W kolejnych miesiącach dynamika raczej osłabnie, bo trudno o dalszy szybki wzrost, gdy nie tylko w Polsce, ale także na Zachodzie zbiory były rekordowe.

– W tym roku nasz eksport może wynieść ok 1 mln ton – mówi prof. Bożena Nosecka z IERiGŻ. Będzie więc o ok. 25 proc. większy niż w roku ubiegłym. To nie rozwiąże jednak problemu ze zbytem jabłek. – W chłodniach jest ich kilkaset tysięcy ton. Trudno oczekiwać, aby przemysł je w pełni przerobił w sytuacji, gdy już i tak pracuje pełną parą przy rekordowych zapasach soku jabłkowego. A konsumpcja jabłek na rynku krajowym nie rośnie. W tej sytuacji istnieje obawa, że część może się nawet zmarnować – twierdzi prof. Nosecka.

Głównym rynkiem zbytu polskich jabłek jest nadal Białoruś. W ubiegłym roku trafiło tam ponad 21 proc. całego eksportu tych owoców. – To sugeruje późniejszy reeksport tych jabłek do Rosji. Uwzględniając jednak znaczące inwestycje Rosji w zwiększenie mocy wytwórczych własnego sadownictwa, w kolejnych latach najprawdopodobniej dojdzie do silnego pogorszenia perspektyw polskiego eksportu na ten rynek – ocenia Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole. Nieprzypadkowo więc rola Białorusi zdecydowanie osłabła, ponieważ jeszcze w 2017 r. udział tego kraju w całym eksporcie polskich jabłek wynosił aż 42 proc.

>>> Czytaj też: Apokalipsy nie było. O tym, jak Unia nie zniszczyła polskiego mięsa i mleka