Wejście największego banku detalicznego w Polsce w segment zarezerwowany dotąd dla niebankowych firm pożyczkowych uzasadnia Adrian Adamowicz, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży detalicznej w tym banku. Jego zdaniem w każdym segmencie, w którym działa PKO, ma ok. 20-proc. udział w rynku. Natomiast niemal zupełnie nie istnieje w mikropożyczkach. Zresztą również inne banki zbagatelizowały rozwój tego segmentu, uznając go za nieopłacalny.

– Jednak w rezultacie takiej polityki wielu klientów zostało odciętych od finansowania, co skrzętnie wykorzystały firmy pożyczkowe, które zdominowały rynek mikropożyczek. Okazuje się, że może on być ciekawy i perspektywiczny. Szybko się rozwija i nie możemy przejść obok tego obojętnie. Zdecydowaliśmy więc o wejściu w segment mikropożyczek. Nie wiemy jeszcze, w jaki sposób się to odbędzie, a opcji jest co najmniej kilka – mówi Adrian Adamowicz. Sprawa ma się wyjaśnić w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że rozwiązaniem, które ma największe szanse na realizację, jest zakup przez PKO BP firmy, która już w tym segmencie działa i ma ugruntowaną pozycję. Mniej prawdopodobnym scenariuszem jest budowa firmy od zera, gdyż rozciągnie to cały projekt w czasie. Natomiast najmniej realne jest wejście w chwilówki poprzez wzbogacenie obecnej oferty banku o mikropożyczki pod szyldem PKO. Zdaniem specjalistów taki pomysł jest chybiony, gdyż klienci sięgający dziś po ofertę instytucji pożyczkowych robią to, bo w banku nie dostali odpowiedniej oferty i teraz trudno będzie ich przekonać, by to tego banku wrócili.

Tymczasem wkrótce właściciele wielu instytucji pożyczkowych będą mogli chcieć je sprzedać. Z informacji DGP wynika, że na sprzedaż może trafić nawet największy gracz na tym rynku, czyli Vivus. Wszystko przez planowaną regulację sektora pożyczkowego. Gotowy jest już projekt ustawy, która znacznie ogranicza pozaodsetkowe koszty pożyczek, takie jak prowizje czy dodatkowe opłaty. Dziś dzięki nim można omijać limit oprocentowania nałożony przez ustawę antylichwiarską. Obecnie wynosi on 10 proc. w skali roku. Natomiast opłaty dodatkowe nie są ograniczone ustawą. Zgodnie z projektem ustawy przygotowanym przez Ministerstwo Finansów suma takich pozaodsetkowych opłat nie powinna być większa niż 25 proc. całkowitej wartości kredytu plus 30 proc. wielkości tego kredytu liczonej w ciągu roku.

– Jeśli przygotowane przez Ministerstwo Finansów rozwiązania wejdą w życie, bardzo wiele firm pożyczkowych oferujących chwilówki stanie się nierentownych i może zniknąć z rynku, pozostawiając bankom ogromne pole do rozwoju nowych usług. Banki, mając inną strukturę finansowania i posiadające o wiele więcej źródeł dochodu niż firmy pożyczkowe, będą mogły z powodzeniem prowadzić sprzedaż chwilówek mimo restrykcyjnych ograniczeń ustawy – uważa Jarosław Chęciński, dyrektor wykonawczy Profi Credit.

Reklama

Jego zdaniem klienci na tym stracą, gdyż produkty bankowe nie zastąpią w pełni dotychczasowych chwilówek. – Banki najprawdopodobniej wciąż będą stosować dotychczasowe mechanizmy weryfikacji zdolności kredytowej klientów. Osoby, do tej pory wykluczone z normalnego obiegu bankowego, pozostające w trudnej sytuacji finansowej, nie będą mogły skorzystać z bankowych chwilówek – uważa Jarosław Chęciński.

Inaczej do sprawy podchodzi Andrzej Roter, dyrektor generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. – Wejście na rynek pożyczkowy tak dużego gracza, o uznanej marce i silnej pozycji podkreśla, jaką drogę przeszedł rynek pożyczkowy w ostatnich kilku latach, osiągając wysoki poziom dojrzałości biznesowej i porównywalny z innymi sektorami poziom kultury korporacyjnej – twierdzi Andrzej Roter. Jego zdaniem wejście PKO w chwilówki zwiększy konkurencję, co wpłynie na zakres i dostępność oferty produktowej.

>>> Czytaj też: PKO BP ma zgodę UOKiK na przejęcie SKOK Wesoła