Jak wskazał Turek, widać, że coraz więcej osób porzuca oszczędzanie w banku na rzecz innych sposobów pomnażania pieniędzy. W tym kontekście popularne są ostatnio nie tylko obligacje, ale też fundusze inwestycyjne czy nieruchomości, na popularności tracą za to lokaty bankowe.

Dodał, że z danych MF wynika, że w 2020 roku kupiliśmy obligacje detaliczne warte ponad 28 mld zł (prawie 2/3 więcej niż w 2019 rok wcześniej), w styczniu br. Polacy kupili obligacje za niemal 3,2 mld zł. Z kolei NBP szacuje, że w grudniu 2020 r. Polacy założyli depozyty terminowe na kwotę 24,5 mld zł., rok wcześniej było to 41,7 mld.

Reklama

Turek podliczył, że zakładając przeciętną lokatę w grudniu otrzymywało się od banku obietnicę wypłacenia 0,51 proc. odsetek w skali roku. Wynagrodzenie niewygórowane biorąc pod uwagę fakt, że należy od niego zapłacić jeszcze tzw. podatek Belki (19 proc.).

"W efekcie zysk z trzymania w banku pieniędzy przez okrągły rok można oszacować na 4,13 zł od każdego powierzonego tysiąca. W tym samym czasie przeciętna obligacja sprzedawana przez MF pozwalała zarobić 0,87 proc. w skali roku (średnia dla pierwszego okresu odsetkowego). W uproszczeniu oznacza to około 7 zł odsetek po opodatkowaniu od każdego powierzonego tysiąca" - podał.

Według analityka, znacznie ciekawiej wygląda sytuacja w przypadku obligacji o dłuższym terminie wykupu. "Po prostu im jest on dłuższy, tym oprocentowanie obligacji korzystniejsze. Tego niestety nie można powiedzieć o lokatach bankowych. Dane NBP sugerują nawet, że zarówno lokaty półroczne, jak i roczne czy nawet dłuższe są często gorzej oprocentowane niż krótkie depozyty na trzy miesiące. To dlatego premia za inwestycje w obligacje jest w tym wypadku szczególnie atrakcyjna" - ocenił.

Jak zaznaczył, biorąc pod uwagę tylko depozyty i obligacje o zapadalności dłuższej niż trzy miesiące, to średnie oprocentowanie w przypadku lokat zakładanych w grudniu można oszacować na 0,2 proc. Dla porównania średnie oprocentowanie obligacji w tej kategorii wynosiło w grudniu 1,3 proc. "To ponad 6 razy więcej niż to, czym +kuszą+ banki" - dodał.

Wskazał, że w przypadku obligacji co najmniej czteroletnich na korzyść inwestorów działa mechanizm indeksacji inflacją. "Chodzi o to, że oprocentowanie papierów np. cztero- czy dziesięcioletnich tylko w pierwszym roku jest z góry określone. Potem zależy ono od tego jak szybko rosną ceny w sklepach. Dzięki tej indeksacji inflacją mamy szanse na to, że nasze pieniądze będą realnie zyskiwać na wartości" - zaznaczył.

Jak podkreślił, zyski z obligacji są opodatkowane i to właśnie podatek w przypadku prawie wszystkich obligacji może skonsumować dodatkowy zysk, gdy inflacja przekroczy poziom 3-5 proc. "Gdy ceny w sklepach będą rosły w co najmniej takim tempie, to nawet cztero- czy dziesięcioletnie obligacje mogą po uwzględnieniu podatku i inflacji przynieść nam realne straty" - ocenił.