Andrzej ze Szczecina pracuje w tej samej firmie, zajmującej się dystrybucją chemii lakierniczej na rynku motoryzacyjnym, odkąd 13 lat temu skończył studia. – Robota w sam raz dla kogoś takiego jak ja, po inżynierii materiałowej – uśmiecha się mój rozmówca. – Nie miałem czasu, żeby zastanawiać się na innymi propozycjami, bo po miesiącu wysyłania ofert zostałem przyjęty i już zostałem.

Na pracę nie narzeka. Czuje się doceniany, choć uznanie nie zawsze szło w parze z podwyżkami. Kiedy w firmie rozeszła się wieść, że Andrzej jest też całkiem niezłym informatykiem (po godzinach dorywczo składa komputery i tworzy strony internetowe), szef powierzył mu doraźną obsługę sieci informatycznej. – Awans? – pytam. – Raczej rozszerzenie zakresu czynności – mówi Andrzej. Wraz z dłuższą listą zadań dostał trochę wyższe wynagrodzenie, ale ma świadomość, że gdyby złożył rezygnację i zatrudnił się w branży IT, zarobiłby nawet trzy razy więcej. Pieniądze są ważne, jednak dla niego nie najważniejsze. Ceni sobie spokój, stabilizację zawodową i fakt, że na razie jest niezastąpiony. Ma silną pozycję w firmie i kierownictwo liczy się z jego zdaniem.

>>> Czytaj też: Szara strefa w Polsce. Jak wygląda struktura nielegalnej pracy nad Wisłą? 

– Mam służbowy samochód – zaznacza Andrzej, kiedy pytam o przywileje związane z zajmowanym stanowiskiem. – Nikt mnie nie kontroluje, czy jadę do klienta, czy po zakupy, po dziecko do żłobka czy z rodziną na weekendowy wypad za miasto. Żona mi wierci dziurę w brzuchu, abym upomniał się o podwyżkę i wyżej się cenił, bo mnie w firmie wykorzystują. Ale kiedy budowaliśmy dom i urywałem się w tygodniu po materiały, albo żeby doglądać ekipę remontową, wtedy tak nie mówiła. Mogłem wyjść z pracy w każdej chwili i nikt mnie nie rozliczał. To mój kapitał. Mogę się obyć bez awansów i podwyżek.

Stara praca, nowe otoczenie

Życie zawodowe Darka długo toczyło się wedle sztampowego scenariusza. Wstawał codziennie o 7:00, by na dziewiątą z Brzezin dojechać samochodem do pracy w Łodzi. Z powrotem w domu był przed 19:00, potem pograł na komputerze albo szedł na piwo z kolegami. Jest informatykiem, a z takim wykształceniem pracy na rynku jest w bród. Ale jakoś niespecjalnie zależało mu na zmianie otoczenia. Pracował w niedużej firmie, która zatrudniała pięć osób, a niewysokie zarobki rekompensowała atmosfera rodzinnych zażyłości. Dopiero kiedy się ożenił i urodziła mu się dwójka dzieci, podjął decyzję o szukaniu nowego zajęcia.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP