Czy epidemia koronawirusa zwiększa globalne ryzyko prowadzenia biznesu?

Tak, ale następuje to w dwóch etapach. Pierwszy to obecna sytuacja w Chinach. Kwarantanną jest objęta cała prowincja Hubei, która odpowiada za około 9 proc. całej chińskiej produkcji. Tracą lokalne usługi i handel. I tam ryzyko jest w tej chwili największe. Drugi etap to uderzenie w globalne łańcuchy dostaw. Od tego, jak mocno będzie ono przebiegać, zależy, czy np. ryzyko zaburzeń płynności w poszczególnych gospodarkach wzrośnie, czy nie. W Hubei mieszczą się zakłady globalnych przedsiębiorstw z branży elektronicznej i motoryzacyjnej oraz firmy, które mają ważne miejsce w lokalnych łańcuchach dostaw w motoryzacji i elektronice. Jest też sporo przemysłu chemicznego i tekstylnego. I teraz rodzi się pytanie, jak długo europejscy i amerykańscy odbiorcy będą w stanie wytrzymać w warunkach wstrzymania dostaw.

>>> Czytaj też: Pandemia, wojna i kryzys. Kiedy i czego warto się bać?

Jaka jest odpowiedź?

To zależy od tego, jak duże zapasy zgromadzili w magazynach. W przypadku np. tekstyliów kolekcje produkuje się z dużym wyprzedzeniem i pewnie to, co za chwilę ma trafić na półki z kolekcji wiosennej, już jest w magazynach dostawców. Ale np. w elektronice – z tego, co zbadali nasi koledzy z grupy EH – zapasy w ciągu ostatniego roku były akurat dużo mniejsze od wieloletniej średniej. W związku z tym dużo szybciej się skończą i ta branża prędko odczuje zamknięcie części chińskich fabryk. Druga sprawa: nie wiemy, jak długo potrwają przestoje. Jeśli jeszcze tydzień, to może tragedii nie będzie. Ale jeśli miesiąc-dwa, to wpływ będzie wyraźny, a nie każdy jest w stanie szybko znaleźć nowego dostawcę.

Co z Polską gospodarką?

Czytaj cały wywiad w poniedziałkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej