silnikiem zmian. Ponad 50 proc. z nas mieszka w miastach, a udział ten będzie rósł, miasta konsumują 75 proc. energii i generują 75 proc. zanieczyszczeń, takich jak CO2. 4 tys. km sześciennych rzek – tyle wody konsumują – wyliczał, dodając, że jest to ogromny problem, który trzeba rozwiązać. Według niego to zadanie dla innowatorów.

Podał przykład rozwiązania dotyczącego spuszczania w toaletach zużytej zamiast świeżej wody. – Wodę trzeba poddawać recyklingowi – postulował.

Kolejna kwestia – jak mówił – to zmiana diety. Przypomniał, że konsumpcja mięsa na głowę mieszkańca podwoiła się w ciągu ostatnich 50 lat. Tymczasem, zaznaczył, ludzi mamy dziś dwa razy więcej. W efekcie ogromne połacie lądu wykorzystywane są pod hodowlę. A przecież, zauważył, białko zawarte jest np. w roślinach strączkowych.

Mark Williams przekonywał zatem, że musimy konsumować mniej. – To kluczowy problem przed jakim obecnie stoimy. Jeżeli będziemy konsumowali w takim tempie, jak dotychczas, to nasza planeta absolutnie się wyczerpie – przestrzegał.

Organizm miejski porównał do ogromnego pasożyta na pozostałej części systemu. – Jeżeli chcemy przeżyć, krytyczne znaczenie ma wzajemność ludzkości i reszty systemu. Wiemy, jak można zaprojektować ekosystemy, które będą odporne na zmiany klimatyczne. Musimy dać przyrodzie przestrzeń i możemy to zrobić tylko wtedy, kiedy będziemy mniej konsumowali – postulował. I konkludował: – Musimy zatem zmienić nasze zachowania, żyć w sposób bardziej harmonijny z przyrodą.

SNS
foto: materiały prasowe

Partner relacji

foto: materiały prasowe