Polacy kupują na gwałt tę jedną rzecz z powodu ataku zimy. Wszystko schodzi na pniu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 stycznia 2026, 18:29
Prognoza pogody na koniec listopada. Czeka nas atak zimy
Polacy na gwałt wykupują tę jedną rzecz z powodu ataku zimy. Wszystko schodzi na pniu/Shutterstock
Przez lata zalegały w piwnicach, schowkach i garażach. Teraz czyszczone z grubej warstwy kurzu stają się towarem pierwszej potrzeby. Mowa o sankach, które z otchłani zapomnienia wydobyła dawno niewidziana w Polsce prawdziwa zima. Ci, którzy sanek nie mają, gorączkowo ich poszukują. To teraz jeden z największych przebojów sprzedażowych portali.

Kierowcy klną na czym świat stoi, bo śnieg na drogach to katastrofa. Ale dawno niewidziana prawdziwa zima ma swoje radosne oblicze. Dla dzieci to prawdziwa frajda. Najważniejszym elementem wyposażenia do zabawy na świeżym powietrzu są sanki. I tu zaczyna się problem. Ostatnie lata bez białego puchu sprawiły, że mało kto sanki kupował. Teraz nagle stały się towarem pierwszej potrzeby.

Sanki na wagę złota

Ta nagła konieczność szybkiego skompletowania zimowego sprzętu sprawiła, że na portalach sprzedażowych wyraźnie wzrosło zainteresowanie sankami oraz innymi akcesoriami do zjeżdżania, takimi jak popularne „jabłuszka”.

Wielki przebój sprzedażowych serwisów

Na portalu OLX dostępnych jest obecnie ponad 25 stron ogłoszeń dotyczących sprzedaży sanek z różnych regionów Polski – podaje serwis wp.pl. W ofertach znajdują się zarówno klasyczne sanki drewniane, jak i modele plastikowe oraz sanki podwójne, przeznaczone dla dwójki dzieci. Najtańsze propozycje zaczynają się od około 30 złotych, natomiast przeciętne ceny mieszczą się w przedziale od 80 do 100 złotych.

Na rynku nie brakuje również droższych wariantów. Za sanki podwójne sprzedawcy oczekują nawet 300 złotych, a modele wyposażone w kierownicę osiągają ceny rzędu 150 złotych. Kupujący muszą jednak działać szybko, ponieważ ogłoszenia znikają w błyskawicznym tempie i często już po chwili od otwarcia są oznaczane jako „nieaktualne”.

Popyt także na Facebooku

Podobne zjawisko widoczne jest na lokalnych grupach sprzedażowych na Facebooku. Użytkownicy masowo poszukują sanek – zarówno do zakupu, jak i do wypożyczenia na krótki okres, najczęściej na kilka dni intensywnych opadów śniegu. To pokazuje, że zimowy sprzęt bywa traktowany jako rozwiązanie doraźne, dostosowane do aktualnych warunków pogodowych.

Drożyzna sprzed kilku lat już nie wróciła

Choć zainteresowanie sankami jest obecnie bardzo duże, ceny pozostają wyraźnie niższe niż w czasie zimowego boomu w 2021 roku. Wówczas nabywców znajdowały nawet sanki wystawiane za 400 złotych, a standardowe, drewniane modele potrafiły kosztować blisko 300 złotych.

WP.pl przywołuje wypowiedź Katarzyny Jędrachowicz z zajmującego się porównywaniem cen serwisu Ceneo. Jak wskazywała specjalistka, to właśnie nagłe i silne zmiany warunków pogodowych w największym stopniu przekładają się na gwałtowny wzrost popytu na zimowy sprzęt dla dzieci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj