Produkcja węgla w USA (po nieznacznym wzroście w 2017 roku) w tym roku ma spaść o około 31 proc. w stosunku do poziomu z 2016 roku. Według niektórych szacunków zamknięto ponad pięćdziesiąt elektrowni węglowych. Liczba miejsc pracy w górnictwie utrzymała się na stałym poziomie. Seth Feaster, analityk z Instytutu Ekonomiki Energetyki i Analiz Finansowych, skomentował, że przedsięwzięte środki były niewystarczające.

Przed węglem – i Trumpem – maluje się ponura perspektywa. Jak pisze Bloomberg, zwycięstwo Donalda Trumpa w 2016 roku było napędzane właśnie przez twierdzy górnicze Zachodniej Wirginii i Pensylwanii, a teraz demokrata Joe Biden zwraca się do tych samych wyborców.

Węgiel, który kiedyś stanowił ponad połowę całej produkcji energii elektrycznej w USA, według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej ma w tym roku stanowić zaledwie 18 proc. amerykańskiego koszyka energetycznego. Węgiel został wyprzedzony przez gaz jako główne źródło energii elektrycznej w USA w 2016 roku. W tym roku „czarne złoto” zostanie w tyle za zasilaniem energią elektryczną przez źródła odnawialne.

Produkcja węgla w Stanach Zjednoczonych stale spada od momentu jej szczytu w 2008 roku. Podczas gdy w 2017 roku, pierwszym roku prezydencji Trumpa, odnotowano lekką poprawę, oczekuje się, że w tym roku produkcja wyniesie około 502 mln ton, co oznacza spadek o 31 proc. w stosunku do 2016 roku. Eksport, który pomógł wspierać amerykańskich górników, kurczy się w obliczu rosnącej konkurencji ze strony skroplonego gazu krajowego w Azji i malejącego popytu w Europie. Amerykańscy producenci wyeksportują w tym roku około 60 milionów ton, co stanowi spadek o 48 proc. w stosunku do 2018 roku.

Reklama

Covid-19, który zmniejszył popyt na energię w USA, jeszcze bardziej zaszkodził przemysłowi, a rynek eksportowy, niegdyś postrzegany jako zbawiciel dla przemysłu, również wyparował – skomentował Mark Levin analityk z firmy badawczej, The Benchmark Co. „Można powiedzieć, że Trump nie odniósł żadnego sukcesu w ożywieniu przemysłu węglowego” – dodała Mary Anne Hitt, dyrektor ds. ochrony środowiska w grupie narodowej. „Energia odnawialna jest tańsza od węgla w większości części kraju, a Amerykanie domagają się czystej energii w czasach kryzysu zdrowia publicznego i kryzysu klimatycznego”. Stany Zjednoczone dysponują rezerwami węgla na 450 lat i pracują nad rozwojem „czystych” elektrowni węglowych oraz technologii wychwytywania dwutlenku węgla.

Departament Energii USA wydał ponad miliard dolarów na węgiel, w tym na rozwój małych elektrowni węglowych. Agencja bada również alternatywne zastosowania biznesowe węgla, w tym wydobycie pierwiastków ziem rzadkich, takich jak te potrzebne w telefonach komórkowych, bateriach i sprzęcie medycznym. Innym pomysłem jest przekształcenie skał w materiały budowlane, takie jak dachówki czy deski tarasowe. Zwolennicy przemysłu węglowego twierdzą, że niektóre z posunięć administracji Trumpa im pomogły. Jednocześnie przedsiębiorstwa energetyczne odchodzą od węgla w kierunku energii wiatrowej, słonecznej i akumulatorowej.

Miejsca pracy w górnictwie, które pozostały stosunkowo stabilne przez pierwsze trzy lata urzędowania Trumpa, spadły po wybuchu pandemii o około 18 tys. – do 64 tys. w drugim kwartale tego roku. W czasie kampanii w 2016 roku Hillary Clinton zapowiadała, że „zamierza wykluczyć z biznesu wielu górników i firmy węglowe”. Później próbowała wycofać te komentarze. Jak komentuje to Michael McKenna, strateg energetyczny GOP i były urzędnik Białego Domu, „Górnicy węglowi są amerykańskim archetypem i broniąc ich, Trump bronił amerykańskiego archetypu”. Jednak obietnica Trumpa, że ponownie otworzy kopalnie i przywróci górników do pracy, była od początku skazana na porażkę. „To faza końcowa przemysłu węglowego” – tłumaczy Kevin Book, dyrektor zarządzający ClearView Energy Partners, firmy badawczej.