Euro jest obecnie notowane na 1,01 USD (info z 18.07.22 godz. 12:00). Ostatni raz europejska waluta spadło do tych poziomów w 2015 roku. Ogromnym zagrożeniem dla wyceny euro są dalsze zakłócenia w dostawach gazu ziemnego do Europy. Na czas konserwacji rurociągu Nord Stream 1 Rosja zawiesiła tłoczenie błękitnego paliwa do Niemiec i innych krajów UE.

Rynek liczy się z tym, że Gazprom po dziesięciodniowej przerwie w dostawach błękitnego paliwa, 21 lipca nie uruchomi magistrali i gaz nie popłynie ponownie do Niemiec. Wówczas nasz zachodni sąsiad będzie zmuszony racjonować dostawy węglowodorów co może wywrzeć większą presję deprecjację wspólnej waluty. Euro wówczas może kosztować 0,90 dolara.

Reklama

Zdecydowanie bardziej optymistycznie taką sytuację ocenia w wypowiedzi dla Reutera Christian Keller, szef badań ekonomicznych w Barclays. Uważa on, że nawet jeśli aktualnie zamknięty gazociąg Nord Stream 1, nie zostanie ponownie otwarty i w Europa zacznie racjonować dostawy gazu, to nie osłabi to pozycji euro.

Drogo, coraz drożej

Szybujące koszty energii już wywarły już duży wpływ na sytuację ekonomiczną w Europie. Niemcy, największa gospodarka regionu, niedawno ogłosiły swój pierwszy deficyt handlowy od 1991 roku. Do tego pogorszyły się nastroje inwestorów i obecnie oscylują wokół ​​pandemicznych minimów.

Według analityków BNP Paribas euro mocniej odczuwa wszystkie kryzysy energetyczne niż inne rozwinięte waluty. W tym czasie traci średnio traci o 4,5 proc. swojej wartości. Obecne tąpnięcie sugeruje to, że trwające obecnie wstrząsy na rynku energetycznym są znacznie gorsze niż te we wcześniejszych okresach - poprzednio świat nie musiał borykać się z niekontrolowaną inflacją.

Analitycy Citi przewidują, że wstrzymanie dostaw przez Rosję spowoduje wzrost cen gazu znacznie powyżej obecnych poziomów. Jeżeli cena gazu wzrośnie do 200 euro za 1 megawatogodzinę, to euro spadnie do 0,98 dolara. Natomiast wzrost ceny gazu wzrosną do 250 euro za 1 megawatogodzinę osłabi wycenę euro do poziomu 0,95 dolara. I raczej można być w miarę pewny, że tym razem EBC przyjdzie na ratunek euro.

Wolny rynek wyceni euro

Teoretycznie EBC mógłby złagodzić presję na obniżenie wartości euro, sprzedając dolary, jak to miało miejsce w 2000 r., kiedy euro spadło do kwoty 0,83 dolarów. Jednak EBC już zasygnalizował, że nie będzie bezpośrednio interweniował w sytuację na rynku walutowym. Jednym z powodów może być fakt, że kurs wymiany euro jest nadal znacznie wyższy od tego, z 2002 roku.

Ratunkiem dla Europy mogą być spadające ceny ropy naftowej. W ciągu ostatnich kilku tygodni wzrost cen czarnego złota znacząco wyhamował. Z obaw przed globalnym spowolnienie gospodarczym wycena ropa spadła ze 120 do około 100 dolarów za baryłkę.

Chiny już nie chcą ropy

Rynkom ciążą również obawy o dalsze ograniczenia popytu na ropę w Chinach związanych z rozprzestrzenianiem się nowego wariantu koronawirusa i polityką „zero covid” mającą na celu zatrzymanie dalszych zakażeń covid-19 w drugiej co do wielkości gospodarce świata.

Wyprzedaż była tak głęboka, że ​​ceny spadły na całej długości krzywej kontraktów terminowych. Na przykład baryłka ropy typu Brent w zamówieniach na grudzień 2023 roku w drugim tygodniu lipca osiągnęła najniższy poziom od marca i była tańsza nawet o 8,8 proc. Eksperci rynkowi również zinterpretowali ten zjazd jako znak, że niektórzy producenci ropy wyprzedają długoterminowe kontrakty by zabezpieczyć płynność swoich przyszłych dostaw. Mimo dużej odległości czasowej i niewielkiego wolumenu sprzedaży, sam fakt, że takie kontrakty zostały zawarte może mieć silny wpływ deprecjacyjny na umowy zawierane na wcześniejsze terminy.

Dewizowy problem

Silny dolar również nie sprzyjał cenom ropy, ponieważ główna waluta w jakiej rozliczane są kontrakty naftowe jest również uważana za bezpieczną przystanią dla kapitału w niespokojnych czasach.

Sytuację na rynku ropy dodatkowo pogarszają informacje o najwyższej od 1981 roku inflacji w USA, która wyniosłą w czerwcu 9,1 proc. W raz z inflacją rośnie ryzyko, że Fed zdecyduje się na kontynuowanie agresywnej polityki podwyżek stóp procentowych.

Z drugiej strony może to być dobra wiadomość dla krajów Unii Europejskiej, w których wysokie ceny energii osłabiają ich gospodarki. Zdaniem ekspertów z Conference Board „PKB w strefie euro najprawdopodobniej będzie nadal rosło w drugiej połowie 2022 roku i w 2023 roku, co pozwoli uniknąć recesji pomimo przeciwności wywołanych rosyjską inwazją na Ukrainę”.

Autor: Alex Kimani dla Oilprice.com