Od stycznia do maja tego roku producenci sprzedali za granicą 2049 tys. t mebli. To o 2 proc. mniej niż przed rokiem - wynika z danych GUS. Wcześniej, nie licząc covidowego 2020 r., sektor przyzwyczaił nas do rekordów w eksporcie. Zarówno pod względem ilości, jak i wartości.
- Podstawą słabszych wyników jest wyraźne pogorszenie nastrojów konsumenckich w Europie. Jest to skutek podwyższonej inflacji, wybuchu wojny w Ukrainie, zagrożenia kryzysem energetycznym, które sprawiają, że konsumenci czują się mniej pewnie i ograniczają zakupy niektórych dóbr - tłumaczy Marcin Luziński, ekonomista departamentu analiz ekonomicznych w Santander Bank Polska. I zaznacza, że w takiej sytuacji zwykle pierwszą ofiarą padają dobra niepodstawowe, czyli te, które nominalnie kosztują więcej, w szczególności dobra trwałego użytku.
Reklama
- Dodatkowym czynnikiem jest wzrost eksportu mebli z Rosji, które nie są objęte sankcjami i które stanowią konkurencję dla polskich produktów - podkreśla Marcin Luziński.
Najważniejszym odbiorcą polskich mebli pozostaje UE, w tym przede wszystkim Niemcy, odpowiadający za ponad jedną trzecią zagranicznej sprzedaży, Czechy oraz Wielka Brytania. Tymczasem, jak zauważa dr Tomasz Wiktorski, kierujący zespołem B+R Studio Analizy Rynku Meblarskiego, to Europa Zachodnia najbardziej hamuje, bo jest najbardziej uzależniona od rosyjskich surowców. - Na eksport idzie ponad 90 proc. wytwarzanych w kraju mebli, więc problemy ze sprzedażą zagraniczną to duże zagrożenie dla rodzimych producentów. Szczególnie że popyt słabnie też w kraju - zauważa.
W ostatnim czasie branży meblarskiej sprzyjała pandemia koronawirusa, która sprawiła, że konsumenci więcej czasu spędzali w domach, co kreowało nowe potrzeby w zakresie umeblowania. Dodatkowo w silnej fazie wzrostowej był rynek nieruchomości. Teraz z kolei, wraz z bardzo mocnym wzrostem stóp procentowych, rynek nieruchomości wyraźnie zwolnił, co według ekspertów ograniczy popyt wewnętrzny na meble.
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe