- Najpoważniejsze zagrożenie od dekad
- Zapowiedzi Trumpa wywołały spadki cen
- Sytuacja daleka od uspokojenia
- Cieśnina Ormuz. To na nią zwrócone są oczy świata
- Nie tylko ropa naftowa
Najpoważniejsze zagrożenie od dekad
Jak wskazał ekspert, rynek w ostatnich dniach znalazł się w jednym z najpoważniejszych od dekad momentów zagrożenia dla globalnych dostaw energii, a gwałtowne zmiany cen pokazują, jak szybko zmieniają się nastroje inwestorów.
W poniedziałek ceny ropy odnotowały największy jednodniowy spadek od czasów pandemii, z poziomu blisko 120 dolarów, po czym ustabilizowały się powyżej 90 dolarów za baryłkę. Początkowo było to związane ze spekulacjami o możliwym uwolnieniu surowca ze strategicznych rezerw.
Zapowiedzi Trumpa wywołały spadki cen
Spadki przyspieszyły jednak po komentarzach prezydenta USA Donalda Trumpa, który zasugerował możliwość szybszego niż oczekiwano zakończenia konfliktu z Iranem oraz wskazał, że sankcje dotyczące ropy – potencjalnie obejmujące także eksport rosyjski – mogłyby zostać złagodzone.
Jednocześnie zapowiedział, że amerykańska marynarka wojenna może eskortować tankowce przez kluczowe szlaki transportowe.
Sytuacja daleka od uspokojenia
Zdaniem Hansena, mimo tych sygnałów konflikt na Bliskim Wschodzie nie wykazuje wyraźnych oznak deeskalacji, a napięcia militarne w regionie obejmują już bezpośrednio lub pośrednio ponad tuzin państw. W rezultacie inwestorzy balansują między ryzykiem dalszej eskalacji a scenariuszem stabilizacji sytuacji dzięki presji dyplomatycznej.
Cieśnina Ormuz. To na nią zwrócone są oczy świata
W centrum obaw rynku znajduje się Cieśnina Ormuz – kluczowy szlak transportowy dla globalnego rynku energii. W normalnych warunkach każdego dnia przepływa przez nią około 20 mln baryłek ropy i produktów rafinowanych, co odpowiada blisko jednej piątej światowego zużycia ropy oraz około jednej czwartej globalnego morskiego handlu tym surowcem.
Przez ten sam szlak transportowany jest również znaczący wolumen skroplonego gazu ziemnego, w tym duża część eksportu z Kataru, jednego z największych producentów LNG na świecie.
Zdaniem analityka ewentualne zakłócenia w żegludze przez cieśninę mogłyby mieć znacznie większy wpływ na rynek niż typowe kryzysy geopolityczne, ponieważ problem dotyczyłby samej trasy transportowej, a nie jednego producenta ropy.
Nie tylko ropa naftowa
Ekspert zwraca uwagę, że reakcja rynku jest szczególnie widoczna nie tylko w cenach ropy, ale także w notowaniach diesla, paliwa lotniczego oraz LNG. Wynika to z faktu, że znacząca część ropy eksportowanej z regionu Zatoki Perskiej to gatunki szczególnie ważne dla produkcji średnich destylatów, takich jak olej napędowy czy paliwo lotnicze.
Hansen podkreśla również, że ceny ropy powyżej 110–120 dolarów za baryłkę historycznie często prowadziły do spadku popytu i osłabienia aktywności gospodarczej. Dlatego decydenci polityczni uważnie obserwują rozwój sytuacji i rozważają działania mające na celu stabilizację rynku.
Czego się spodziewać?
Jego zdaniem dalszy rozwój sytuacji zależy głównie od przebiegu konfliktu oraz bezpieczeństwa żeglugi w regionie. W przypadku eskalacji napięć ceny ropy typu Brent mogą ponownie wzrosnąć w kierunku lub powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę. Z kolei wyraźne sygnały deeskalacji mogłyby doprowadzić do spadku notowań w okolice 80 dolarów.
Do czasu pojawienia się większej jasności inwestorzy będą nadal uważnie obserwować ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz, marże rafineryjne dla diesla i paliwa lotniczego oraz sytuację na rynku LNG.
Przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie baryłka ropy Brent kosztowała 73 dolary. Do najwyższego poziomu doszła godzinach porannych w poniedziałek, kiedy płacono za nią niemal 120 dolarów. We wtorek około godz. 13.30 ropa Brent była wyceniana na niewiele ponad 93 dolary za baryłkę.